Bezpowrotnie zmienia się układ sił na rynku medialnym

21.02.2011
Bezpowrotnie zmienia się układ sił na rynku medialnym

Bezpowrotnie zmienia się układ sił na rynku medialnym

W przepychance na temat oceny działań Apple’a wokół nowego systemu subskrypcji treści dostarczanych przez aplikacje z AppStore oraz odpowiedzi Google’a na tenże ruch właściciela platformy iOS umyka pewien bardzo ważny wniosek – oto na naszych oczach zmienia się nie tylko model dystrybucji treści medialnych, ale również sposób prowadzenia biznesów.

Przypomnijmy – Apple ogłosił zasadę, według której wszyscy, którzy chcą sprzedawać abonamenty na treści oferowane na sprzedaż w aplikacjach na iPhone’y, iPody touch i iPady zapłacą 30% prowizję. Prowizja naliczana będzie od każdej sprzedaży gazety, magazynu, e-booka, pliku muzycznego czy wideo za pomocą aplikacji. Co więcej, Apple zastrzegł, że wydawcy nie mogą oferować tych samych treści taniej poza AppStore’em. Na dodatek Apple zadecydował, że konsumenci będą mieli możliwość wyłączenia dzielenia się swoimi danymi osobowymi z wydawcami, których treści będą subskrybowali.

Te spartańskie warunki rozsierdziły nie tylko wydawców, ale także niektórych analityków, przedstawicieli mediów i również – co słyszymy w amerykańskiej sieci – antymonopolowych regulatorów rynku. Jak to się wszystko skończy – czy Apple utrzyma swoje zasady, czy zostanie zmuszone do poluzowania smyczy, czy Google skorzysta na nieco łagodniejszych warunkach (10% prowizja, ale bez możliwości wyłączenia przez użytkownika przesyłania danych osobowych wydawcom), czy pojawi się jeszcze ktoś inny – tego dziś nie wiemy. Co jednak dziś już wiemy, to to – jak celnie zauważył Pete Cashmore w swoim felietonie w CNN – że bezpowrotnie zmienia się układ sił na rynku wydawniczym. Firmy medialne tracą swoją dominującą pozycję na rzecz firm technologicznych.

Rynek wydawców traci kontrolę nad swoim największym aktywem – dystrybucją. Do tej pory wydawca kontrolował swoją treść od jej poczęcia aż do momentu gdy trafiała do rąk finalnego konsumenta. Dziś nie tylko tracą tę przewagę w najbardziej dramatyczny sposób z możliwych – coraz mniej osób kupuje fizyczne wydania gazet, magazynów, płyt i książek – ale także muszą polegać na zewnętrznych platformach dystrybucji, na których to jej właściciel decyduje co, kiedy, za ile i w jaki sposób będzie dystrybowane. I nie oszukujmy się – czy to będzie Apple ze swoim chciwym 30% podatkiem, czy Google ze swoimi 10%, czy jakakolwiek inna platforma należąca do dowolnej firmy technologicznej – wydawcy już utracili pozycję wszystkowiedzącego operatora.

Przy okazji wydawcy tracą coś najcenniejszego – wiedzę o czytelnikach. Dzisiaj, w modelu dystrybucji fizycznej, szczególnie wydawcy prasowi wiedzą o swoich czytelnikach sporo. Szacuje się, że dzisiejsza sprzedaż gazet i czasopism w 90% polega na subskrybentach, którym kolejne wydania dostarczane są do domu lub “do teczki” w najbliższym kiosku”. To na podstawie informacji od nich – o ich przekroju demograficznym, o ulubionych stronach wydawnictwa, o tym, gdzie i jak często jeżdżą na wakacje, itd., wydawcy konstruują swoją ofertę reklamową i rozwijają część czytelniczą. Jeśli rynek pójdzie w stronę wydań cyfrowych na zewnętrznych platformach, tj. Apple’a czy Google’a (a że pójdzie, to chyba nikt nie ma dziś wątpliwości), ta wiedza w rękach firm medialnych zostanie drastycznie zmniejszona. A wiedza/informacja to pieniądz.

Ruchy Apple’a i Google’a przypieczętowują również nowy fenomen internetowy – dzisiaj coraz większa liczba internautów płaci regularne abonamenty za różne usługi w siecichcesz pojemniejszego niż standardowy Gmail?; chcesz więcej przestrzeni w chmurze na swoje zdjęcia?; chcesz więcej transferu danych w usłudze przechowywania notatek Evernote?; chcesz Dropboksa bez limitu?; w końcu chcesz regularnie czytać swoją ulubioną gazetę na tablecie czy smartfonie? W każdym przypadku zapłać po ok 5 dolarów.

W ubiegłym XX wieku ekonomia i świat biznesu opierały się w znacznej mierze na produkcji i dystrybucji dóbr. Firmy produkowały i dostarczały na rynek tak dużo produktów jak tylko było to możliwe i rynek był w stanie wchłonąć. Dzisiaj, na początku drugiej dekady XXI wieku, zakorzenia się zupełnie nowy model biznesowy – usługi oparte na abonamencie a nie na jednorazowej sprzedaży. I myliłby się ten, kto uważałby, że ten model dotyczy jedynie dóbr niematerialnych lub treści medialnych. Przykład takiej firmy jak Zipcar – nowoczesnej wypożyczalni samochodów opartej na abonamencie – pokazuje, że można z sukcesem prowadzić abonamentowy biznes z usługami niekoniecznie związanymi z mediami. Z kartą Zipcar w każdym dużym mieście (na rynkach, na których firma operuje) znajdziesz samochód sieci – wystarczy wcześniej go zarezerwować, a następnie podejść do niego, przytknąć kartę do szyby i samochód jest twój – zatankowany i ubezpieczony. Jedynym wymogiem jest odstawienie samochodu na to samo miejsce, z którego został wzięty.

Sprawa wydawców mediów jest o tyle zaskakująca dla samych wydawców, że przecież mieli długie lata na zbudowanie własnych modeli dystrybucji treści w zdigitalizowanym świecie. Mieli, ale tak jak w przypadku rynku muzycznego, tak jak w przypadku rynku wideo, byli zbyt arogancko zapatrzeni w siebie, aby w odpowiednim czasie przewidzieć kierunek rozwoju rynku. I teraz, tak jak w przypadku rynku muzycznego (iTunes rządzi i dzieli), tak jak w przypadku rynku wideo (gdzie zapewne 99% produktów jest piraconych i nielegalnie dystrybuowanych w sieci), tak i w przypadku prasy i ogólnie treści medialnych, wydawcy tracą najcenniejsze atuty – kontrolę nad dystrybucją i wiedzę o własnym kliencie.

Na własne życzenie.

Dołącz do dyskusji

Advertisement