PRowy majstersztyk Amazona zdekonstruowany.

27.12.2010
PRowy majstersztyk Amazona zdekonstruowany.

PRowy majstersztyk Amazona zdekonstruowany.

Z informacji prasowej firmy Amazon: “jesteśmy wdzięczni milionom klientów, którzy uczynili całkiem nowego Kindle’a najlepiej sprzedającym się produktem w historii Amazon – wyprzedzając Harry’ego Pottera 7.” Czyta się kapitalnie, prawda? Co z tego, kiedy ciągle brakuje w informacjach Amazonu mięsa – oficjalnej sprzedaży Kindle’a mierzonej w liczbach a nie wyrażeniem emfatycznym. Z resztą takich perełek w informacji prasowej Kindle’a jest więcej.

Najprawdopodobniej w najbliższym wydaniu “Newsweeka” powinien pojawić się mój tekst o rynku e-booków. Próbuję w nim dowodzić, że rynek e-literatury w końcu powinien ruszyć z kopyta i w nadchodzących miesiącach powinniśmy zauważyć znaczny wzrost popularności e-książek. To dzięki temu, że e-booki przenoszą się do chmury. W tym kontekście może dziwić ciągłe mamienie opinii publicznej okrągłymi zdaniami na temat Kindle’a przez Amazon, który nigdy nie zdecydował się na ogłoszenie tego ile sztuk e-czytnika znalazło swoich szczęśliwych nabywców. To zdecydowanie podważa wymiar kolejnych “rekordów” Kindle’a.

Według Forrester Research, łącznie do rej pory sprzedało się ok 6 mln czytników Kindle. Przypomnijmy – iPodów, do których Kindle często jest przyrównywany – sprzedaje się w ok 11 milionów sztuk. Kwartalnie. W dobie powolnego wygaszania tego produktu w portfolio Apple’a. Tyle, że tak naprawdę to ile się Kindle’i sprzedaje nie ma większego znaczenia. Amazon szybko bowiem zaktualizował swoją strategię na rynku e-booków i Kindle’a uczynił usługą na możliwie największą liczbę urządzeń na rynku, w tym konkurencyjnego iPada. To świetna strategia, którą przyjęli konkurenci na rynku (m.in. Google). Ważne jest to ile Amazon sprzedaje e-booków (tego też CEO Amazona, Jeff Bezos nie podaje?).

“Zauważamy, że wiele osób, które kupują Kindle’a również posiadają tablet LCD (przyp. red. przepiękna gra słów – wiadomo przecież, że chodzi o iPada). Klienci mówią, że używają tabletów LCD do gier, filmów oraz surfowania w sieci a Kindle’a do czytania. Wolą czytać na Kindle’u bo waży mniej, eliminuje troskę o baterię swoją baterią, która wytrzymuje miesiąc na jednym ładowaniu, ma zaawansowany wyświetlacz przypominający papier – perłowy e-ink, który nie nadwyręża oka, nie przeszkadza nawykom sennym w łóżku (przyp. red. !?) i daje możliwość korzystania na zewnątrz w pełnym słońcu, co jest istotnym argumentem szczególnie podczas wakacyjnego czytania” – poezja. Piękna tyrada przeciwko iPadowi, którą powinno się czytać adeptom studiującym public relations przy wykładzie: jak pisać o sobie, a tak naprawdę ciąć konkurencję równo z trawą.

Tyrada piękna, ale kompletnie bez znaczenia. Co z tego, że zaawansowani czytacze książek wybiorą Kindle’a jako urządzenie do czytania. Rynek e-booków nie wzrośnie na nich – wzrośnie na przeciętnych czytelnikach, którzy czytają rzadziej, ale cenią sobie możliwość dostępu do literatury z dowolnego urządzenia podpiętego w chmurze – rozpocznij na smartfonie w metrze, przerzuć się na kanapę z tabletem (lub e-czytnikiem), dokończ wieczorem przy biurku na komputerze. I zdania Amazona muszą zadziwiać, bo przecież firma właśnie w ten sposób rozwija Kindle’a – jako usługę a nie sam czytnik.

Na koniec tzw. “gwóźdź” – “Cena Kindle’a – 139 dol. jest najważniejszym czynnikiem – jest tak niska, że ludzie nie muszą wybierać”. Miazga. Konkurencja wbita w fotel. Tyle, że urządzenia dedykowane jednej czynności nie mają przyszłości (<= aż się zrymowało). Tak jak nawigacje GPS będą ustępować pola smartfonom jako podstawowym urządzeniom do nawigacji, tak jak odtwarzacze multimedialne będą ustępować pola smartfonom jako podstawowym urządzeniom do odtwarzania muzyki i filmów w biegu, tak e-czytniki będą ustępować pola wielofunkcyjnym tabletom jako podstawowym urządzeniom do e-czytania.

Ech, ten PR?

Dołącz do dyskusji