Jakość wcale nie jest najważniejsza – ani w kinie, ani w muzyce

18.10.2011
Jakość wcale nie jest najważniejsza – ani w kinie, ani w muzyce

Jakość wcale nie jest najważniejsza – ani w kinie, ani w muzyce

Kto pamięta Need For Speed 2 albo Unreala? A inne gry sprzed dekady lub więcej? Pewnie dużo osób. Ilu z Was jeszcze czasem odpali te kultowe gry, choć grafika straszy pikselem na pikselu? Też pewnie znalazłaby się spora grupa. A ilu z Was lubi pójść do kina tak po prostu, bez wcześniejszego sprawdzania, czy sala jest wyposażona w najnowocześniejszy sprzęt nagłaśniający i projektory? Większość pewnie też słucha muzyki w formacie MP3 i bitrate 256 albo 320 kbit/s a nie we FLAC czy innych bezstratnych formatach. Bo prawdę mówiąc ta ostatnio gloryfikowana jakość nie przekłada się wcale na masowe zapotrzebowanie. Dla większości z nas nadal ważniejsza jest treść niż forma.

Zaryzykowałabym twierdzenie, że o ile jakość nie jest tragiczna, to ludzie i tak w większości nie zauważają różnicy. Specjaliści tworzą mit niesamowitej jakości by zwiększać sprzedaż, a ludzie kupują w dążeniu do zwiększenia swojego statusu społecznego i by “być na czasie”. Oczywiście to nie jest reguła, ale w wielu wypadkach tak właśnie jest. Zamiast sensownej treści dostajemy dopracowane powłoki.

Pamiętacie premierę pierwszej części Carmageddona? Chociaż gra była w 3D, to i tak jak na tamte czasy nie powalała grafiką, zwłaszcza w porównaniu z konkurencją (wspomnianym NFS 2 czy pierwszej części Gran Turismo). Mimo wszystko Carmageddon odniósł światowy sukces, stał się kultową grą i doczekał się kontynuacji. Dlaczego tak się stało? Odpowiedź jest prosta – bo gra była… grywalna. Oferowała ogromną wartość dodaną i choć to zabrzmi kontrowersyjne, to była zrobiona z pasją. Skutkiem tego była wieloletnia popularność.

Zresztą nie tylko Carmageddona. Żywotność niegdysiejszych dobrych gier była po prostu dłuższa – patrz Quake III Arena czy Unreal Tournament z mnóstwem przeróbek. Znaczenie słowa “jakość” miało nieco inny wymiar – wtedy składało się na niego więcej czynników. Dziś obserwując rynek gier można dojść do wniosku, że jakość = dopracowanie detali grafiki i nic więcej.

Zresztą nie bez powodu hitami stają się proste graficznie gierki typu Angry Birds czy Farmville… A Open Transport Tycoon Deluxe jest jest wciąż całkiem popularny.

Paweł Okopień napisał ostatnio:

“(…)nie każdy może sobie pozwolić na stworzenie w domu kina domowego z projektorem czy dużym telewizorem i pełnym zestawem audio 5.1/7.1 z amplitunerem i odtwarzaczem blu-ray. Głównie ze względu na miejsce i sąsiadów. Jednak domowy seans filmowy to w tej chwili jedyne dobre miejsce na cieszenie się z idealnych warunków do odbioru filmu(…)”

Racja, nie każdy może. A jeszcze więcej osób nie ma takiej potrzeby. Fajnie jest oglądać filmy w jakości blu-ray, z wypasionym kinem domowym po to by cieszyć się jakością każdego drobnego szczegółu. Tylko, że do kina większość z nas nie chodzi po to by rozkoszować się jakością wyświatlanego obrazu z krystalicznie czystym dźwiękiem. Jasne, jak realizatorka, za przeproszeniem, spieprzy coś kompletnie, to przeciętny widz się zorientuje i też mu będzie to przeszkadzało. Jednak w znacznej większości przypadków temu przeciętnemu widzowi wystarczy to, co ma – bo przecież do kina idzie by obejrzeć film, który sobie wybrał. I ile w filmach akcji z mnóstwem efektów specjalnych ta jakość będzie miała większe znaczenie, o tyle w większości innych mniejsze.

Podobnie sprawa ma się z telewizorami – ostatnio po sieci rozeszła się sprawa telewizorów Samsunga, które w specyfikacji miały napisane, że są “FullHD 3D”, a w rzeczywistości oferowały 3D w 720p. Jednak najciekawsze było to, że tą różnicę na szeroką skalę odkryto dopiero przy bardziej zaawansowanych badaniach jakości. Na co dzień prawie nikt się nie zorientował. Dlaczego? Bo prawie nikt nie odczuwał tej różnicy, a pewnie większość z właścicieli nawet nie wypróbowała trybu 3D.

FullHD jest naturalną koleją rzeczy w rozwoju wyświetlania obrazu, jednak w większym stopniu spowodowaną rozrostem przekątnych ekranu niż potrzebą obrazu z widocznym każdym detalem. Zresztą co jakiś czas pojawiają się coraz to nowsze badania, które mówią, że choć ludzie kupują telewizory FullHD to duża część z nich nie dokupuje przejściówek HD i nawet pojęcia nie ma, że obraz sam z siebie ot tak nie staje się HD. Componenty wciąż rządzą.

Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że w 2011 roku jakość muzyki będzie powalać – pojawią się nowe, bezstratne formaty, które zawojują świat dzięki coraz większym dyskom twardym i pożądaniem jakości. Jak wygląda to dziś?

Zamiast bezstratnych utworów mamy coraz popularniejszy streaming muzyki z chmur, który jakościowo praktycznie nie różni się od tych rozwiązań sprzed kilku lat. Okazało się, że ważniejsza od jakości jest wygoda i dostępność w każdym miejscu.

Przykłady można mnożyć, jednak jedno jest pewne – jakość dźwięku czy obrazu wciąż nie jest najważniejsza. To dodatek, który nie powinien przysłaniać całej wartości dodanej, której chce większość.

Dołącz do dyskusji

Advertisement