Klout – gorący, obowiązkowy i bezużyteczny serwis dla geeka

03.10.2011
Klout – gorący, obowiązkowy i bezużyteczny serwis dla geeka

Klout – gorący, obowiązkowy i bezużyteczny serwis dla geeka

Zapanowała moda na media społecznościowe. Pewnie powinnam powiedzieć, że “media społecznościowe są sexy”, ale nie powiem, bo brzmi to tragicznie. Jeszcze modniejsze stały się masowe serwisy do monitorowania aktywności w mediach społecznościowych. Jednym z nich jest Klout. Wszyscy, którym zależy na byciu na czasie znają Klouta, ale prawie nikt nie wie o co w nim chodzi. Nieważne, ważne że jest na czasie!

Każdy może zarejestrować się do Klouta i zmierzyć swój wpływ na innych. Można dodać konta Twittera, Facebooka, LinkedIna, YouTube’a, Instagrama, Bloggera, Tumblra, Foursquare’a, WordPressa, Flickra, last.fm i ostatnio nawet Google Plusa. Bogato, a Klout obiecuje, że im więcej kont podłączymy tym bardziej rzeczywiste będą wyniki.

I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie bliska zeru przydatność Klouta. System ten mierzy wpływ na innych użytkowników, analizuje poruszane tematy, podpowiada kto jest liderem opinii i dla kogo jest się liderem i tym podobne. Dodatkowo daje możliwość oceniania innych użytkowników przez dawanie im “K” dotyczącego określonego tematu. “K” to wyraz uznania, że ktoś zna się na konkretnej rzeczy, przy czym można ich rozdać maksymalnie 5 dziennie.

No i to tyle. Grzebiąc można znaleźć w Kloucie jeszcze kilka innych rzeczy (na przykład wykres wynikami bardzo przypominający testy z niegdysiejszych BravoGirl – jestem skupionym specjalistą czy może wielotematycznym celebrytą? czy porównywanie się z innymi). Klout sam nie wie, czym chce być – najbliżej mu chyba do prostego narzędzia analitycznego z elementami społecznościowymi z tym, że nie spełnia dobrze roli ani jednego, ani drugiego.

Profesjonalista, który naprawdę chce zanalizować swoją działalność w mediach społecznościowych skorzysta z bardziej zaawansowanych rozwiązań, płatnych, ale oferujących jakość i konkretne dane. Amator może ma ochotę pobawić się w takie analizy nie płacąc, ale nie zrobi tego z Kloutem – oprócz trzech wykresów wątpliwego pochodzenia nie zobaczy nic.

Bo to jest właśnie problem Klouta. W miarę używania można zauważyć, że wykresy średnio mają się do rzeczywistości. Strata na przykład obserwujących na Twitterze wpływa na Klouta czasem w odwrotny sposób niż powinna. Dodatkowo Klout dla osób nieanglojęzycznych jest bezużyteczny. O sobie dowiedziałam się, że na Twitterze najczęściej poruszanymi przeze mnie tematami jest religijność i duchowość wespół z homoseksualizmem. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że bardzo staram się, by nie poruszać w mediach społecznościowych tematów polityki, religii i seksualności i praktycznie wcale tego nie robię. Chętnie dowiedziałabym się skąd Klout wziął swoje przypuszczenia.

W ramach bonusu każdy może zainstalować sobie w przeglądarce rozszerzenie, które wyświetla na Twitterze przy nazwie używkownika “Klout Score”. Nie wiadomo po co, ale wygląda to profesjonalnie.

No i tyle z przydatności Klouta. Nie wiadomo, gdzie go wpasować, do kogo jest skierowany i jak do końca działa. Ale to nieważne – o Kloucie w superlatywach piszą największe serwisy branżowe. To przecież wystarczy za rekomendację, prawda?

Dołącz do dyskusji

Advertisement