Koniec anonimowości w polskim internecie? Blogerze uważaj bo możesz stanąć przed sądem!

05.10.2011
Koniec anonimowości w polskim internecie? Blogerze uważaj bo możesz stanąć przed sądem!

Koniec anonimowości w polskim internecie? Blogerze uważaj bo możesz stanąć przed sądem!

Właściciele blogów i for internetowych dotychczas prowadząc swój interes czy hobby nie byli odpowiedzialni za treści zamieszczane przez osoby odwiedzające stronę. Oczywiście wszystko ma swoje granice i często pomimo dobrej moderacji gościnnych wpisów uwadze umykają słowa, które nie powinny zostać publicznie wypowiedziane. Internet daje poczucie anonimowości, dla tego wiele w szczególności młodych osób wykorzystuje go to tworzenia kiepskich żartów lub wyładowania swojej frustracji.

Do tej pory byliśmy przekonani, że odpowiedzialność za niewłaściwe słowa ponosi ich autor. Właściciel strony internetowej lub forum nie może odpowiadać za słowa drugiej, nie znanej, całkowicie anonimowej osoby. W internecie prawo nie istnieje. Co jakiś czas któraś z partii politycznych lub osób publicznych wysuwa propozycję określenia i unormowania zasad panujących w sieci. Jak do tej pory pomysły te pozostawały w fazie projektów i dyskusji. Na razie, bo ostatnie wydarzenia wskazują, że coś zaczyna się dziać. Czy blogerzy i redaktorzy powinni czuć się zagrożeni? Niestety tak, czasy bezkarności powoli odchodzą do lamusa. Tylko czemu niewinny właściciel strony internetowej ma ponosić konsekwencje czynów drugiej, zupełnie nie znanej mu osoby?

Pierwszym znakiem odpowiedzialności za publikowane komentarze i wypowiedzi użytkowników jest sprawa, która wpłynęła do Tarnowskiego sądu. Właściciel portalu jednego z polskich miast został oskarżony przez burmistrza o naruszenie jego dóbr osobistych, który twierdzi, że przez obraźliwy komentarz opublikowany przez internautę na jego stronie przegrał wybory samorządowe. Według orzeczonego werdyktu, właściciel portalu ponosi odpowiedzialność prawną za treści w nim rozpowszechniane. Bulwersująca sprawa trafiła do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która jednocześnie przestrzega przed podobnymi przypadkami, które mogą spotkać każdego blogera lub redaktora.

Sprawa wspomnianego właściciela strony internetowej nadal jest w toku. Według werdyktu, który zapadł w Tarnowskim sądzie, właściciel odpowiada za publikowane treści przez użytkowników portalu, które naruszają dobra osobiste innej osoby. Czy orzeczenie sądu można uznać za sprawiedliwe? Problem w tym, że nie istnieje jeszcze prawo, które oficjalnie regulowałoby te i tym podobne kwestie. Logicznie myśląc ja jako właściciel sklepu mógłbym zostać oskarżony przez mojego klienta, który został zbluzgany przez drugą osobę w moim sklepie. Chociaż próbowałem zażegnać kłótnie między nimi, poszkodowany poczuł się obrażony, zaś sprawca pozostaje bezkarny. Sytuacja absurdalna, nawet Bareja nie powstydził by się takiej sceny w swoich filmach.

Według Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka granica odpowiedzialności pomiędzy właścicielem strony internetowej i osoby, która jest autorem obraźliwego tekstu niebezpiecznie się zaciera. “Poszerzanie granic odpowiedzialności administratorów blogów lub forów internetowych, poprzez nakładanie na nich obowiązku prewencyjnej kontroli i filtrowania treści dodawanych przez internautów zanim ukażą się na stronie internetowej, kłóci się z treścią art. 14 i 15 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną” – podkreśla HFPC.

Czy opisywane wydarzenie oznacza, początek końca anonimowości w internecie? W skali globalnej na pewno nie, ale problem może dać do myślenia wielu polskim blogerom i osobą prowadzącym duże serwisy internetowe o charakterze publicznym. Chcąc uniknąć podobnych i nieprzyjemnych sytuacji opisywana sprawa może wymusić na autorach konieczność zalogowania się na swoje konto, a moderatorom wnikliwe cenzurowanie publikowanych treści. Nie muszę informować jak dużym problemem taka sytuacja byłaby dla obu stron. Nie każdy komentujący wpis jest tzw. internetowym trollem. Ludzie cenią sobie anonimowość w sieci, która z resztą towarzyszyła im pod początku istnienia internetu. Goście chcą mieć możliwość wyboru publikacji treści bez nazwiska lub z oficjalnego konta np. na Facebooku. Dla moderatorów i właścicieli portali oznacza to dodatkową pracę, która i tak nie jest łatwa zwłaszcza, kiedy każdego dnia treść czyta kilka tysięcy osób. Brak możliwości komentowania może oznaczać utratę wiarygodności strony i niską ocenę odwiedzających, a w skrajnym przypadku ich odpływ w miejsce, gdzie będą mogli w nieskrepowany sposób wyrażać swoje poglądy.

Odpowiedzialność za cudze słowa jest mocno chybionym pomysłem. Trudno określić, czy to kolejny kwiatek polskiego absurdu, czy faktyczny problem współczesnego internetu, który stał się częścią naszego codziennego życia i sposobem komunikacji nieskończenie dużej grupy osób.

Dołącz do dyskusji

Advertisement