I po Antennagate. Apple wygrał PRową potyczkę.

27.07.2010
I po Antennagate. Apple wygrał PRową potyczkę.

I po Antennagate. Apple wygrał PRową potyczkę.

Jeśli mierzyć sprawę spokojem, który nastał w ostatnich dniach, Apple poradził sobie z poważnym wizerunkowym problemem związanym z wadliwą (lub nie) konstrukcją anteny iPhone’a 4 w błyskotliwy sposób. Wszystko wróciło do normy – firma ogłasza debiut najnowszej wersji swojego hitowego smartfonu na nowych rynkach, lokalne media raportują szaleństwo przed sklepami, amerykańskie media odkrywają zaawansowane laboratoria Apple’a, akcje firmy na giełdzie pikują, a konkurenci, których produkty Apple pokazał w niekorzystnym świetle w filmach wideo na stronie internetowej milczą.

Jeśli coś złego miałoby się Apple’owi stać w związku z kryzysem Antennagate, to już by się to stało. W takich kryzysach najgorsze dopada firmy od razu; katastrofa następuje natychmiast, a później problem postępuje mniej dynamicznie lecz coraz ciaśniej zapętla sznur wokół szyi firmy. W tym przypadku wtedy, kiedy potencjalnie Apple powinno przeżywać najgorsze chwile, Jobs i spółka cieszą się “normalnością”. To koniec afery Antennagate. Apple wyszedł z niej obronną ręką, po raz kolejny pisząc karty podręcznika do zarządzania wizerunkiem; tym razem w rozdziale “jak postępować w przypadku kryzysu wizerunkowego”.

Długo Apple kazał sobie czekać na odpowiedź na narastający niczym rozpędzona śniegowa kula problem, a szef firmy i utożsamiająca się z nią twarz – Steve Jobs popełniał jeden błąd za drugim. W końcu Apple rzucił na szalę całą swoją potęgę marketingową. Z perspektywy tygodnia od słynnej już dzisiaj konferencji, na której Steve Jobs przedstawił “problem uścisku śmierci iPhone’a 4” dwa aspekty wydają się najważniejsze: pierwszy, tak jak przypuszczano wcześniej, dotyczył prośby o zaufanie, którą w nietypowy dla siebie sposób wyartykułował do fanów firmy Jobs; drugi, uchylenie przez Apple’a rąbki tajemnicy związanej z laboratoriami, w których pracuje się nad zasięgiem w iPhone.

W obu przypadkach zadziałało. Już podczas konferencji dla analityków giełdowych, na których Apple przedstawił wyniki finansowe – notabene kolejny sprzyjający szybkiej odbudowie nadszarpniętej reputacji czynnik – szef operacyjny i postać nr dwa, Tim Cook, mówił otwartym tekstem: Niech będę tu dobrze zrozumiany – sprzedajemy każdy egzemplarz iPhone’a 4, jaki jesteśmy w stanie wyprodukować.

W sukurs przyszły dwa wydarzenia: niezwykle udany debiut iPada na 9 kolejnych rynkach 23 lipca 2010 r. Świat obiegły zdjęcia histerycznie reagujących fanów Apple’a, którzy dosłownie bili się o miejsca w kolejkach po iPady w Hong Kongu, Singapurze i Nowej Zelandii oraz grzecznie czekali w na kilka godzin długich kolejkach w Holandii, Belgii i Szwajcarii. Te obrazki pomogły uświadomić jedno – fani nie stracili zaufania do produktów Apple’a; chcą je tak samo mocno jak poprzednio.

Drugie wydarzenie to niczym nie zmącona informacja prasowa Apple’a, że iPhone 4 zadebiutuje 30 lipca na kolejnych 17 rynkach. Jak gdyby nigdy nic, jak gdyby nie było już żadnej sprawy anteny w iPhone 4 – po prostu zadebiutuje na kolejnych 17 rynkach. Media podchwyciły tę wiadomość dokładnie w taki sposób, jaki zapewne planował Apple – oceniając potencjał, zastanawiając się nad przyszłą sprzedażą. Słowem, zero słowa o antenie iPhone’a 4.

Jeśli zaś chodzi o laboratoria, które Apple pokazał światu, to trzeba przyznać, że to iście genialne posunięcie. Najpierw była analiza zdjęć, które Apple pokazał na konferencji i na stronie, publiczny dyskurs nad tym, co w tych dziwnych komorach się dzieje. Później Apple zaprosił telewizję ABC News do siebie, która niby to przypadkiem zrobiła kolejne zdjęcia tajemniczych laboratoriów wartych 100 mln dolarów. Na dodatek więcej dyskutowało się w ich kontekście o płachtach najprawdopodobniej przykrywających prototypy nowych urządzeń Apple’a niż o samych tajemniczych komorach. Majstersztyk?

Tymczasem Apple po cichu rozpoczęło proces rozdawania darmowych etui zabezpieczających miejsce “uścisku śmierci”. Kurs akcji firmy na giełdzie wrócił do stanu sprzed kryzysu, a analitycy spierają się na ile wartość Apple’a jest niedoszacowana.

Steve Jobs ucieszył i uciszył więc wszystkich – tych, którzy już zdążyli kupić iPhone’y 4 (dostali bumpery lub zwrot pieniędzy), tych, którzy jeszcze nie kupili (niedługo i u was będą dostępne), rynek (bo przecież problemu nie ma) i nawet konkurencję udowodniając im, że ich produkty mają ten sam problem co iPhone 4.

I po Antennagate.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji