Młodzież w Internecie jest jak kierdel owiec… na pewno?

07.09.2011
Młodzież w Internecie jest jak kierdel owiec… na pewno?

Młodzież w Internecie jest jak kierdel owiec… na pewno?

Dekonstrukcja. Obecnie modne słowo, głównie dzięki rozczłonkowaniu i sekcji zwłok kultury popularnej, jakie uprawiają np. Lady Gaga i Weird Al Yanković. Bardzo ładnie definiuje obecny stosunek społeczeństwa do ogólnie pojętej tradycji ustanawiania hierarchii, gdzie młodszy słucha starszego, a starszy przewodzi młodszemu jako ten Mojżesz albo Wolność, co wiedzie cały lud na barykady.

Przynajmniej w Internecie. Cóż, prawda jest taka, że niedawno TNS-OBOP przeprowadził na zlecenie Gazety Wyborczej sondaż wśród Polaków w wieku 19-26 z pytaniem: “kto jest twoim autorytetem?”. Wyniki – jak zwykle – były interesujące i… dość przewidywalne.

Mama, tata, Jan Paweł II i Jurek Owsiak. Później długo, długo nic. Autorytety znane, sprawdzone i… bądźmy szczerzy, kanoniczne. Trochę mogliby zaskoczyć Dalajlama i Kuba Wojewódzki, ale procent był tak niski, że można to spokojnie pominąć milczeniem. Brak polityków też nie dziwi, bo trudno sprawić, żeby ktoś upadł na głowę i zniósł ten cały chaos, jaki fundują nam wszystkie partie.

Dziwne jest co innego. Gdzie Zuckerberg, gdzie założyciele NK.pl, gdzie Jobs, czy inni celebryci internetowi? Przypominam, że jedyną osobą z sondażu, która pojawia się w miarę często na serwisach plotkarskich, jest Wojewódzki. Co więcej, jedyną osobą z zagranicy jest właśnie Dalajlama, który na dłuższą metę ma z nim tyle wspólnego, co z akcjami “Uwolnić Tybet” przypominającymi się od czasu do czasu w mediach i akcjach na społecznościówkach.

Internet jawi się w tym sondażu (przy interpretacji) jako dziura bez dna, limbo, którego nie da się ogarnąć, a w którym granice między autorytetem i po prostu kimś popularnym się na tyle zacierają, że nie ma o czym mówić*. Bierdajew pisał na początku XX w. o nowym średniowieczu w dziejach ludzkości. Można odnieść wrażenie, że w niecałe sto lat ludzkość zaliczyła przeskok do epoki fin de siecle. Owszem, dla niektórych dekadentyzm był bardziej cechą epoki hipisowskiej, ale nie da się ukryć, że chyba tylko właśnie ta krótka epoka była równie obfita w kontestację, dialog kultury samej ze sobą, rozrost kontrkultury i fermentu, co lata, w których obecnie żyjemy.

Co ciekawsze, ten brak autorytetów nie przekłada się na totalne rozłożenie moralne Internetu. Jest to swego rodzaju kontrargument wobec piewców demonizujących to medium. Ludzie wciąż potrafią się zorganizować w cyberprzestrzeni, tworzyć nowe rzeczy, które definiują otaczającą nas rzeczywistość (jak choćby niekwestionowany sukces demotywatorów) i, co najważniejsze, tworzyć społeczność, w której liczy się nie tyle autorytet, co… wyszukiwarka? No cóż, na pewno ludzie nie są bezmyślnym stadem, które głupieje. Przypominają raczej rój os, w którym królową zastąpiła cienka granica między demokracją a anarchią.

A jeśli w Internecie nie ma autorytetów, a dla młodzieży praktycznie nie ma nikogo z ich grupy wiekowej (lub nieco ponad), kto mógłby nim być, to kto tak naprawdę stanowi oś etyczną działań?

Wiedza i kontestacja. Internet to żywy przykład na to, że liczy się teraz tylko informacja oraz jej weryfikowanie i dialog z nią, a wygrywa ten, kto ma lepsze argumenty. Trudno, żeby ktoś anonimowy mógł faktycznie być jakimś wyznacznikiem i drogowskazem dla innych. Jeśli już, to rolę jednostki przejmują grupy (jak np. Anonymous, czy 4chan). W tym całym pozornym bałaganie, dekonstrukcji, jaka dotyka cyberprzestrzeń, tworzy się nowy ład.

To nie jest tak, że obecnie nie ma autorytetów wśród młodzieży, bądź są tylko takie, które przyświecały jeszcze ich rodzicom. Wyniki badań TNS-OBOP są zaskakujące tylko w sytuacji, gdy nie wiemy, co się dzieje pod kopułą cyberprzestrzeni. Tam po prostu nastąpiła zmiana warunków gry – autorytety nie są już potrzebne. Bohaterowie również.

Jedyne, co jest potrzebne, to obiekt. Choćby administrator, który zbuduje wokół siebie rzeszę zwolenników i tyle samo przeciwników. Ludzkość cofnęła się do średniowiecza, trzymając się jednocześnie kurczowo stylistyki dekadentyzmu. Takiego etapu rozwoju kultury właściwie jeszcze nie mieliśmy – feudalizm internetowy ścierający się z anarchią. I jest to równowaga.

I po to nam jest potrzebna anonimowość oraz wolność słowa. Inaczej będziemy potrzebować autorytetu, w imię którego będziemy o te dwa elementy walczyć. A dekonstrukcja, jak widać, nie prowadzi do burzenia, ale do tworzenia na nowo. I, bądźmy szczerzy, komu z nas nie jest z tym dobrze?

*Aczkolwiek cykliczna obserwacja portali typu Kwejk, na których widać wpisy fanek Biebera, doprowadza mnie do rozpaczy.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement