Puścić wszystko w diabły – Post-PC, Post-Apple, Post-…?

22.08.2011
Puścić wszystko w diabły – Post-PC, Post-Apple, Post-…?

Puścić wszystko w diabły – Post-PC, Post-Apple, Post-…?

Dwa tygodnie nieobecności w cyberprzestrzeni. Akurat tak mi wypadło, że tygodniowy urlop w miejscu, gdzie Edge chodził jak chciał, a o 3G można było w ogóle zapomnieć, wymusił brak łączności z Internetem. Potem doszło do kolejnego przedłużenia, kiedy okazało się, że mobilny padł, a router dostał zawału. Efekt? Skrajnie do przewidzenia – skrzynka zapchana wiadomościami, twitter się ugina od hashy sparowanych z @ i DM, a facebook… cóż, pominiemy to milczeniem. Google + nie liczę, bo obecnie jednak przypomina on bardziej pustynię, na której ruch wymuszają użytkownicy-beduini, niż oazę spokoju od karykatury Web 2.0, do której urosły inne społecznościówki. Co jednak zdecydowanie bardziej istotne – niby wakacje i sezon ogórkowy, a tu nagle gruchnęły dwie informacje: HP odcina się od PC, a Google wykupuje Motorolę, tym samym dając dowód, że samodzielne wprowadzanie Nexusów wcale nie było takim strzałem w przysłowiową dziesiątkę.

Cały świat oszalał. No, prawie cały – są ludzie, którzy podchodzą z rezerwą do tego, co się dzieje i zastanawiają się, jakie będą kolejne momenty rozwoju tej całej ery post-PC. Przede wszystkim, co zastanawia, to środowisko, które ulega tak szybkim przemianom, że dochodzimy do momentu, kiedy one będą prawie natychmiastowe. Fantaści, futurolodzy i zwolennicy teorii spiskowych związanych z obcymi mogliby stwierdzić w tym momencie, że powoli zbliżamy się do urzeczywistnienia wizji technologicznej osobliwości – punktu, w którym rozwój techniki dojdzie do takiego stanu, że wszelkie przewidywania będzie można rzucić na śmietnik. Na razie jednak mamy ten komfort, że osobliwość jest faktycznie tylko osobliwością majaczącą gdzieś na horyzoncie (optymiści pokroju Raya Kurzweila dają nam jeszcze 30 lat, zanim ona nastanie), natomiast bałagan, jaki potrafi się wytworzyć na rynku w czasie dwóch tygodni towarzyszy nam, jak widać, nawet na wakacjach.

Co jednak, tak naprawdę, znaczy to nieszczęsne i lansowane post-PC? Dobrą odpowiedź dał Przemek Pająk w swoim artykule dotyczącym odejścia HP od linii komputerów – to nie jest totalne puszczenie, jak zapowiada tytuł, wszystkiego w diabły, tylko powolne odstępowanie i marginalizowanie całości. To dowód na to, że PC jest – staje się urządzeniem raptem komplementarnym, a nie podstawowym. Bo w erze post-PC urządzeniem podstawowym może być co najwyżej smartfon, jeśli w ogóle można mówić o czymś takim jak podstawa. Tutaj raczej wszystko ma się uzupełniać i koniec, kropka. Stąd też następuje niekiedy sztuczne rozdymanie rynku (bądźmy szczerzy, tablety wciąż raczej postrzegane są jako gadżety, a nie jako narzędzie codziennej pracy), a giganci nie bardzo wiedzą, co z tym dalej zrobić.

Bo, tak naprawdę, to, co zrobił HP, to nie jest jakaś tragedia dla rynku – po prostu następuje większe przetasowanie, a do największych sprzedawców PC zaliczać się w Ameryce od tej pory będą tylko Dell i Apple (przynajmniej tak twierdzą analitycy z Guardiana). Problem zaczyna się dopiero w momencie, kiedy uświadomimy sobie, że rynek osiągnął tymczasową stagnację. Apple się wysforował na przód i urządza tylko formalną przepychankę z Exxonem, a Google kupując Motorolę po prostu raz jeszcze usiłuje się wcisnąć na rynek smartfonów inaczej niż w roli dostawcy oprogramowania. Jakby rosnąca popularność Androida mu nie wystarczyła.

Co jednak można jeszcze zrobić w tej materii? Urządzenia stworzyły swoisty łańcuch – smartfon-tablet-netbook-notebook-PC. Rzecz w tym, że na razie mamy do czynienia nie tyle z erą post-PC, co z erą Apple’a, który dyktuje trendy. Depczą mu po piętach Google ze swoim ostatnim przejęciem oraz Samsung. Nokia, gdzieś w odwodzie, próbuje do spółki z Microsoftem ratować honor, bo udziałów na rynku raczej nie odratuje. Chyba, że będziemy świadkami jakiegoś cudu.

Google jednak nie wydaje się brać nauczek z porażki Nexusa i nie patrzy chyba dalej niż to konieczne. Trzeba zauważyć, że duża część jego ostatnich działań to odpowiedzi – choćby wspomniany Google+. Moim zdaniem czas najwyższy, żeby ktoś – a najlepiej Google jako firma, która właśnie ma pod kontrolą tak segment software, jak i hardware, spróbowało raz samemu podyktować warunki i spróbować zapoczątkować erę post-Apple. Pytanie tylko, czy to będzie możliwe. I jak miałaby ta era wyglądać bez kolejnych osiągnięć technologicznych, których – wygląda na to – potrzeba, by kostniejący już rynek technologii się zmienił. Na razie bowiem mamy po rewolucji tabletowej wojnę pozycyjną. Ciekawe tylko, czy z tej wojny pozycyjnej wyjdzie coś sensownego, czy też człowiek już na tyle zobojętniał, że potrzebuje po prostu kolejnych generacji iPhone’ów, iPadów, Wave’ów i im podobnych.

Gorzej, że w obecnej sytuacji rynkowej każdy błąd wydaje się być takim, który pogrąży daną spółkę. A z ich popełniania, jak na razie, jest w stanie wybronić się tylko Jobs. Choćby dlatego, że zbyt wiele ich nie popełnił, a sytuacja została tak ukształtowana, że ciężko sobie wyobrazić rynek bez Apple’a na jego czele. Choć, jeśli Google chce wreszcie wygrać, jego dyrektorzy będą musieli wyobrazić sobie taką możliwość i zacząć zaprowadzać erę post-Apple. Co może okazać się o wiele trudniejsze niż pożegnanie ery PC.

Dołącz do dyskusji

Advertisement