Jest taki kraj na świecie, gdzie wcale nie kochają iPhone

04.10.2011
Jest taki kraj na świecie, gdzie wcale nie kochają iPhone

Jest taki kraj na świecie, gdzie wcale nie kochają iPhone

Wydawać by się mogło, że (zwłaszcza dzisiaj) wszyscy kochają iPhone i szaleją (lub będą szaleć) za tym, co zaprezentuje nam dziś jego producent. Okazuje się, że jednak wcale tak nie jest i istnieje co najmniej jeden kraj na świecie, gdzie iPhone nie jest w stanie się wybić i jego popularność oscyluje w granicach marnych kilku procent. I nie jest to kraj, który można lekceważyć – jest to kraj, w którym obecnie liczba użytkowników telefonów komórkowych przekracza już wyraźnie 600 mln, a w ciągu najbliższych kilku lat ma wzrosnąć o ponad 70%. Tym krajem są Indie.

Udział iPhone jest na tamtejszym rynku wręcz tragicznie niski. W ostatnim kwartale dostarczonych (i to niekoniecznie sprzedanych) zostało zaledwie nieco ponad 62000 sztuk – mniej niż w o wiele mniejszych krajach, takich jak Belgia, Norwegia czy Izrael. Jaki daje to wynik? 2,6% – mniej więcej tyle użytkowników telefonów komórkowych w Indiach korzysta z iPhone. Podobnie słabo sprzedaje się iPad, którego dostawy do Indii wyniosły zaledwie 0,2% światowej sprzedaży tego urządzenia, która – jak wiemy – wcale nie była taka słaba.

Kto korzysta najbardziej na słabości Apple? Ci, którzy w chwili obecnej na rynkach „dojrzałych” muszą walczyć o powrót na czołowe lokaty – Nokia i Research In Motion. Dla Nokii sytuacja wygląda wręcz tak, jakby zatrzymał się działający na jej niekorzyść czas. Podobnie jak w czasach swojej świetności na całym świecie, jej ostatnie dostawy stanowiły prawie połowę wszystkich dostarczonych na tamtejszy rynek urządzeń (46%). Dalsze miejsca zajął Samsung (21%) oraz Research In Motion (15%). Warto jednak zauważyć, że RIM – jako jedyny z wymienionej trójki – produkuje wyłącznie smartfony i to właśnie on zdaje się dominować w tamtejszym regionie jeśli chodzi o ilość dostarczanych „inteligentnych telefonów”.

Powód sukcesu nie jest jednak tak prosty jak mogło by się wydawać. Oczywiście, terminale BlackBerry są w Indiach o wiele tańsze (od 200$) niż iPhone (od 705$) i jest to niezaprzeczalnie jeden z ważniejszych czynników. Sporym problemem dla Apple jest również brak rozwiniętych kanałów dystrybucyjnych, w sytuacji, kiedy RIM od dawna zdecydował się na założenie własnych sklepów (punkty w blisko 80 miastach) i bliską współpracę z innymi punktami sprzedaży. BlackBerry możemy więc kupić tanio i prawie wszędzie, natomiast z iPhone już tak łatwo nie jest.

Apple dość mocno „przejechał się” także na przekonaniu o rozpoznawalności swojej marki. Brak odpowiednich kampanii promocyjnych (reklam TV, bilbordów, etc) jest w Indiach uznawany przez wielu za mocno lekceważący. RIM i w tym przypadku obrał zupełnie inną drogę – w telewizji i internecie często pojawiają się nie tyle reklamy „wyświetlane w Indiach”, ale i „przygotowane dla Indii”. Podejście klienta do producenta, który stara się o niego walczyć jest oczywiście bez wątpienia o wiele lepsze, niż w przypadku, gdy producent w ogóle się nim nie przejmuje (a przynajmniej nie daje tego wyrazu).

Co ciekawe, RIM ma w Indiach nad Apple przewagę nie tylko marketingową, ale i również technologiczną, choć wynikającą w dużej mierze z… zacofania technologicznego tamtejszej telekomunikacji. Urządzenia pracujące chociażby pod kontrolą iOS czy Androida wymagają o wiele więcej i o wiele szybciej transmitowanych danych do poprawnego (czytaj: wygodnego) działania. Niestety w dalszym ciągu lokalne pokrycie 3G jest bardzo słabe i większość użytkowników skazana jest na nieco już przestarzałe 2G. I tutaj odnajdują się (nawet najtańsze) telefony z jeżyną w logo –funkcjonowanie EDGE na tych urządzeniach było przez wiele lat dopieszczane przez RIM (przez to prawdopodobnie jako jeden z ostatnich producentów zaprezentował terminal z 3G), a i ilość pobieranych danych jest nieporównywalnie mniejsza. Nawet, jeśli weźmiemy pod uwagę aspekt ekonomiczny zamiast technologicznego, rezultat jest równie dobry – BlackBerry jest po prostu tańsze w „użytkowaniu internetowym”.

Ostatnim co najprawdopodobniej na długie lata zapewniło sukces produktom Research In Motion w Indiach jest komunikator – BlackBerry Messenger. W tym momencie wywołał on proces, którego nie da się tak łatwo zatrzymać. Skoro bowiem wszyscy (albo zdecydowana większość) nasi znajomi „wyposażeni” w smartfony mają BBM i mogą ze sobą wygodnie rozmawiać (zamiast przez SMS) dlaczego i my mielibyśmy wybrać cokolwiek innego niż BlackBerry? Proste aż do bólu, ale jeszcze żadnemu producentowi nie udało się stworzyć komunikatora, który chociaż zbliżyłby się popularnością do BBM.

Analitycy są w tej kwestii zgodni – rynki rozwijające się, zwłaszcza o takim potencjale „ilościowym”, są aktualnie jedną z największych szans producentów wszelkiego rodzaju smartfonów. W 2015 dostawy telefonów do Indii mają wynieść imponujące 90 mln sztuk, z czego większość stanowić będą te bardziej zaawansowane. Zdecydowanie jest więc o co walczyć.

Wyraźnie niższe marże są w tym przypadku rekompensowane przez wysoką sprzedaż, wiążącą się nieodłącznie z popularyzacją danej platformy. Doskonale wiemy co idzie za zwiększeniem udziału w rynku – programiści, chętni poświęcić swój czas i pracę na tworzenie aplikacji, zachęcających do zakupu kolejnych użytkowników. Jeśli policzylibyśmy ile aplikacji w BlackBerry AppWorld pochodzi właśnie z Indii i z tamtych regionów, moglibyśmy się naprawdę poważnie zdziwić.

Dołącz do dyskusji

Advertisement