Smartfon bez przeglądarki? Jeszcze nie teraz

27.09.2011
Smartfon bez przeglądarki? Jeszcze nie teraz

Smartfon bez przeglądarki? Jeszcze nie teraz

Gwałtowna popularyzacja smartfonów, a co za tym idzie, również i mniejszych niż do tej pory ekranów służących do przeglądania zawartości internetu, wymusiła na dostawcach treści dostosowanie się do nowych trendów. Początkowo zaczęły pojawiać się oszczędniejsze i zoptymalizowane strony mobilne, a nieco później – aplikacje zastępujące nam w konkretnych przypadkach całkowicie przeglądarkę. Kto z posiadaczy smartfona loguje się obecnie na mobilną stronę Facebooka, zamiast uruchomić dedykowaną aplikację? Kto tweetuje przez WWW? Kto do wykonania przelewu wybierze przeglądarkę, jeśli ma pod ręką dostarczony przez bank program? Aplikacje do „obsługi internetu” zdobywają coraz większą popularność, ale do osiągnięcia dominacji jeszcze zdecydowanie długa droga.

Zalet takiego rozwiązania nie trzeba szukać ani długo, ani daleko. Przede wszystkim w tym przypadku optymalizacja sposobu prezentacji treści jest niemal idealna – żaden fragment ekranu nie zostanie zmarnowany, ani żadna treść nie znajdzie się przypadkiem poza nim. Koniec przewijania, powiększania, oddalania, etc. – wszystko jest od razu takie jakie powinno, od razu dostajemy dokładnie to czego oczekujemy. W przeglądarce, nawet w przypadku witryn mobilnych nie zawsze udaje się osiągnąć ten efekt.

Do tego likwidowana jest znienawidzona przez wielu z nas konieczność każdorazowego (lub przynajmniej częstego) logowania. Odpowiednie dane podajemy wyłącznie za pierwszym razem – przy konfiguracji i to właściwie koniec. Oczywiście, podobny efekt uzyskujemy nakazując przeglądarce zapamiętać hasło, ale o ile lepiej czujemy się w momencie kiedy nasz login i hasło zapisuje się nie wśród wielu innych, ale w jednym konkretnym miejscu – w naszej aplikacji, zainstalowanej na naszym smartfonie. Bez wątpienia wrażenie jest czysto pozorne – dane trafiają i tak w odpowiednie miejsce, ale czy to nie właśnie o odczucia użytkownika chodzi najbardziej?

Powyższe przykładowe zalety to oczywiście nie koniec przewaga nad „internetem klasycznym”. Zaawansowana konfiguracja czy możliwość wyświetlania powiadomień w czasie rzeczywistym (np. nowy artykuł na interesujący nas temat, bramka ulubionej drużyny, czy film w TV, na który czekaliśmy od dawna) bez konieczności odświeżania strony to z pewnością przyszłość. Przy tym wszystkim nie musimy walczyć z milionem zakładek – dane ładują się w tle, a dzięki ograniczeniu „formy” wyraźnie oszczędzamy ilość transferowanych danych, skracając jednocześnie czas niezbędny na załadowanie. Jak jednak jest teraz?

Wystarczy przejrzeć największe sklepy z aplikacjami dla urządzeń mobilnych, aby zobaczyć, że to jeszcze nie moment, aby ogłosić masowe wejście w nową epokę. W żadnym z nich bowiem nie znajdziemy na czołowych miejscach zbyt wielu programów chociażby zbliżonych do opisywanych wcześniej. Najpopularniejsze, takie jak Facebook, Twitter czy Google Maps okupują wprwadzie wysokie lokaty, ale co z pozostałymi?

W przypadku AppStore dla iPhone (a więc najbardziej „typowego” smartfona), obecnie dopiero 17. miejsce zajmuje klient portalu Kwejk.pl, a na 27 plasuje się mobilna aplikacja umożliwiająca dostęp do naszych kont w mBanku. Dalej nie jest inaczej – pomiędzy dziesiątkami innych programów przewijają się Facebook, Google+, Przepisy.pl i podobne. Nie inaczej prezentuje się Android Martket i BlackBerry AppWorld, w którym w pierwszych dziesiątkach odnajdziemy Facebooka czy YouTube oraz kilka aplikacji pogodowych. Co ciekawe, w sklepie Google nadal jedną z popularniejszych aplikacji jest… przeglądarka – Opera Mini i Mobile. I nie jest to wyłącznie trend ostatniego miesiąca, co potwierdzają m.in. opublikowane na początku tego roku przez Apple dane.

Czego więc brakuje aplikacjom zastępującym przeglądarki do osiągnięcia dominacji? Są przecież wygodniejsze, łatwiejsze w obsłudze i posiadaja o wiele więcej opcji. Odpowiedź jest prosta: o ile zapewniają najlepszy z możliwych dostęp do konkretnej treści, o tyle są ograniczone wyłącznie do niej. Przeglądarka pozwoli nam otworzyć i przejrzeć (z rożnym skutkiem) dowolny portal, natomiast aplikacja – tylko jeden (lub określony zbiór). Dedykowanych programów jest teraz po prostu zbyt mało i część producentów niestety nie dostrzegło jeszcze ich ogromnego potencjału.

Na dziś jednym z popularniejszych tymczasowych rozwiązań, łączącym zalety zarówno przeglądarek jak i aplikacji są wersje mobilne stron w formie przypominającej aplikacje – najlepszym przykładem jest jeden z najczęściej używanych dodatków do WordPressa – WPTouch. Po uruchomieniu takiej strony naszym oczom ukazuje się jej treść w formie żywcem „wyciągniętej” z aplikacji dla iOS.

Sytuacja na rynku zmienia się jednak w zawrotnym tempie i być może już niedługo nie będziemy musieli otwierać niewygodnej (na 3-4 calach) przeglądarki – już teraz możemy przecież sprawdzić rozkład jazdy, dzisiejszą pogodę, notowania giełdowe, najnowsze informacje i plotki bez konieczności klikania w ikonkę prowadzącą nas do „klasycznego internetu”.

Dołącz do dyskusji

Advertisement