Nie żyjemy w erze post-PC – żyjemy w erze synchronizacji

27.09.2011
Nie żyjemy w erze post-PC – żyjemy w erze synchronizacji

Nie żyjemy w erze post-PC – żyjemy w erze synchronizacji

„Era post-PC” jest hasłem praktycznie doskonałym. Jest dumne i wzniosłe, krótkie i łatwe do zapamiętania oraz powtarzania. Jest także zapowiedzią nadejścia nowego – zawsze lepszego oraz (co logiczne) idącej wraz z nim ogromnej zmiany. Ciężko jednak zgodzić się całkowicie z jej niejasnymi założeniami, a nawet jeśli już przyjmiemy, że komputery osobiste w formie, w jakiej rozpatrywaliśmy je do tej pory faktycznie odchodzą do lamusa, to będzie to proces na tyle długi, że znajdujemy się zaledwie na jego początku. A jest nim era synchronizacji.

Tak, nie da się zaprzeczyć – urządzenia mobilne przejmują część obowiązków spoczywających do tej pory na klasycznych komputerach – z Windowsem, OSX, Linuxem czy innym „standardowym” systemem operacyjnym. Nie jesteśmy jednak i jeszcze długo nie będziemy w stanie całkowicie pozbawić się możliwości obcowania ze starym, niemodnym urządzeniem wielkości małej szafki lub małej teczki, sterowanym za pomocą myszki i klawiatury – po prostu przewyższają one mocą praktycznie każdy „post-PC’towski” twór. W takiej sytuacji pojawiła się jednak nowa konieczność – synchronizacji. I to nie za pomocą kabla – synchronizacji całkowicie bezprzewodowej, zdalnej synchronizacji z poczciwym blaszakiem z każdego miejsca na świecie.

Cel producentów jest oczywiście prosty – stworzenie jednolitego środowiska dla wszystkich dostarczanych przez niego urządzeń. Zapewnienie nam komfortu możliwości napisania tekstu w najwygodniejszy sposób – na komputerze, wygodnej dodatkowej edycji na tablecie i szybkiego przeglądnięcia na smartfonie. Wykonania zdjęcia za pomocą telefonu, a następnie błyskawicznej możliwości edycji na większym ekranie PC. Synchronizacji zakładek, plików, filmów czy nawet konkretnych systemowych ustawień. Tak, aby w ostatecznym rozrachunku (choć prawdopodobnie dopiero za kilka lat), natychmiast po odłożeniu smartfona czy tabletu i uruchomieniu komputera mieć dokładnie „to samo”.

Każdy z dostawców sprzętu zabiera się do tego w inny sposób, a w związku z tym, że potrzeba masowa jest jeszcze dość świeża – żadne z rozwiązań nie jest jeszcze kompletne. Oczywiście najprostszym rozwiązaniem jest zastosowanie znanych już od dłuższego czasu dysków wirtualnych, takich jak DropBox czy SugarSync. Zdecydowanie to nie one będą jednak stanowić o przyszłości tego typu synchronizacji. Z prostego powodu – wymagają zbyt dużej ingerencji użytkownika i synchronizują praktycznie wyłącznie pliki. A chcemy synchronizować wszystko i to na dodatek bez konieczności pamiętania o tym.

Co jest najlepszym dowodem na potwierdzenie tej teorii? Oczywiście dwa obecnie wiodące na rynku mobilne systemy operacyjne – Android i iOS. Synchronizacja z kontem Google, skupiającym w sobie nie tylko kontakty i kalendarz, ale również m.in. dokumenty i pozostałe popularne serwisy należące do tego samego dostawcy, od dawna uznawana była za jedną z największych zalet i powodów sukcesu. Całości mógłby dopełnić system Chrome, gdyby nie jedno – jego popularność jest w obecnej chwili śladowa. Może i na to przyjdzie jednak w końcu czas.

Apple, będąc w zdecydowanie najlepszym położeniu (producent komputerów, tabletów, smartfonów i oprogramowania), zaprezentował teoretycznie rozwiązanie najbardziej rozbudowane – iCloud, ale w dalszym ciągu czeka ono na prawdziwy życiowy test – test użytkowników, korzystających z niego każdego dnia.

Bardzo blisko dogonienia, a być może nawet prześcignięcia konkurencji w niektórych kategoriach był HP, planujący wprowadzenie rozwijanego (do niedawna…) przez siebie WebOS na urządzenia z praktycznie każdej kategorii – od smartfonów, przez tablety, aż po netbooki. Co byłoby w takim rozwiązaniu naprawdę wyjątkowe? Oczywiście sam system – włączamy tablet – WebOS, włączamy smartfona – to samo, włączamy laptopa – to samo i przede wszystkim – dokładnie takie samo. Do tego dochodził cały zbiór pomysłowych zastosowań najnowszych technologii, w tym m.in. NFC. Jeśli zawartość strony, którą aktualnie przeglądamy na telefonie jest zbyt duża, aby wygodnie przeczytać ją na małym ekranie, wystarczy dotknąć nim tabletu. Proste, intuicyjne, niemal idealne – bez wysyłania linków, zaśmiecania zakładek dla jednego artykułu czy korzystania z dodatkowych serwisów. Klik i jest.

Kto będzie zwycięzcą „ery synchronizacji”? Oczywiście ten, kto pierwszy wprowadzi rozwiązanie najbardziej uniwersalne i intuicyjne oraz będzie w stanie zaopatrzyć w nie jak największą ilość urządzeń. Dlatego właśnie nie powinno się jeszcze mówić definitywnie o końcu ery „Wintel” – te urządzenia w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy mają szansę powrócić w nowym blasku, zwłaszcza że w dalszym ciagu przyzwyczajeni jesteśmy do „posiadania Windowsa”. A skoro będzie na komputerze, to czemu nie sięgnąć po identycznie wyglądający na smartofnie? A wszystko połączone jedną usługą…

Nie, nie jesteśmy w praktycznie w żadnym przypadku gotowi na porzucenie komputerów – chcemy jedynie zapewnić sobie dostęp do ich zasobów zawsze i wszędzie. Jeśli nawet wchodzimy w erę post-PC (czymkolwiek miała by dokładnie być), to raczej nie postawiliśmy w niej nawet pierwszego kroku – ledwo musnęliśmy czubkiem buta jej pierwszą granicę.

Oczywiście, przyjdzie taki moment, kiedy smartfon czy tablet będzie w stanie zrobić wszystko to, co jest w stanie zrobić nasz stary, poczciwy i „umierający” PC-et (jeśli trzymać się jednej z jego definicji), a po np. umieszczeniu w odpowiedniej stacji dokującej „nadrobi” pozostałe braki (większy ekran, etc). Ale czy wtedy będzie to można nazwać erą „post-PC”?

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

*/ ?>
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Advertisement