Zanim ogłosimy e-bookową rewolucję w Polsce

18.08.2010
Zanim ogłosimy e-bookową rewolucję w Polsce

Zanim ogłosimy e-bookową rewolucję w Polsce

Po wakacjach portal Empik.com rozpocznie sprzedaż e-booków. Wtedy też zadebiutuje iFormat – pierwsza firma, która na masową skalę zajmuje się produkcją i dystrybucją elektronicznych tytułów. W listopadzie dostępny będzie u nas iPad – tablet Apple’a, który spodobał się amerykańskim czytelnikom i wydawcom – w definitywnym tonie ogłasza dzisiejsze wydanie “Życia Warszawy”, pytając jednocześnie czy to początek rewolucji na polskim rynku książki.

Jest o co walczyć, bo polski rynek wydawniczy szacowany jest na około 2 mld złotych rocznie. Do tej pory e-książki stanowiły niewielki jego ułamek generujący kilka, kilkanaście milionów złotych rocznie. Teraz ma to się zmienić, między innymi dlatego, że produkt ten, poprzez dystrybucję we wszechobecnych na naszym rynku salonach Empiku, stanie się masowy. Zanim jednak na dobre ogłosimy e-bookową rewolucję w Polsce, spójrzmy chłodnym okiem na to, czy mamy ku temu podstawy.

Na razie nie ma niczego – szerokiej oferty uwzględniającej nowości rynkowe; dobrej, czyli niskiej ceny e-booków; łatwego dostępu do e-booków, czyli dobrej dystrybucji; mediów, na których można by e-książki konsumować; nie ma w końcu świadomości samej e-książki w społeczeństwie. Patrząc okiem marketingowym: nie ma podstaw ku myśleniu o czymkolwiek.

Wiemy jednak, że co najmniej kilka z wyżej wymienionych punktów w najbliższym czasie się zmieni. Będzie dystrybucja, bo weźmie się za nią Empik. Jest więc szansa, że świadomość e-książki u przeciętnego konsumenta polskiego z jednocyfrowej wskoczy na średnie dwucyfrowe pułapy. Będzie podaż e-książek, bo nowy podmiot iFormat ma zagwarantować, że oprócz poradników “jak zostać menedżerem wszech czasów”, czy dzieł nikomu nie znanych autorów, w elektronicznej formie pojawi się i Dan Brown, i Jerzy Pilch.

Nie wiemy jednak co nowe rozdanie na rynku e-booków w Polsce zaproponuje w punkcie “cena”. Jeśli bowiem, tak jak dotychczas, cena e-booka będzie oscylować w granicach ceny za fizyczną, drukowaną książkę (a znając polskie realia tak właśnie będzie), handicap zakupowy elektronicznych wydawnictw będzie znacznie ograniczony. Nie wiemy również w jakim formacie przyjdzie nam kupować e-książki. Jeśli Empik wraz z iFormat wymyślą sobie własne typy zabezpieczonych przed nielegalnym kopiowaniem formaty (a znając polskie realia tak właśnie będzie), e-książki kupionej w Empiku zapewne nie przeniesiemy na iPada, Kindle’a, Nooka, eClicto, BeBooka, czy nawet zwykłego smartfona.

To dwie poważne wątpliwości związane z polskim poruszeniem w kwestii e-booków, ale nie jedyne. Mamy bowiem dwie inne bardzo poważne wątpliwości, które ograniczyć mogą e-bookową rewolucję w Polsce. Pierwsza to koszt medium do czytania e-booków. Na świecie ceny e-czytników dynamicznie spadają w kierunku poniżej 100 dolarów za urządzenie, lecz w Polsce – jak to w Polsce – liczyć na to nie możemy. Cen iPada, który zadebiutować ma w naszym kraju tej jesieni (wg naszych informacji to raczej przełom września i października, a nie listopad, jak twierdzi “Życie Warszawy”) można oczekiwać w czterocyfrowym przedziale, z co najmniej dwójką na przodzie. O Kindle’u, którego można zamawiać do Polski już od jakiegoś czasu ciągle dyskutuje się w dość wąskim gronie, zastanawiając się, czy naliczone zostanie cło czy nie. Nook w Polsce to biały kruk, a eClicto?, nie wiadomo co z nim dalej.

Podsumowując tę wyliczankę – nie ma w Polsce nośników do czytania e-prasy i na razie nie zapowiada się, żeby jakiekolwiek urządzenie mogło stać się masowym. Trudno przecież liczyć na iPada, który – w to nie wątpię – przeleje się przez polską prasę wzdłuż i wszerz szlifując sobie świadomość konsumencką zapewne na poziomie zbliżonym do iPhone’a, ale sprzedawać, ze względu na ceny, będzie się tak sobie. A nawet jak będzie się sprzedawał nieźle, to można ze 100% pewnością założyć, że droga e-booka kupionego w Empiku do wyświetlenia go na iPadzie będzie długa i wyboista, dla wielu nie do przebycia.

Nie możemy również zapominać o najważniejszej z negatywnych przesłanek w kontekście polskiej e-bookowej rewolucji – poziom technologicznej ogłady społeczeństwa polskiego jest zatrważająco niski. Jak niski? Wystarczy spojrzeć jak przeciętni 40, 50-latkowie w Polsce radzą sobie z dotykowymi ekranami w swoich telefonach, jak radzą sobie z zarządzaniem poczty e-mail na komputerze, czy przeniesieniem pliku pomiędzy jednym urządzeniem elektronicznym a drugim. Jeśli wierzymy, że zdecydowana większość potencjalnych polskich czytelników e-książki wie jak sprawdzić, czy plik jest w formacie PDF, czy ePub, to? się po prostu mylimy.

Za dużo jest wątpliwości, w tych dwie fundamentalne, by oczekiwać w Polsce tak dynamicznego rozwoju e-literatury jak na Zachodzie, mimo pojawienia się na rynku takiego kolosa jak Empik. Prędzej rozwinie się rynek audiobooków, gdyż format mp3 jest w Polsce generalnie znany, a użytkownicy potrafią się nim obsługiwać.

Dołącz do dyskusji