Apple wtórne do potęgi, nawet iCloud to rozpaczliwa próba gonienia konkurentów

07.06.2011
Apple wtórne do potęgi, nawet iCloud to rozpaczliwa próba gonienia konkurentów

Apple wtórne do potęgi, nawet iCloud to rozpaczliwa próba gonienia konkurentów

Po wczorajszej konferencji Apple odbiór jest co najmniej mieszany. Apple udowodnił, że wszystkie, nie tak dawne jeszcze “amazingi” znaczą bardzo mało, a sama firma coraz bardziej desperacko próbuje dorównać do konkurentów. Nie ma huku i nie ma nic nowego. Kompletnie. Bo iCloud to nowość tylko i wyłącznie pod względem centralizacji wszystkiego. Co też może być kłopotliwe.

Generalnie o Lionie nie ma co wspominać – Przemek napisał, co się dało. Za to iOS 5 to dowód, że Apple zaspał. Tak – nie jak to często się mówiło – inni producenci się spóźnili, ale zrobił to Apple. Podstawowe zaprezentowane nowości w iOS 5 to doskonale znane i chwalone rozwiązania innych producentów. Powiadomienia, czy sposób dzielenia się multimediami na Twitterze to przecież Android, iMessages to BlackBerry Messenger, aktualizacja na bieżąco subskrybcji prasy znana z niektórych trzecich aplikacji, “odcięcie” od kabla w celu choćby pierwszego uruchomienia to… no to akurat mają już wszyscy.

Nagle okazało się, że rewolucja mobilna którą wywołał pierwszy iPhone posunęła się o wiele szybciej i przyniosła wiele udogodnień, których Apple nie posiadał i do jesieni posiadać nie będzie. I okazało się też, że najwięcej inspiracji przy tworzeniu iOS 5 czerpano z Androida.

iCloud to też wszystko, co już znane, tyle że w nowej formie – synchronizacja wszystkiego w ten czy inny sposób istnieje od dawna, jednak Apple postanowił skupić całą aktywność użytkowników na własnych serwerach i wyciąć słowo “synchronizacja”. To podejście całkowicie różne od tego google’owego. Apple stawia na teraźniejszość, Google działa z mocniejszym podejściem przyszłościowym. Apple stawia na aplikacje, Google na przeglądarkę… To podstawowa różnica. Choćby synchronizacja dokumentów między urządzeniami. Apple postanowił rozwiązać problem za pomocą realnej obecności plików na każdym posiadanym urządzeniu, jak działają Google Docs nie trzeba tłumaczyć. Ot, różnica między chmurami obu gigantów, ale do działania chmury Google’a nie potrzeba żadnej aplikacji plus wszechobecnej przeglądarki. Apple stawia na aplikacje czy programy w przypadku urządzeń mobilnych jak i komputerów.

Muszę przytoczyć wczorajsze słowa Przemka: “Nawet pionier w chmurze konsumenckiej – Google – dziś, po zaprezentowaniu iCloud, wydaje się dziś mieć usługę mało atrakcyjną, trudną do zrozumienia przez przeciętnego konsumenta i ‘rozlazłą’ we wszystkich zakamarkach dostępnych usług Google’a, a nie scentralizowaną jak u Apple’a”.

Chmura Apple’a opiera się tylko na Apple’u, mimo jakiejś tam współpracy z komputerami. Opiera się także na wielu natywnych aplikacjach, bez których jej istnienie przestaje mieć sens – użytkownik nie zsynchronizuje prawie nic nie posiadając urządzenia z iOS. To celowy zabieg Apple’a, który ma przywiązywać użytkowników jeszcze bardziej do swoich iSprzętów. Bez takiego urządzenia chmura Apple’a przestaje mieć sens. Nie ma też synchronizacji, jak słusznie zauważył John Gruber. Wszystko opiera się na centralnych serwerach Apple’a. Nie ma możliwości ominięcia. Wszystko, dosłownie wszystko przechowywane będzie u Apple’a.

I nie, Google nie nauczy się nic z tej lekcji. Apple i Google prezentują dwa różne podejścia – podczas gdy Apple pokazuje środkowy palec serwisom zewnętrznym skupiając wszystko u siebie “tu i teraz” (a raczej na jesień) i zamykając się na świat “poza iOS”, Google tworzy ekosystem otwartości, który opiera się na zewnętrznych deweloperach i usługach. Apple musi sam poradzić sobie ze wszystkim – przez infrastrukturę po usability usług mimo wszystko wciąż wymagających dostępu do aplikacji systemowych. Tymczasem Google już od dawna mocno wspiera otwarty ekosystem deweloperów przerzucając na nich dużą część odpowiedzialności za końcowe usługi, sobie zostawiając te podstawowe. Google tworzy standardy by dostęp do chmury odbywał się z każdego urządzenia wyposażonego w przeglądarkę (coraz mocniej wspierając HTML 5 itp.).

Obie chmury są wymagające i nakładożerne, jednak cele czasowe są inne. Chmura Google’a już działa i mocno ewoluuje, użytkownicy są z nią oswajani od dawna i, co ważne, jest wieloplatformowa.

Nie ma “amazing”. Jest za to zamknięta próba dogonienia konkurentów, a jak będzie naprawdę dowiemy się dopiero na jesień. Tylko, że do jesieni jeszcze dużo czasu, który inni mogą sprawnie wykorzystać. I nie wiem, jak Wy, ale dla mnie oprócz mało ciekawej konferencji (z której nawet nie ma oficjalnego streamu wideo) znakiem, że Apple goni a nie wyprzedza było podanie do publicznej wiadomości dokładnego zakresu tematycznego. Nie ma tajemnicy, nie ma fajerwerków.

I na koniec – ja to już wszystko miałam. Może oprócz iTunes Match, ale i tak oficjalnie w Polsce mieć nie będę mogła.

Dołącz do dyskusji

Advertisement