Internetowych sukcesów przypadki

11.08.2009
Internetowych sukcesów przypadki

Internetowych sukcesów przypadki

Internetowe wydanie ?Newsweeka? już opublikowało mój tekst ?Amatorzy e-ldorado?, który ukazał się w ostatnim drukowanym wydaniu tygodnika (na rynku od wczoraj). Ja ? zgodnie z wcześniejszą obietnicą ? zrobię to w niedzielę. Tymczasem zapraszam do przeczytania pełnej wersji artykułu, który finalnie ukazał się w znacznie skróconej wersji.

Wystarczy jeden dobry pomysł i trochę uporu i szczęścia, by prawnik, bankowiec, literat czy przeciętny informatyk nagle zaczął robić wielkie pieniądze w internecie. Ale sprawdza się tylko jeden pomysł na tysiąc.

W ostatni wtorek na licytacji w portalu Allegro pojawił się Kurnik.pl ? najpopularniejszy polski serwis internetowy z grami online. Branża nie mogła uwierzyć. Jak to, Marek Futrega, jedna z najbardziej niezależnych i enigmatycznych postaci w polskim internecie sprzedaje Kurnika? Tak po prostu? Przecież przez kilka ostatnich lat bili się o niego wszyscy możni polskiego internetu, a Futrega ciągle mówił: nie, nie sprzedam. – Kurnik generuje już spore dochody i to mi wystarcza? mówił jeszcze tydzień temu w rozmowie z ?Newsweekiem?. Dokładnie ile nie wiadomo, ale szacuje się, że przychody Kurnika przekraczają milion złoty rocznie. Nie wiadomo również, czy Futrega zmienił zdanie odnośnie sprzedaży serwisu, bo licytacja na Allegro została zdjęta tego samego dnia, kiedy oferty przekroczyły 10 milionów złotych i doszły do absurdalnych 999 milionów. W uzasadnieniu Futrega napisał: ?licytujący robili sobie jaja?.

Za ile Futrega mógłby faktycznie sprzedać Kurnik.pl? ? Wyceny takich spółek są funkcją modelu monetyzacji użytkownika (reklama internetowa, mikropłatności) i mogą sięgać nawet do 10 euro za użytkownika ? mówi Tomasz Czechowicz, partner zarządzający w MCI Management SA, spółki venture capital specjalizującej się w inwestycjach w perspektywiczne firmy, także te internetowe. Łatwo policzyć, że Kurnik mógłby być warty 12 milionów złotych.

8 lat temu, mając 21 lat, Marek Futrega – niczym nie wyróżniający się informatyk z Morąga – założył serwis z grami online Kurnik.pl. ? Zawsze lubiłem łamigłówki, a w Polsce nie było serwisu, który by mi się podobał ? tłumaczy Futrega. I dzisiaj, choć strona wygląda tak, jakby nie zmieniło się na niej nic od 8 lat, zamieszanie wokół niej nie słabnie. Nic dziwnego, to jeden z niewielu liczących się serwisów internetowych, który należy do osoby prywatnej.

Mimo ascetycznego wyglądu Kurnik.pl ma świetne statystyki. – Średni czas spędzany przez każdego z 300-tysięcy użytkowników serwisu to 14 godzin dziennie ? najwięcej spośród wszystkich polskich serwisów ? chwali się Futrega. Każdego miesiąca Kurnik generuje prawie 200 milionów odsłon. Do niedawna statystyki Kurnika wliczał sobie do swoich portal O2.pl, który sprzedawał tam reklamy, ale Futrega zdecydował się zerwać współpracę. Zasięg O2.pl zmniejszył się z dnia na dzień o 1 punkt procentowy.

Kurnik uzależnia, a jego właściciel wie jak to zręcznie pielęgnować. ? Interesuję się psychologią doświadczalną ? mówi Futrega. Ta wiedza z pewnością przydaje się przy budowaniu społeczności wokół Kurnika. Wiele osób potrafi zarywać noce, zawalać pracę i zaniedbywać rodzinę tylko po to, aby poćwiczyć umysł zmagając się z przeciwnikami z całej Polski. Wśród tysięcy graczy w szachy, warcaby, chińczyka, wszelkie możliwe gry karciane, domino, kości i wiele innych są szefowie spółek publicznych, politycy, mistrzowie sportu, jak i ci, którym nudzi się w pracy. Teraz fani Kurnika, którzy dowiedzieli się o prawdopodobnej sprzedaży serwisu protestują – przygotowali specjalną stronę internetową www.kurczakzbiera.pl oraz zamierzają przeprowadzić manifestację w Krakowie.

