4G nie znaczy nic

24.01.2011
4G nie znaczy nic

4G nie znaczy nic

Papier zniesie wszystko – zwłaszcza, jeśli jest to papier, na którym drukuje się ulotki reklamowe. Dzięki marketingowej magii, lada chwila będziemy mogli korzystać w Polsce z sieci czwartej generacji.

6 grudnia 2010 roku to pamiętna data w historii telekomunikacji. Tego dnia nastąpiła prawdziwa rewolucja – na całym świecie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pojawiły się sieci komórkowe 4 generacji. Tam, gdzie było dotąd tylko podrasowane 3G, dzięki magicznej mocy decyzji Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU), zaczęło działać 4G. Producenci smartfonów i modemów nie próżnowali. Na tegorocznym CES zaprezentowano całą gamę urządzeń korzystających z sieci czwartej generacji.

Jeśli jednak przyjrzeć się tym czarom z bliska, okazuje się, że więcej niż z magią mają one wspólnego ze sztuką iluzji. Do 6 grudnia 2010 roku nikt nie wiedział dokładnie, jak będzie wyglądało 4G. Wiedzieliśmy za to, czym 4G nie jest – ITU stało na stanowisku, że ani LTE, ani WiMAX, ani tym bardziej żadna z technologii 3G (jak HSPA+) nie powinny być określane mianem 4G. Niektórzy operatorzy wiedzieli ?lepiej?, ale stanowili raczej wyjątek niż regułę.

Tyle, że w grudniu zeszłego roku Związek zmienił zdanie. Zapalono zielone światło dla wrzucania do worka z napisem 4G wszystkich technologii, które ?oferują istotny poziom poprawy wydajności w porównaniu z obecnie działającymi systemami 3G?. ITU nie poprzestało na takiej, dość mglistej, deklaracji – LTE, WiMAX i ?rozwinięte technologie 3G? wymieniono explicite jako rozwiązania, którym należy się znaczek 4G.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Na CES 2011 najwięksi amerykańscy operatorzy – Verizon, AT&T, Sprint i T-Mobile chwalili się zarówno usługami, jak i urządzeniami czwartej generacji. Co to 4G oznaczało w praktyce? W Verizonie – LTE (teoretycznie do 100 Mb/s). W AT&T i T-Mobile – HSPA+ (czyli 3G przyspieszone do kilkudziesięciu megabitów). U Sprinta – WiMAX (do 128 Mb/s, oczywiście w teorii). Szybko, ale zdecydowanie wolniej niż 1 Gb/s, który stanowił cel prac nad ?prawdziwym? 4G.

Przez jakiś czas można było mieć nadzieję, że ta zaraza nie dotrze do Europy. A jednak. Polski Cyfrowy Polsat przymierza się właśnie do komercyjnego oferowania usług ?4G?, pod którą to nazwą w tym przypadku kryje się LTE.

Dziś dowiedzieliśmy się też, że sieć ?4G? będzie uruchamiał Play. To szczególnie ciekawy przypadek. Dzięki marketingowej sztuczce, czwarty operator wyprzedzi wielką trójkę. Ale tylko na papierze. Czwarta generacja w Play to nic innego jak HSPA+, czyli technologia oferowana już od jakiegoś czasu przez Erę, Orange i Plusa.

Sieć P4 przyspieszy, i to solidnie – to fakt. Ale “4G” to już czysty marketing. Oczywiście, Play ma prawo nazywać swoje usługi jak mu się podoba – zwłaszcza, jeśli ITU daje odpowiednie błogosławieństwo. Tyle, że używanie nazwy “4G” na rozwiązania, które gdzie indziej są sprzedawane jako 3G jest mylące dla klienta.

Ciekawe, co na to konkurencja? 3G zdążyło się opatrzyć, w reklamach wygląda dużo gorzej niż 4G. A te wszystkie HSDPA, HSPA+ i LTE nie mówią przeciętnemu klientowi kompletnie nic. Może należałoby przekwalifikować też poczciwego EDGE? W końcu oferuje ?istotny poziom poprawy wydajności? w porównaniu z GPRS. W ten sposób, duże sieci zyskałyby niemal stuprocentowe pokrycie obszaru Polski zasięgiem 3G. Aż boję się to proponować, bo ktoś jeszcze weźmie to na serio.

Ciekaw jestem też, jaką ksywkę dostanie LTE Advanced, gdy już zostanie zatwierdzone i wdrożone. 5G? A może 6G, jeśli operatorzy korzystający z LTE – by odróżnić się od tych, którzy mają HSPA+ – zaczną używać pojęcia ?sieci piątej generacji?? Może i na to ITU się zgodzi? Kto wie…

Pies czyli kot. 4G czyli 3G. Konsument czyli frajer.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji