Czy BlackBerry PlayBook skończy jak TouchPad?

22.09.2011
Czy BlackBerry PlayBook skończy jak TouchPad?

Czy BlackBerry PlayBook skończy jak TouchPad?

Pierwszy tablet BlackBerry rozpoczął swoją przygodę z rynkiem całkiem udanie – w pierwszych dniach sprzedaży do klientów trafiło 50 000 sztuk, natomiast w ciągu trzech miesięcy od debiutu dostarczono do kanałów dystrybucyjny ponad 500 000 egzemplarzy. W momencie, kiedy wydawało się, że może być już tylko lepiej, światło dzienne ujrzały kompletne wyniki sprzedażowe za pełny drugi kwartał – w ciągu trzech ostatnich miesięcy do sklepów trafiło zaledwie 200 000 tabletów RIM – wynik gorszy niż ktokolwiek mógł przewidywać.

W ostatnich dniach do internetu dostały się informacje, według których Quanta – tajwański producent PlayBooka, zredukował ilość osób pracujących nad jego wytwarzaniem, głównie ze względu na coraz większe ilości tych urządzeń zalegających w magazynach. Wstępne szacunki każą zakładać, że może być ich nawet 800 000, a należy pamiętać, że bez wyraźnego wzrostu sprzedaży liczba ta może jeszcze wzrosnąć (przewidywano produkcję około 2,5 mln egzemplarzy).

Dodatkowo CEO RIM, podczas konferencji z inwestorami oficjalnie zapowiedział wprowadzenie zniżek, mających zwiększyć popularność urządzenia. Czy jednak podzieli ono los tabletu HP, który został uznany (jak i cały WebOS) za zbędny, przeceniony do 99 dol. a następnie zniknął w ciągu kilkudziesięciu godzin ze sklepowych półek i (ostatecznie) całkowicie zawieszono jego produkcję?

Pomimo pozornych podobieństw – nowego systemu operacyjnego, pierwszego tego typu urządzenia danego producenta i średnich wyników sprzedaży, zdecydowanie więcej dzieli je, niż łączy.

Przede wszystkim, HP ma pole manewru – oprócz biznesu komputerowego doskonale odnajduje się na rynku w innych, o wiele bardziej zyskownych dziedzinach. RIM takiego wyboru już nie ma – PlayBook i działający na nim BlackBerry Tablet OS, będący wielkoekranowym odpowiednikiem tego, czego możemy spodziewać się w nowych smartfonach tego producenta po prostu musi się udać i musi być stale rozwijany. W takim przypadku nie będzie istotne tak naprawdę nad jakim dodatkiem do systemu pracuje RIM – przy niewielkim wysiłku będzie on mógł trafić zarówno na PlayBooka jak i na terminale BlackBerry. Dla HP było to dodatkowe obciążenie, dla RIM – główna i właściwie jedyna droga do ewentualnego sukcesu.

Pierwszym efektem takiej pracy będzie przewidziany na październik BlackBerry Tablet OS 2.0, który w końcu uniezależni zakup PlayBooka od posiadania smartofonu BlackBery, tym samym zwiększając jego atrakcyjność w oczach osób, które poszukują po prostu mobilnego tabletu o przekątnej ekranu 7” (tak, są tacy). Wolność ta – zwłaszcza w obliczu planowanego przed końcem roku debiutu wersji LTE – będzie większa niż w przypadku jakiegokolwiek dotychczasowego produktu RIM. Najprawdopodobniej bowiem nie będzie wymagała od nas posiadania jakiejkolwiek usługi BlackBerry – wystarczy będzie włożyć dowolną kartę SIM, aby cieszyć się z poczty email i pozostałych wbudowanych aplikacji systemowych.

Na dotychczasową słabą sprzedaż PlayBooka bez wątpienia wpłynął również wciąż (nawet w miesiące po premierze) ubogi wybór wartościowych aplikacji. Pomimo udostępnienia od początku aż dwóch środowisk programistycznych – WebWorks (HTML) i Adobe Flash, większość poważnych producentów aplikacji zdecydowała się poczekać do momentu wydania dość wyraźnie już opóźnienionego natywnego SDK. Efekty rozwiązania, które już wkrótce wkroczy w fazę beta, a niedługo później oddane zostanie w ręce wszystkich zainteresowanych, mieliśmy okazję oglądać przy okazji pojedynczych tytułów, dających jednak nadzieję na naprawdę efektowną i złożoną rozrywkę. Need For Speed czy Dead Space są z pewnością tytułami, których nie powstydził by się dowolny tablet z Androidem czy nawet niedościgniony pod tym względem iPad.

Nawet jednak jeśli producenci aplikacji nie zainteresują się tworzeniem dedykowanych tytułów za pomocą NDK, RIM ma w zanadrzu koło ratunkowe w postaci Android AppPlayera. Tym samym użytkownicy PlayBooka otrzymają dostęp do wielu spośród setek tysięcy programów dla systemu Googla, przy czym nawet nie zauważą, że nie są one pisane od początku z myślą o ich systemie – pobiorą lub kupią je za pośrednictwem BlackBerry AppWorld, a z menu uruchomią jak każdą inną aplikację. TouchPad tego nie miał i jego sklep z aplikacjami jak świecił, tak będzie dalej świecił pustkami.

W przypadku zapowiedzianych przecen, możemy mówić, że w rzeczywistości zostaly ogłoszone już po ich faktycznym wprowadzeniu. Zaczęło się od promocji sieci sklepów BestBuy (do 150$ w przypadku najdroższej wersji) i samego RIM – do każdego zakupionego na terenie USA tabletu dodawano kartę MasterCard ze 100$. Największej przeceny doczekali się pracownicy sieci Rogers, którzy mogli stać się posiadaczami PlayBooka za jedyne 249$. Nic nie wskazuje jednak na to, że równie pokażna promocja będzie dostępna również i dla zwykłych klientów.

BlackBerry PlayBook nie sprzedaje się dobrze, bo i sprzedawać się dobrze w chwili obecnej po prostu nie może. Ogromna konkurencja na szybko rozwijającym się rynku wymusiła na Research In Motion wprowadzenie urządzenia o sporym potencjale, ale ograniczonego zarówno pod względem ilości aplikacji, jak i funkcji dostępnych dla osób pozbawionych telefonu BlackBerry. Nic jednak nie wskazuje na to, że RIM planuje uśmiercenie swojego półrocznego dziecka, zwłaszcza że od momentu udostępnienia BlackBerry Tablet OS 2.0, będzie można bez większych obaw nazwać go BlackBerry PlayBookiem 2.0 i prawdopodobnie nawet te 800 000 sztuk w końcu znajdzie swoich właścicieli. Niekoniecznie za 99$.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement