Przyciski do dzielenia się treściami wychodzą poza strony – nie tylko +1, ale i Like

02.09.2011
Przyciski do dzielenia się treściami wychodzą poza strony – nie tylko +1, ale i Like

Przyciski do dzielenia się treściami wychodzą poza strony – nie tylko +1, ale i Like

Przyciski na stronach pozwalające dzielić się treściami są jednymi z najważniejszych funkcji ery mediów społecznościowych. To właśnie przekazywanie w ten sposób informacji stało się siłą napędową dzisiejszego internetu. Jednak przyciski umieszczane przez twórców stron to mało. Zaczyna się czas przycisków w samych przeglądarkach. Na razie jako rozszerzeń, ale pewnie niedługo gdy uda uporać się z głosami o braku prywatności domyślnie implementowanych.

Kilka dni temu Google oficjalnie zaprezentował rozszerzenie do Chrome’a pozwalające “plusjedynkować” strony z poziomu paska koło adresu. Na razie nie pozwala ono na udostępnianie stron w streamie, choć przyciski ze stron otrzymały w końcu taką funkcję. Bez tego rozszerzenie jest średnio użyteczne dla przeciętnych użytkowników i faktycznie przyjemniej używać przycisków na stronach (jeśli takie są). Jednak to dopiero pierwsza wersja, na dodatek dostępna tylko na Chrome – wraz z rozwojem przycisk na pewno zyska opcję dzielenia się stroną w kręgach i kto wie, czy nie zostanie dodany do podstawowego Chrome’a. Wtedy jego potencjał byłby nie do pobicia.

MG Siegler wygrzebał też informację o podobnym rozszerzeniu w Chrome Web Store, tylko od Facebooka. Autor to “facebook.com”, z tym, że nikt nie podał żadnej oficjalnej informacji na temat tej pozycji. Okazało się, że rozszerzenie dostępne jest też do FireFoksa i jako skrypt Greasemonkey i zrobił je jeden z inżynierów Facebooka jako kolejny sposób na łatwy sposób dzielenia się treściami.

Rozszerzenie “Like” oferuje o wiele więcej niż “+1” – oprócz prostego udostępniania stron pozwala na dzielenie się praktycznie większością elementów na stronach, czyli zdjęciami czy materiałami wideo w HTML5. Wszystko dostępne z menu dostępnego po prawym kliknięciu. Jeśli mówiliśmy, że “Like” ma ogromną moc, to patrząc na możliwości tego rozszerzenia trzeba zweryfikować poprzednie słowa – dzięki niemu możliwości “Like’a” stają się praktycznie nieograniczone.

Aż dziw bierze, że Facebook nie promuje oficjalnie tego powstałego na boku rozszerzenia, tym bardziej, że i tak podpisuje się jako autor. Rozszeszenie, podobnie jak to od Google’a, pokazuje ilość “Like’ów” danej strony i nawet to, kto ze znajomych ją polubił. A porównując jeszcze bardziej, to rozszerzenie Google’a wypada bardzo, bardzo blado i ograniczenie.

A to przecież rozszerzenie Google’a ma prawie 15 tysięcy użytkowników, podczas gdy Facebooka jedynie 555. Szkoda potencjału, bo może gdyby Facebook dopracował projekt swojego inżyniera to Google wzięłoby się szybciej za “plusjedynkę”.

Oba rozszerzenia mają za to wiele wspólnego – zasady prywatności. Instalując je zgadzamy się praktycznie na wszystko. Google uzyskuje dostęp do praktycznie wszystkich odwiedzanych stron i aktywności na nich, Facebook zastrzega sobie prawo do sprawdzania daty i godziny odwiedzin danej strony wraz z informacją o IP. Czyli wszystko o wszystkim, oczywiście z zastrzeżeniem, iż są to anomimowe dane.

W przypadku rozszerzenia od Google’a podniosła się wrzawa, że to przekroczenie granic prywatności i z tym koncern będzie musiał poradzić sobie przed oczywistym przyszłym dołączeniem przycisku domyślnie do przeglądarki.

Wystarczy wyobrazić sobie możliwości rozszerzenia “Like” w rozszerzeniu “+1” i zaimplementowaniu go w Chrome by uzyskać obraz wszechobecnego Google+. Możliwości nie do pobicia, przy których chowa się przycisk Facebooka. Przecież to Google ma więcej do wygrania – “+1” służy przecież również klasyfikacji treści i ulepszania algorytmu wyszukiwarki.

Przyciski od portali społecznościowych urosły na znaczeniu i stają się niezależne. Nieważne, czy twórca życzy sobie możliwości dzielenia w ten sposób – niedługo nie będzie miał nic do powiedzenia.

A cicha wojna, jaka toczy się między dwoma coraz równiejszymi graczami jest coraz ciekawsza. Google nie daje za wygraną.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement