Aparat dla Indiana Jonesa – czyli test wakacyjnej małpki Panasonica

25.07.2011
Aparat dla Indiana Jonesa – czyli test wakacyjnej małpki Panasonica

Aparat dla Indiana Jonesa – czyli test wakacyjnej małpki Panasonica

Przez dwa tygodnie miałem możliwość testowania kompaktowego aparatu fotograficznego  Panasonic DMC FT-3. Oglądając go dwa miesiące temu podczas konferencji prasowej poświęconej tegorocznej linii aparatów japońskiego koncernu, postawiłem temu aparatowi diagnozę: idealna “małpka” na wakacje. Teraz to sprawdziłem na własnej skórze.  Co z tego wynikło ?

Aparat został wyposażony w procesor obrazu Venus Engine FHD, który pozwala na wykonywanie zdjęć seryjnych z prędkością 3,7 kl/s czy nagrywanie filmów w rozdzielczości Full HD. Matryca Lumixa DMC-FT3 posiada rozdzielczość 12.1 Mpix.

Wygląd aparatu już jest klasyczny dla wszystkich kompaktów. FT-3 wygląda bardzo podobnie jak reszta jego rodziny – charakteryzuje go niewielki obiektyw w prawym górnym rogu (patrząc od frontu) oraz solidne wykonanie świadczące o odporności na trudne warunki w jakich przychodzi mu pracować.

To właśnie umieszczenie obiektywu jest jego największą wadą tego aparatu. Na co dzień korzystam z lustrzanki, więc jestem przyzwyczajony do pewnego chwytu i nawet wykonanie nim 300 zdjęć nie zmieniło moich przyzwyczajeń. Dlatego też bardzo często palec lądował mi… w obiektywie. Umiejscowienie go pośrodku byłoby znacznie wygodniejsze.

Testowany aparat musiał zejść ze mną pod wodę na głębokość 11,3 metrów, gdzie mimo słonecznych dni panowała temperatura 7 stopni Celsjusza. Aparat spisał się bezproblemowo jeśli chodzi o wytrzymałość, zgodnie z zapowiedziami producenta. A zdjęcia jakie można wykonać w polskich wodach to już inna sprawa.  W naszych rodzimych jeziorach niestety trzeba być ubranym w grube rękawice co znacznie utrudnia kontrolowanie aparatu; obudowy podwodne są do tego znacznie lepiej przystosowane. Jednak zdaję sobie sprawę do jakich celów został on stworzony. Dlatego w ciepłych wodach Morza Czerwonego czy Śródziemnego będzie sprawował się świetnie. Zwłaszcza gdy zdjęcia będziemy robić podczas snorkowania (nurkowanie tylko z maską, rurką i płetwami po powierzchni lub niewielkiej głębokości).

Na płytkich wodach Panasonic ma już kilku konkurentów, natomiast żaden inny aparat fotograficzny dostępny aktualnie na rynku nie potrafi robić zdjęć na głębokości 12 metrów bez specjalnej obudowy. Niestety z brakiem obudowy wiąże się dodatkowa wada – aparat posiada ‘ujemną pływalność’ (większość obudów sprawia, że aparaty nie toną). Natomiast sama świadomość, że aparat jest wodoszczelny sprawia, że można pokusić się o swobodne zabranie go chociażby na kajakowe wycieczki. Wodoszczelny pokrowiec na lustrzankę w postaci specjalnej torby to wydatek ponad 200zł.


Jedną z najbardziej charakterystycznych cech testowanego apartatu jest wbudowany moduł GPS. Dzięki niemu nie tracimy czasu na ręczne geotagowanie zdjęć. Dodając zdjęcia do iPhoto od razu mamy dostęp do dość dokładnego miejsca. Co prawda złapanie sygnału trochę trwa, ale później wszystko jest jak najbardziej w porządku. Na ekranie aparatu dostaniemy nie tylko suche dane geograficzne ale także miasto lub miejsce, w którym się znajdujemy, gdyż aparat posiada wbudowaną listę kilku tysięcy punktów POI znanych z nawigacji satelitarnych.  Dodatkowo na ekranie mamy również barometr i kompas. Wszystko w sam raz na małe i duże wojaże.

Przynajmniej na razie, robienie zdjęć w 3D wydaje się dla mnie pieśnią przyszłości. Dziś to tylko gadżet, ale pewnie gdybym miał dostęp na stałe do telewizora 3D zrobiłbym takich zdjęć więcej. Niestety na razie nie mam możliwości sprawdzenia jak prezentują się trójwymiarowe zdjęcia wykonane testowanym aparatem.

Panasonic DMC-FT3 jest przeznaczony przede wszystkim dla amatorów szybkich zdjęć w ekstremalnych warunkach, dlatego nie znajdziemy w nim skomplikowanych ustawień manualnych. Mamy tryb Inteligenty Auto, który rozpoznaje jakiego typu zdjęcie chcemy zrobić. Bez większych problemów dostosowuje parametry do tego co chcemy uzyskać. Jeśli zamierzamy zrobić zdjęcie makro, uzyskujemy makro; jeśli robimy zdjęcie portretowe, to właśnie takie zostanie wychwycone. Inteligenty jest również zoom. DMC-FT3 dysponuje 4,6 krotnym zoomem optycznym oraz 4x cyfrowym. Efekty tych zbliżeń oczywiście nie mogą być porównywane do tych, które otrzymujemy dużym obiektywem, ale tak jak zapewniał producent, nawet cyfrowy zoom nie powoduje zbyt dużych strat na jakości.

Do wyboru mamy również tryb sportowy, zimowy (śnieg), zdjęcia podwodne, zdjęcia nad wodą (plaża i snorkeling) oraz prawdziwe bogactwo opcji w trybie sceny – są krajobrazy, portrety, panorama ale i zdjęcia nocne z ręki, krajobrazy nocne, zachody słońca, zdjęcia lotnicze, efekt fotografii otworkowej, różne ramki, zdjęcia wraz z wiekiem i imieniem dziecka czy zwierzaka, portrety z gładką skórą i kilka jeszcze innych w sam raz do zabawy w fotografię.


Bardzo podobała mi się możliwość wybrania obiektu który ma być ostry. Natomiast słabą stroną jest bateria, która wytrzymuje jedynie ok. 100 zdjęć. To zapewne ‘wina’ GPS. Przy wakacyjnym aparacie mogłoby być zdecydowanie lepiej.

Panasonic Lumix DMC-FT3 rzeczywiście okazał się bardzo dobrym kompanem podczas aktywnego wypoczynku. Nie martwiłem się o zalanie czy uszkodzenie. Zdjęcia, które dzięki niemu otrzymałem są zadowalające. Trzeba jednak pamiętać, że to tylko kompakt.

Aparat można kupić za ok. 1300 złotych. To nie jest mało. Jeśli nie robimy zdjęć w ekstremalnych warunkach, to nawet w ofercie Panasonica znajdziemy flagowy model TZ20 w niższej cenie. Natomiast jeśli posiadamy małe dzieci marzące o fotografii, lubimy aktywnie spędzać czas, to ten aparat jest bardzo dobrym wyborem. Dla mnie 12 metrów zejścia pod wodę to niestety trochę za płytko, ale mam nadzieję, że jego następca jeszcze wyśrubuje ten wynik. Jeśli tylko snorkujecie, to mogę Lumixa FT-3 śmiało polecić.


Dołącz do dyskusji

Advertisement