Czas odczarować Google Plus

09.09.2011
Czas odczarować Google Plus

Czas odczarować Google Plus

Czas odczarować trochę Google Plus. Serwis, mimo że w fazie beta, zebrał 26 milionów aktywnych użytkowników i znane w branży osobistości. Jednak mimo przejrzystego wyglądu i prostych ustawień prywatności Google Plus zwalnia i po dwóch miesiącach istnienia już tak nie zachwyca. Te słynne dyskusje i odzew też już przygasają. I wbrew temu, co twierdzi znudzony Przemek Pająk – że Google Plus wyprze w dużym stopniu Twittera – Plus nie jest konkurencją dla Twittera. Przynajmniej nie w obecnej postaci i nie w najbliższym czasie.

Śledzenie “sław” w Google Plus ostatnio sprowadza się do śledzenia linków do wpisów na ich serwisach. I polskie i zagraniczne mocne nazwiska branży technologicznej korzystają z Plusa jako kolejnej metody promocji swoich treści. Wszystko w imię zasady “nie ma jeszcze stron firmowych więc znajdziemy sposób na obejście tej niedogodności”. A to podobno Twitter stał się wielkim dystrybutorem treści i niczym więcej.

Przemek wspomniał, że odzew i dyskusje na Plusie są świetne. To prawda, ale dotyczy to wpisów osób “popularnych”, które zostały dodane przez naprawdę dużą liczbę osób. Z racji dodawania prawie wszystkich, którzy dodadzą mnie mam bardzo ciekawą perspektywę – widzę posty ponad 1100 osób. Posty ilu z nich docierają do mnie? Niecałej połowy. Obserwując ogólny stream ze wszystkich kręgów nie mogę nie zauważyć, że zdecydowana większość (około 7-8 na 10 wpisów) pozostaje bez żadnego komentarza i żadnej reakcji. Duży odzew na wpisy ma Przemek, którego dodało ponad 2000 osób, mają go też “plusowi celebryci”, ale nie gros użytkowników.

Kolejną kwestią są słynne i jakże wygodne ustawienia prywatności i decydowanie do czyich kręgów ma dotrzeć post. Jest to naprawdę świetne narzędzie, z którego korzystam na co dzień, jednak zawiera ono pułapkę. Nie chcę puszczać wszystkich wpisów publicznie, bo jest to bezsensowne. Osoby, które mnie dodały mają różne zainteresowania; nawet więcej – są wielojęzyczne. Naturalną koleją rzeczy jest więc stworzenie kręgów i publikowanie według określonych zasad. Tyle że wtedy pojawia się dysonans – potencjalny odbiorca sprawdzając kim jestem widzi tylko kawałek tego, co widzą osoby, które już mnie dodały.

No właśnie, kolejna sprawa – wykorzystanie kręgów. Większość osób, z którymi mam okazję kontaktować się na Plusie mówi, że większość (jeśli nie wszystkie) postów puszcza jako publiczne, czyli widoczne dla wszystkich. Tak jest od samego początku – Ben Parr z Mashable zauważył to już po w pierwszym miesiącu funkcjonowania Plusa. Przeciętni użytkownicy na razie nie wykorzystują możliwości kręgów. Prawdopodobnie wynika to z przyzwyczajeń z innych serwisów społecznościowych, które nie oferują (Twitter) lub nie oferowały (Facebook) prostych ustawień publikowania. Z pewnością jest to też związane z małą ilością realnych znajomości przeniesionych na pole Plusa, które mogłyby skłonić do korzystania z kręgów. Obserwując strumień też to widzę – zazwyczaj na 100 postów osób w moich kręgach około 85 jest publicznych. Google Plus i jego superwypasione opcje na razie się nie sprawdzają.

A tak bardziej prywatnie, to nieograniczone długości wpisów na Plusie są zarówno zaletą, jak i wadą. Przez pierwszy miesiąc korzystania uznawałam to za ogromną zaletę – w końcu, po twitterowym główkowaniu jak zmieścić wszystko w 140 znakach otrzymaliśmy możliwość napisania wszystkiego bez ograniczeń. Jednak po kolejnym wpisie, który zapowiada się ciekawie, ale który trzeba rozwinąć i przeczytać cały już wcale nie jest tak różowo. Użytkownicy często zaczynają po prostu lać wodę i nic z tego nie wynika. Z drugiej strony duża część z nich ogranicza się do wrzucenia linka z opcjonalnie kilkoma słowami komentarza.

Google Plus do Twittera ma się jak Volksvagen Passat do Nissana 350z. Niby oboma da się dojechać, ale różnica jest jednak widoczna na pierwszy rzut oka. Twitter przez swoją przejrzystość i minimalizm jest lepszym sposobem na szybką reakcję (nie bez powodu w sytuacjach kryzysowych to właśnie Twitter a nie Facebook czy Google Plus jest w centrum uwagi). Jest też niezastąpiony w gorszych warunkach, gdy ma się na przykład słaby zasięg na smartfonie – Plus w takich sytuacjach nie wyrabia.

Google Plus ma wciąż ogromny potencjał i z łatwością zastąpił mi Facebooka, ale atrakcyjność tej społecznościówki dla masowych odbiorców jest wciąż przyszłością. Google musi mocno eksponować różnice między Facebookiem a Plusem, bo inaczej nie przyciągnie do siebie przeciętnego Kowalskiego czy Smitha.

Na razie Plus to taki Facebook na sterydach dla osób zorientowanych w branży.

Jeśli ktoś jeszcze nie ma konta na Plusie a chciałby wypróbować jego możliwości – tutaj link z zaproszeniem.

Dołącz do dyskusji

Advertisement