Druga gwiazda na prawo… – o przenoszeniu się w chmurę

21.07.2011
Druga gwiazda na prawo… – o przenoszeniu się w chmurę

Druga gwiazda na prawo… – o przenoszeniu się w chmurę

Chmura to leitmotif ostatnich etapów rozwoju Internetu i Web 2.0. Tak naprawdę przeniesienie w nią wszystkiego, wraz z upowszechnieniem tzw. wyszukiwarek semantycznych etc. pozwoli zacząć mówić o zrodzeniu się ery Web 3.0 (do której to pomostem będzie wałkowany na prawo i lewo termin ery post-PC). Na razie jednak ostatnie przejęcie Apple’a pokazuje, że rozwiązania w chmurach mogą być odważniejsze, niż dotychczasowe przechowywanie danych na zewnętrznych serwerach (vide Dropbox) oraz synchronizacja kont (jak choćby w Chrome). Oprócz powyższych bowiem można również przeprowadzać działania biznesowe – takie jak przejęcie. No właśnie: Adobe wykupił firmę EchoSign poprzez podpisanie dokumentów w chmurze.

Czym się de facto różni podpis cyfrowy od podpisania w chmurze i co ma do tego Adobe? Ano – wiele. Przede wszystkim tym, że jest szybszy i nie wymaga kilkunastu sprawdzeń i autoryzacji. Wszystko jest robione przez mechanizmy. Otóż coraz więcej kontraktów w chmurze jest tworzonych jako pliki PDF. Logiczne zatem, że jest to segment, którym twórcy Acrobat Readera musieli się zainteresować. Cały klucz do sukcesu ze strony EchoSign i innych, podobnych jej, firm, polega na tym, że to, co było naprawdę uciążliwą papierkową robotą, można dzięki ich rozwiązaniom załatwić w kilka chwil, a dzięki weryfikacji każdej wiadomości i filtrowaniu nieprzewidzianych maili gwarantowane jest właściwie stuprocentowe bezpieczeństwo. Prawda jest też taka, że Adobe jeszcze nie siedzi tak mocno w segmencie rozwiązań biznesowych w chmurze, jak Google i Microsoft. Ponieważ jednak został on zdominowany przez te dwie firmy (z naciskiem na Google), Adobe musi pójść inną drogą. Na przykład poprzez przejęcie firmy odpowiedzialnej za swego rodzaju novum technologiczne.

Najciekawszym elementem w tym wszystkim jest fakt, iż samo przejęcie EchoSign zostało skomentowane przez Toma Gonsera, założyciela konkurencji – DocuSign, której to przypisywane jest autorstwo większości rozwiązań dotyczących weryfikacji otrzymania e-maili oraz filtrowania niekontrolowanych wiadomości. Patrzy on na cały fakt bardzo optymistycznie – jest to dla niego potencjalna reklama rozwiązań oferowanych przez jego firmę. Tak DocuSign, jak i EchoSign (a co za tym idzie – Adobe) zostały niedawno pozwane przez kolejną firmę – RPost – o naruszenie patentów zastosowanych w tych rozwiązaniach. Doskonale to pokazuje, jak cenny może być rynek usług w chmurze, zwłaszcza, jeśli do tego dodamy rozwiązania typu ogólna kontrola wiadomości elektronicznych, jakie codziennie przepływają przez sieć.

Istotny jest również fakt zmian, jakie zachodzą w świadomości ludzkiej wraz z rozwojem sieci – niegdyś nie do pomyślenia byłoby implementowanie takich rozwiązań przy tak ważnych działaniach. Na początku wszystko rozwiązywano metodą papierkową, potem wprowadzono cyfrowe podpisy. Obecnie wygląda na to, że docelowo do zawarcia transakcji potencjalnie wystarczyć będzie rzucenie dokumentów na chmurę, poinformowanie o decyzji mailem, który następnie zweryfikuje oprogramowanie. Najlepiej firmy własnej (vide Adobe) albo firm trzecich. W perspektywie doczekamy się jednak masy generycznych rozwiązań, które – choć uproszczone – wciąż będą w jakiś sposób pełnić swoje funkcje. Problem w tym, że bezpieczeństwo takiego prowadzenia dokumentacji wciąż jawi się bardziej jako działanie wysokiego ryzyka. Nie da się jednak ukryć, że Adobe dysponuje na tyle silnym zapleczem jako marka (pomijam tutaj ewidentne problemy wykupionej onegdaj technologii flash, która doczekała się własnej przegródki w sandboxowaniu przeglądarek), że raczej nie powinno nastręczyć im wiele problemu, gdy okaże się, że coś poszło nie tak.

A nie wygląda na to, żeby musiały pojawić się problemy – konkurencja, DocuSign, działa od 2003 r. i, jak mówi Gonser, od tego czasu promuje rozwiązania do działań w chmurze. Wraz z rozpowszechnianiem się webinary oraz nieustannie rosnącą popularnością pracy zdalnej wygląda na to, że całość biznesu prędzej czy później przeniesie się w wirtualną chmurę.

Wtedy pozostanie nam już tylko krok ku wyobrażeniu sobie sytuacji opisanej w jednym z opowiadań s-f: w międzyczasie, w barze, który nie istnieje, dwóch mężczyzn i kot dają sobie w palnik za pomocą butelki Kleina.

Uwaga: niniejszy akapit jest tylko fantazjowaniem autora, trochę podbudowanym doświadczeniem i obserwacją, niemniej jednak nie jest to jakaś opiniotwórcza futurologia

Następnie pozostanie tylko jeszcze likwidacja pieniądza, którego rolę przejmie przepływ informacji – im cenniejsza informacja, tym więcej podmiot ją posiadający będzie wart. Web 4.0? Cóż, być może tak to będzie wyglądać. Na razie Web 2.0 sprawia wrażenie już trochę zbyt ciasnego i zużytego.

Tagi: , ,

Dołącz do dyskusji

Advertisement