Nie śmiejcie się z FaceTime

11.08.2010
Nie śmiejcie się z FaceTime

Nie śmiejcie się z FaceTime

Jeśli uważacie, że wideorozmowy w iPhone 4 to zabawny gadżet sprzedawany ?głupim Amerykanom?, którzy kupią wszystko co podsunie im ?genialny marketing Apple?, przyjrzyjcie się FaceTime jeszcze raz. Tu chodzi o coś więcej niż trik z Jetsonów.

Niejeden Europejczyk, w którego kieszeni (albo i szufladzie, pod kilkucentymetrową warstwą kurzu) leży komórka wyposażona w kamerkę zamontowaną nad wyświetlaczem uśmiał się setnie oglądając prezentację – jak to zwykle u Apple bywa – ?magicznej?, ?innowacyjnej?, ?rewolucyjnej? (itd., itp.) funkcji FaceTime. Wideorozmowy? Mieliśmy to cztery lata temu i to bez konieczności korzystania z WiFi! Ach ta Ameryka. Ewentualnie: genialne! Szkoda, że moja Nokia z 2005 roku tak nie potrafi – a nie, moment…

Tyle, że na fali tej zbiorowej radości większości komentatorów umknął jeden, istotny detal.  FaceTime – w przeciwieństwie do wideorozmów w sieciach 3G – nie jest rozliczany tak samo jak standardowe połączenia telefoniczne. Od momentu ustanowienia wideopołączenia, użytkownik nie płaci operatorowi nic.

Ma to znaczenie nie tylko dla tego, kto płaci rachunek, ale i dla tego, kto go wystawia. Z technicznego punktu widzenia, tradycyjne rozmowy telefoniczne są po prostu sposobem na sprzedawanie transmisji danych za koszmarne pieniądze. Standardowe połączenie głosowe w sieci GSM wymaga pasma 13 Kbit/s. Jak łatwo policzyć, minuta rozmowy to ok. 100 KB. Typowy, 100-megabajtowy pakiet powinien wystarczyć na 1000 minut. Biorąc pod uwagę, że w trakcie rozmowy dane przesyła zarówno telefon dzwoniącego, jak i tego, kto odbiera połączenie, z przykładowego tysiąca robi się 500 minut. Ile kosztuje taki pakiet? Od 5 zł w Orange i Play do 12 zł w Erze. A 500 minut połączeń? Licząc wg. popularnej stawki 29 gr / min. – 145 zł.

Oczywiście, moje wyliczenia są bardzo grubo ciosane – nie biorą pod uwagę takich ?detali? jak zapewnienie ciągłości przesyłania danych również wtedy, gdy użytkownik jest w ruchu (oczywistość w przypadku zwykłej rozmowy telefonicznej). Lwia część kwoty, którą płacimy za każdą minutę rozmowy trafia jednak prosto do kieszeni operatora naszego rozmówcy w ramach tzw. opłaty interconnect.

Wokół rozliczeń międzyoperatorskich kręci się cały biznes telekomunikacyjny. Sztywne stawki interconnect (w Polsce ustala je UKE) pozwalają operatorom budować lojalność klientów w czasach łatwej przenośności numerów – tanie (niemal darmowe) połączenia można oferować tylko w ramach jednej sieci. Z drugiej strony, są dobrym wytłumaczeniem dla ciągle wysokich kosztów rozmów. Przecież, na rynku, na którym działają podobnej wielkości podmioty (jak w Polsce, przed wejściem Play), ilość minut wychodzących i przychodzących jest u każdego z nich mniej-więcej taka sama.

I nagle, do tego, misternie utkanego z ?Minut do Orange?, ?Sieci Rodzinnych?, ?Czasowstrzymywaczy? i ?A do Play drożej? świata przychodzi Apple ze swoim FaceTime, dla którego wszystkie te interconnektowe gierki są kompletnie nieistotne. Minuta kosztuje tyle, ile przesyłanie danych. Operator to głupia rura. Żeby rozmawiać za darmo nie zmieniasz dostawcy – zmieniasz telefon. Albo kupujesz iPoda (FaceTime ma być dostarczony w dziesiątkach milionów produktów Apple jeszcze w tym roku – sam iPhone 4 to za mało do osiągnięcia takiego wyniku).

Zaraz, ale czy nie słyszeliśmy tego już gdzieś wcześniej? Oczywiście! Obietnica darmowych rozmów z każdym i o każdej porze jest tak stara jak VoIP (którym de facto jest FaceTime), a przynajmniej – tak stara jak Skype.

Problem z VoIP polega jednak na tym, że nikt (poza operatorami, ale to temat na osobny wpis) nie zaoferował jeszcze tej usługi w komórce – tak, żeby działała i tak, żeby zwykły użytkownik chciał z niej korzystać. Ciekawe, ilu posiadaczy Nokii z Symbianem zdaje sobie sprawę z tego, że ich telefon ma wbudowanego klienta SIP? Albo – co to jest SIP i do czego służy? Najnowsze wersje Skype dla iPhone i Symbiana działają już całkiem sprawnie, ale sama technologia to tylko kawałek układanki.

Wideorozmowa jest wabikiem. Czymś, co przyciąga wzrok, co łatwo można pokazać w reklamie, co wywołuje efekt wow. FaceTime można sprzedać nie jako ?darmowe połączenie?, ale jako ?super połączenie (które – tak przy okazji – jest za darmo)?. Zresztą, kto powiedział, że będzie za darmo na zawsze i pod każdą postacią. Chodzi o odcięcie źródła przychodów operatorów komórkowych.

Apple ma interes w marginalizowaniu operatorów, a wynika on z tego samego powodu, dla którego nie może za bardzo zajść im za skórę – to od nich w dużym stopniu zależy sukces lub porażka konkretnego modelu telefonu (o czym boleśnie przekonał się Palm). FaceTime w obecnej formie (tylko w zasięgu WiFi) to najwięcej, na co Jobs może sobie pozwolić. Poza tym, nie bez znaczenia są też uwarunkowania techniczne. Nie tak łatwo zapewnić ciągłe połączenie VoIP w sieci komórkowej.

Z VoIP jest jeszcze jeden problem – nasz rozmówca też musi korzystać z podobnej usługi. Inaczej, jakbyśmy nie kombinowali, wpadamy w interconnektową matnię i większość opłaty za połączenie trafia do kieszeni (tradycyjnego) operatora końcowego. Tymczasem, FaceTime ma być otwartym standardem. Otwartym, a więc dostępnym dla innych producentów telefonów, developerów, itd. Alternatywną siecią telefoniczną, w której zamiast numerów równie dobrze można dzwonić na adresy email. Ciekawe, czy hipotetyczna aplikacja FaceTime zagrzałaby miejsce w Android Market – w końcu Google gra w tę samą grę, co zdecydowanie nie podoba się Jobsowi.

PS. Pewnie mi nie uwierzycie, ale naprawdę nie umówiliśmy się z Jackiem na pisanie o tej samej rzeczy jednego dnia!

Dołącz do dyskusji