Marek Futrega ma już jednak w głowie nowy projekt – przymierza się do uruchomienia kolejnego serwisu. ? Takiego, którego brakuje mi w Polsce – prosto, konkretnie i za darmo ? mówi z przekąsem Futrega. Może właśnie do realizacji tego pomysłu potrzebna jest mu gotówka?
– Gdyby właściciel Kurnika pozyskał inwestycje od partnera strategicznego lub kompetentnego funduszu venture capital mógłby być graczem europejskiego formatu ? komentuje Tomasz Czechowicz.

Takich internetowych wynalazców jak właściciel Kurnika nie ma już na świecie wielu. W końcu sieć rozwija się już ponad 15 lat, a spektakularnych, globalnych sukcesów w ostatnich latach jakby mniej: na świecie Facebook i Twitter, w Polsce Nasza-Klasa i może Chomikuj.pl ? choć i tak widać, że nowych odkrywczych pomysłów otwierających nowe pola wykorzystania internetu jakby brakuje. Jednym z tych, którym się udało jest Michael Arrington – amerykański prawnik, który studia ukończył na prestiżowym uniwersytecie Stanfroda w 1995 roku. Bez problemu zdobył świetnie płatną pracę w jednej z najlepszych agencji prawnych w Dolinie Krzemowej. Nie popracował jednak długo w zawodzie prawnika, bo zafascynowała go perspektywa własnego biznesu internetowego. Odszedł z zawodu w 1999 roku. I potem przez pięć lat bezskutecznie próbował się przebić w internecie z kolejnymi pomysłami-niewypałami.

Aż w końcu w 2005 roku, z braku innych pomysłów, założył bloga TechCrunch, gdzie zaczął recenzować nowe projekty internetowe i komentować wydarzenia w największych technologicznych firmach świata. Pomysł nie nowy, bo przed nim istniało wiele blogów o podobnej tematyce. Mimo to, jego blog w ciągu dwóch lat stał się wyrocznią sukcesu internetowych nowicjuszy. Dzisiaj TechCrunch uznawany jest jeden z najbardziej wartościowych blogów świata i wyceniany na 25 milionów dolarów. Z reklam, sponsoringu i ofert pracy generuje ponad 5 milionów dolarów rocznie. Sukces TechCrunch nie wystarcza Arringtonowi. Właśnie ogłosił nowy projekt ? dotykowy tablet do przeglądania internetu – CrunchPad. Tablet, czyli komputer, którego jedyną fizyczną częścią będzie dotykowy ekran, to dziś mityczny gadżet i świat od lat spekuluje się, że to Apple pracuje nad tabletem. Jest szansa, że prezes Apple?a Steve Jobs wyprzedzony zostanie przez… blogera. Michael Arrington zdążył już wyjawić wszystkie szczegóły projektu. Brakuje tylko dokładnej daty premiery CrunchPada, ale wiadomo na pewno, że będzie to 2009 rok.

Przypadki Futregi i Arringtona to niewiele w porównaniu z tym, co w ciągu dwóch lat osiągnął dziewiętnastolatek Michael van Poppel. Do niedawna był zwykłym nastolatkiem buszującym bez większego celu w internecie. We wrześniu 2007 roku założył serwis internetowy agregujący informacje z różnych źródeł – Breaking News Online. Nic nowego, bo podobnych serwisów było i jest w sieci mnóstwo. Jednak w ciągu dwóch lat ten BNO zmienił oblicze współczesnego news-roomu. Sukces przyszedł szybko, bo kilka miesięcy po debiucie jakimś cudem udało się van Poppelowi zdobyć niepublikowane nagranie Osamy Bin Ladena, które sprzedał Reutersowi. Trzy dni później dał głośny wywiad dla CNN, w którym skompromitował poważne amerykańskie media udowadniając, że nie zauważyły krążącego przez kilka dni w sieci nagrania Bin Ladena. W mgnieniu oka Breaking News Online stał się jednym z najpopularniejszych serwisów newsowych w sieci.

