Microsoft bliżej chmury totalnej

20.10.2010
Microsoft bliżej chmury totalnej

Microsoft bliżej chmury totalnej

Ustami Steve’a Ballmera Microsoft już kilkakrotnie ogłaszał, że przyszłością firmy jest “chmura” (co często powodowało znaczące mrugnięcia okiem u komentatorów). W 2010 r. Microsoft znacząco przybliżył się do realizacji tej wizji. W ostatnich tygodniach wprowadził kompletnie nową i wielce obiecującą platformę mobilną, wcześniej zmienił kompletnie interfejs Xboksa i rozwinął go o część “chmurną”, a wczoraj zaprezentował w końcu swój pomysł na Office’a w cloudzie.

Rynek “cloud computing” ma być warty 25 miliardów dolarów do 2013 r. Przesunięcie środka ciężkości z komputera na internet nie jest więc dziś problemem w stylu “czy to robić”, tylko “jak to zrobić”. Problemem Microsoftu jest to, że mimo iż dobrze to rozumie, to na żadnym z obszarów, w które inwestuje nie jest innowatorem, a raczej goni rynek, gdzie konkurenci już zdążyli się zakorzenić. Na dodatek każdy z nowych projektów Microsoftu jest swoistym wywróceniem aktualnego stanu rzeczy do kosza. Windows Phone 7 zakopuje cały dorobek Windows Mobile, a nowa usługa w cloudzie zastąpi całkowicie usługę Business Productivity Online Suite. To nie buduje zaufania konsumentów do marki.

Office 365 – tak od przyszłego roku nazywać się będzie nowa usługa pakietu biurowego Microsoftu w pełni osadzonego w przeglądarce internetowej, bez konieczności instalacji programu na dyskach twardych. Office 365 da użytkownikom dostęp do dokumentów Office’a znanego z komputerów stacjonarnych (Word, Excel, PowerPoint), a także do SharePoint, Exchange oraz komunikatora (także do konferencji wideo) Lync. Przy okazji zintegruje synchronizację ActiveSyn, więc konsumenci dostaną prawdziwy kombajn także do zarządzania swoimi kontaktami, e-mailem oraz kalendarzami. Całość ma być lżejsza, łatwiejsza w obsłudze i tańsza od poprzednika. Obserwując materiały z wczorajszej konferencji od razu widać, że produkt przystaje do nowych czasów – pakiet biurowy nie jest przeładowany a całość wykazuje cechy łatwego i intuicyjnego narzędzia.

Oferta jest skierowana do firm i nie będzie darmowa – firmy zatrudniające do 25 osób zapłacą 6 dol. za stanowisko miesięcznie, duże korporacje będą musiały wysupłać 24 dol. Najbardziej podstawowa wersja Office 365 (z samym e-mailem na Microsoft Exchange) będzie kosztować 2 dol.

Analizując potencjał nowej oferty pakietu biurowego w chmurze Microsoftu nie sposób uciec od porównania z ofertą Google Docs. Dokumenty Google’a są darmowe, ale Google nie cieszy się takim zaufaniem w biznesie jak Microsoft. Wiele biznesowych podmiotów wciąż nie ma zaufania do eksportowania własnych dokumentów, w których kryją się korporacyjne tajemnice do internetowej chmury, ale prędzej zaufa Microsoftowi, z którym od lat mają kontakty na bieżąco niż Google’owi, który działa nieco jak widmo – niby jest wszędzie, ale skontaktować się z nim trudno.

Patrząc na sposób implementacji pomysłu Microsoftu nie sposób również uciec od porównań z darmowymi aplikacjami oferującymi nowoczesne narzędzia do zarządzania dokumentami w chmurze, tj. Dropbox czy Box.net. Jedyną przewagę jaką będzie miał Microsoft nad tymi rozwiązaniami jest “instytucjonalizacja” oferty. Poważni konsumenci biznesowi nie mogą sobie pozwolić na zaufanie takiemu Dropboksowi, który dziś istnieje, a jutro może go nie być.

Trzeba przyznać, że Microsoft jest od jakiegoś czasu dość konsekwentny w swojej strategii – postawił na chmurę oraz mobilność i prezentuje produkty, które niosą wielką nadzieję. Łatwo jednak nie będzie, bo na rynku jest ciasno jak nigdy wcześniej.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement