Informacje z kart kredytowych w celach reklamowych – prywatność to bzdura?

25.10.2011
Informacje z kart kredytowych w celach reklamowych – prywatność to bzdura?

Informacje z kart kredytowych w celach reklamowych – prywatność to bzdura?

Jesteśmy dopiero na początku rewolucji reklamowej. Prywatność w sieci i nie tylko zaczyna być pustym, nieaktualnym sloganem. Wszystko może być potencjalnym źródłem informacji o naszych przyzwyczajeniach i aktywnościach, które potem można wykorzystać do jeszcze sprawniejszego pozycjonowania reklam. Następne w kolejce są Visa i MasterCard, które chcą wejść w zyskowny rynek i proponuą wykorzystywanie informacji o zakupach dokonanych za pomocą kart kredytowych do lepszego targetowania reklam.

Nie ma się czemu dziwić – biznes reklamowy wciąż rośnie, zwłaszcza gałęzie internetowe. Visa na przykład złożyła bardzo futurystyczny patent, w którym informacje osobowe razem z informacjami z banku DNA i innymi detalami łączą się w jedną całość i tworzą profile do targetowania reklam.

MasterCard nie ma na razie tak rozbudowanych fantazji, ale to pewnie dlatego, że nie zbiera danych osobowych przypisanych do konkretnych transakcji. Jednak to też da się przeskoczyć, bo zostawiamy po sobie tyle śladów w sieci, że MasterCard w końcu je połączy i będzie miał potężne narzędzie.

Możliwości są o wele większe, niż dotychczasowych profilowanych reklam. Oprócz oczywistego wykorzystania historii zakupów (czyli na przykład kupując karmę dla psów mogę spodziewać się reklam smyczy czy czegoś podonego) będzie to pozwalało na tworzenie ogólnych profili internautów czy przypisywanie konkretnych zachowań zakupowych do miejsc. Możliwości są praktycznie nieograniczone, tym bardziej, że nie wyklucza się też używania informacji z mediów społecznościowych, biur kredytowych, wyszukiwarek, firm ubezpieczeniowych czy banków DNA.

Zresztą już dziś informacje o płci, wieku, lokalizacji, przychodach czy zainteresowaniach dla firm zajmujących się reklamą nie są żadną nowością. W sieci zostawiamy za sobą ślady, o których nie mamy kompletnie pojęcia.

Ale to nic. Choć plany Visy i MasterCarda są na razie wczesne i niezaawansowane, no i po drodze napotkają pewnie wiele przeszkód w postaci obrońców prywatności i tym podobnych, to prędzej czy później wejdą w życie – to tylko kwestia czasu. Informacje ile, gdzie, na co i jak często wydajemy pieniądze i jak spędzamy swój czas są zbyt cenne, by z nich nie skorzystać. Dodatkowo ocena skutczności tak targetowanych reklam jest o wiele prostsza niż dotychczasowe metody.

Żeby zdać sobie sprawę, jak potężne mogą to być narzędzia trzeba uświadomić sobie że Visa w 2010 roku obsłużyła ponD 45 miliardów transakcji a MasterCard zebrał informacje o ponad 23 miliardach zakupów, wliczając w to datę i czas, wartość oraz adres sprzedawcy. Udostępnienie takiej bazy danych i profili konsumentów firmom trzecim będzie potężnym krokiem w rozwoju branży reklamowej.

Będzie to też kolejny krok w stronę likwidacji anonimowości w sieci i poza nią. Chociaż MasterCard udostępnia narzędzia do blokowania udostępniania swoich danych, to prawda jest taka, że mało kto z niego skorzysta. Dziesiątki czy nawet setki użytkowników nie będzie zdawała sobie sprawy z tego, że każdy ruch jest zapisywany, analizowany i sprzedawany dalej. Tak, jak dzisiaj nie obchodzi ich co to cookies i kto w jaki sposób zarabia na nich w sieci. Gdy Visa i MasterCard wprowadzą swoje plany w życie zapewne grupka obrońców prywatności powalczy chwilę, by finalnie się poddać. Tak samo jest za każdym razem, gdy przekraczane są kolejne granice prywatności.

Ciężko dziwić się takiemu rozwojowi spraw. Narzędzia pozwalające zbierać coraz bardziej newralgiczne dane są już na tyle zaawansowane, że dziwne byłoby gdyby nikt nie chciał ich wykorzystać. Jednak kontrowersje budzi to, kto chce to robić – firmy obsługujące nasze finanse pragną stać się też wielkimi firmami reklamowymi. Czeka nas istny Matrix.

Dołącz do dyskusji