Van Poppel nie przestaje zadziwiać – prawie zawsze jest najszybszy. To na Breaking News Online informacje pojawiają 15 minut wcześniej niż gdziekolwiek indziej, bo van Poppel i jego ludzie potrafią skutecznie selekcjonować krążące w sieci informacje i nie muszą zmagać się z korporacyjną machiną akceptacji newsów. Serwis już dziś zarabia kilka milionów dolarów rocznie na sprzedaży ekskluzywnych treści oraz na reklamach. Michael van Poppel w doskonały sposób wykorzystuje media nowego typu. Na Twitterze Breaking News Online ma 800 tysięcy obserwujących. To 4 razy więcej niż ABC News oraz 2 razy tyle co Newsweek. Van Poppel przygotowuje teraz aplikację na iPhone?a, która ma mu przynieść kolejne miliony dolarów. Smartfony to idealny kanał dystrybucji dla Breaking News Online. Tam van Poppel będzie mógł publikować swoje ekskluzywne newsy jeszcze szybciej i to wprost do kieszeni każdego użytkownika komórki. Pomysłem Van Poppela jest abonamentowy dostęp do BNO w telefonach. Za 99 centów miesięcznie użytkownicy iPhone?a będą najlepiej i najszybciej poinformowani na świecie.

Internet zmienia świat mediów. W grze na informacje we współczesnym świecie bycie pierwszym oznacza bycie najlepszym. Ale internet daje szansę amatorom nie tylko w branży medialnej. Można tam również zaistnieć jako artysta. Niżej Podpisany to pseudonim polskiego pisarza, który wymyślił sobie literaturę absurdu. Gdy w 2006 roku szukał wydawcy dla pierwszej książki ?Człowiek zwany biurkiem?, od kolejnych wydawców słyszał: nikt nie czyta absurdu. Założył więc własne wydawnictwo Indigo i wydał 6 książek, ale przez 3 lata udało mu się sprzedać jedynie 1500 egzemplarzy. Zbankrutował i przeniósł się do internetu. I tu – o dziwo – jego kariera nabrała tempa. Wybrał 25 opowiadań ?technologicznych?, zaprojektował okładkę, wymyślił tytuł ?Hasło niepoprawne? i wprowadził jako e-książkę do serwisu Feedbooks. Przygotował też anglojęzyczną wersję ?Password Incorrect? wydaną pod pseudonimem Nick Name. Nagle dostrzegły go polskie i zagraniczne media. O inicjatywie pisały zarówno ?Gazeta Wyborcza?, ?Onet? oraz ?Wirtualna Polska?, jak i największy na świecie serwis poświęcony e-książkom ?TeleRead? oraz bardzo opiniotwórczy ?Digital Fiction Show?.

Obie wersje książki pobrane zostały już z serwisu Feedbooks ponad 10 tysięcy razy. Wydanie e-książek, które dystrybuuje głównie na telefonach komórkowych i przenośnych czytnikach e-booków, to nie wszystko. Niżej Podpisany ma dwa profile na Twitterze: polski i angielski. Ten drugi (@namenick) ma już ponad 7 tysięcy obserwujących, co czyni go jednym z 10 najbardziej popularnych Polaków. Pisze powieść złożoną tylko z wpisów mikroblogowych, w serwisie ?YouTube? publikuje krótkie absurdalne fraszki, oraz jednosekundowe reklamówki książek, które biją rekordy popularności. ? Technologia mnie obezwładnia ? mówi Niżej Podpisamy – Jako absurdysta nie chcę wyłącznie stać z boku i pisać. Skoro i tak doświadczam absurdu, to dlaczego nie robić tego w sposób, który samym działaniem zwróci o wiele mocniej uwagę na absurd.

Przy okazji uszczknie troszkę dla siebie z absurdu, który promuje, bo oprócz rozgłosu zarabia na sprzedaży swoich książek w serwisie Smashwords.com dziesiątki tysięcy złotych, a wkrótce zadebiutuje w największym sklepie z e-książkami na świecie ? Amazon Kindle. Niżej Podpisany jest przekonany, że wkrótce literatura całkowicie przeniesie się do internetu. On będzie już tam od dawna.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement