Recenzja: mój nowy MacBook Air, część 2

17.07.2009
Recenzja: mój nowy MacBook Air, część 2

Recenzja: mój nowy MacBook Air, część 2

Stało się. Na początku lipca stałem się posiadaczem MacBook Air – “najcieńszego notebooka na świecie” – jak promował go swego czasu producent, firma Apple. Oto zapis moich wrażeń pod kątem używalności, a nie technicznych zawiłości. W pierwszej części pisałem o aspektach zewnętrznych MacBooka Air. W drugiej skupię się na wrażeniach z jego używania.

Początki

Mimo, iż mogłem przenieść ustawienia swojego białego MacBooka (przy okazji: żona dostała go w spadku…) na Aira, to zdecydowałem się stworzyć kompletnie nową kopię systemu. Moja decyzja wynikała z tego, że MBA miał być także komputerem służącym mi w pracy, a nie tylko do prywatnych celów, więc mnóstwo dziwnych rzeczy w moim białasie nie powinno się znaleźć w MBA…

Sama instalacja systemu oraz pakietu iLife09 przebiegła gładko i sprawnie, no ale wykonywałem ją za pomocą SuperDrive, a nie z napędu innego komputera. Po zainstalowaniu podstawowego systemu włączyłem uaktualnienia programów i… czekałem ponad 1h na pobranie i instalację ponad 1GB wszelkiego rodzaju uaktualnień (swoją drogą makowe udpate’y mogą zadziwiać – kilkaset mega to standard).

Na ile przydatny jest napęd optyczny w komputerze niech świadczy fakt, że po instalacji systemu Mac OS X, SuperDrive’a przez dwa tygodnie już nie użyłem ani razu.

Następnie przyszedł czas na VLC Player, Flip4Mac, Firefox, Skype, Evernote, Tweetie, Things, NetNewsWire, CocoaSpell, Growl, Last.fm wraz z wtyczką do Skype’a, Makturę, Microsoft Office for Mac 2008 wraz z polskim słownikiem oraz garść moich ulubionych widgetów (iStatPro, Organised, ProgramTV, pogoda, słowniki, notowania giełdowe i notowania kursów walut). Potem nastąpił import danych z mojego zewnętrznego dysku służącego do back-upu wszystkich danych.

Została mi jeszcze korporacyjna suita Lotus Notes, z którą musiałem poczekać na wizytę u informatyków. Dodam, że to jedyny program, z którym mam problemy na MacBooku Air. Nie wiedzieć czemu Lotus nie chce zapamiętać mojego ID, więc przy każdorazowym otworzeniu programu jestem zmuszony do konfigurowania go od nowa. Nie jest to przyjemna sprawa zważywszy na to, że mam ponad 4GB poczty na serwerze korporacyjnym plus mnóstwo wewnętrznych aplikacji, które za każdym razem (i tylko na 8 – 9 godzin codziennej pracy) jestem zmuszony do instalacji na obszarze roboczym Lotusa. Coś muszę z tym zrobić; nie wiem jedynie na razie co…


Ogólne wrażenia z pracy

Przed zakupem MacBooka Air naczytałem się w internecie opinii na temat jego skłonności do przegrzewania się, czasami nawet aż do momentu, w którym klawisze zaczynają parzyć… To była pierwsza rzecz, którą chciałem zweryfikować na moim nowym Maku, bo Apple ponoć zniwelowało tą niedogodność właśnie w modelach z końca 2008 roku. Włączyłem więc wszystko co się da, włącznie z filmikiem na YouTube i iTunesem i czekałem na wyrok. Uspokoiłem się dość szybko, bo mimo iż temperatura CPU szybko wzrosła 68 stopni, a dysku do ponad 40, to komputer i klawisze klawiatury jakkolwiek ciepławe, to kompletnie nie powodowały dyskomfortu pracy.

Dodam, że mimo aktualnych upałów przez dwa tygodnie mocnego eksploatowania w warunkach normalnej codziennej pracy MacBook Air nie nagrzał mi się ani razu do takiego stopnia, który powodowałby czkawkę urządzenia, a u mnie złość. Owszem raz jest cieplejszy raz zimniejszy, ale żadnego problemu z temperaturą pracy urządzenia nie odnotowałem.

Trzynastocalowy ekran MacBooka Air z pewnością nie należy do wybitnie komfortowych, szczególnie jeśli – jak to na Maku – pracuje się na mnóstwie otwartych oknach nawet tego samego programu. Jednak Apple oferuje niezwykle przydatną funkcje powiększania tekstu w przeglądarkach internetowych, co przynajmniej buszowanie w internecie czyni dość przyjemnym. Co więcej, gest na gładziku, którym przybliżymy tekst (zazwyczaj zmniejszając boczne marginesy) na danej stronie internetowej będzie zapamiętany w pamięci komputera, więc odwiedzając ją ponownie, będziemy mieli zbliżenie takie, jakie było zastosowane poprzednio.

Procesor 1,6GHz w akcji

Dla wielu największą wadą MacBooka są procesory o słabej mocy. Niektórzy sugerują wręcz, że jeśli wybór pada na Aira, to tylko tego z procesorem o taktowaniu 1,8GHz. Przez dwa tygodnie normalnej pracy na moim MacBooku Air nie napotkałem na żadne (powtarzam ŻADNE) zawieszenia systemu, denerwujące “piłeczki plażowe” czy też spowolnienia działania programów. Zazwyczaj pracuję z następującymi otwartymi programami: Poczta, Lotus, Firefox, NetNewsWire, iCal, Things, Podgląd, iTunes z LastFm, TextEdit, Tweetie, Evernote, Skype, Word, Excel oraz PowerPoint. Bardzo często przeskakuję z okna np. Excela do PowerPointa i podglądu, prawie zawsze cicho gra muzyka w iTunes, a Twitter i Blip (via Firefox) ładują jeden tweeto-blip za drugim. Przy takim obciążeniu procesor spokojnie daje radę bez żadnych kompromisów, a według iStatPro dwugigowa pamięć RAM jest w 75% użyciu.


Jedynym minusem dość wolnego procesora w MacBooku Air wydaje się być długi czas oczekiwania na pełną kontrolę nad systemem po jego załadowaniu. Od pojawienia się ikonek oraz pulpitu musi minąć dobra minuta, aby pierwsze programy mogły być otwierane. Ma to zapewne związek z wszelkimi możliwymi synchronizacjami, które mój MacBook wykonuje (MobileMe i inne).

Warto także włączać programy stopniowo a nie hurtem, bo natychmiastowe polecenia otwarcia sześciu czy siedmiu aplikacji znacznie wydłuża czas inicjacji każdej z nich. Najdłużej otwiera się Firefox, ale jest to ponoć także związane z bugiem, który występuje w wersji 3.5 i ma być naprawiony w kolejnej aktualizacji.

Zaskoczony jestem jednak niezwykle tym, że MacBook Air wyłącza się błyskawicznie. Nic tak bowiem nie denerwowało mnie w moim ostatnim HP na Windows XP jak wielominutowe oczekiwanie na zamknięcie się systemu, wtedy, kiedy jestem już w blokach startowych do wyjścia…

Praca z gładzikiem

Sugerowałem to już w poprzedniej części recenzji – praca z gładzikiem w MacBook Air to czysta rozkosz. Gesty, które oferuje gładzik w najnowszych makach to fenomenalna sprawa, która wchodzi w krew dosłownie po pierwszym użyciu. Odkąd pierwszy raz spróbowałem gestów multi-touch na iPhone zrozumiałem, że to jest przyszłość komunikacji z komputerem. Dlatego tak kibicuję dotykowym tabletom, a w szczególności temu od Apple.

Przechodzenie między otwartymi tabami w przeglądarce internetowej (także w Firefox – jak to włączyć można dowiedzieć się tutaj), nawigacja pomiędzy historią otwieranych stron, szybkie przejście na dół/górę otwartej strony, przybliżenie i obrót zdjęć, wybranie innego aktywnego programu, włączenie expose, dostęp do biurka – to tylko niewielka część rzeczy jaką możemy zrobić bez odrywania rąk od gładzika.

Jak to istotne można się przekonać zabierając ze sobą MacBooka Air w podróż np. pociągiem. Miałem sposobność testowania Aira i gładzika podczas mojego ostatniego wyjazdu służbowego do Warszawy. Przy ograniczonej przestrzeni w drugiej klasie pociągu ekspresowego z Sosnowca do Warszawy efektywne zarządzanie gładzikiem jest po prostu zbawienne.

No, ale żeby nie było za słodko, podczas podróży pociągiem do Warszawy zdałem sobie sprawę z jednej niedogodności Aira – zawiasy są zamontowane w taki sposób, że nie da się odpowiednio szeroko odchylić ekranu. W przedziałach lotniczych (więc przypuszczam, że w samolotach też) Air nie pozwolił mi na odpowiednie dostosowanie do dostępnej przestrzeni i musiałem się nieźle nagimnastykować, co z kolei spowodowało ból pleców…

Niektórzy krytykują małe gabaryty przycisku przy gładziku bądź też narzekają na jego istnienie, gdyż Apple stosuje ostatnio bezprzyciskowe gładziki w MacBookach Pro. Nie mogę ustosunkować się do tego drugiego bo nie pracowałem na bezprzyciskowym gładziku dłużej niż przez kilka minut, ale mały przycisk nie stanowi dla mnie żadnego problemu. Nie zdarzyło mi się jeszcze, abym w niego nie trafił. Cieszę się natomiast, że dzięki zmniejszeniu gabarytu przycisku zwiększyło się pole na gesty. Dla kogoś kto jednak miałby problem ze zbyt wąskim przyciskiem przy gładziku Apple udostępniło możliwość włączenia stuknięć w gładzik, które zastępują przycisk.

Połączenie gładzika z expose w MacBooku Air to moje małe mistrzostwo świata dla Apple. Jednym ruchem w dół czterech palców na gładziku mamy dostęp do przeglądu wszystkich aktywnych pól. To z pewnością jedna z najczęściej wykorzystywanych przeze mnie opcji, które optymalizują czas pracy.

Praca z klawiaturą

Fenomenalnie wykonaną i podświetlaną klawiaturą zachwycałem się już w pierwszej części recenzji MacBooka Air. Po dwóch tygodniach pracy mogę dodać, że moja szybkość pisania zwiększyła się drastycznie. Głównie ze względu na to, że popełniam dużo mniej literówek, co jest z pewnością wynikiem bardzo dobrze absorbujących uderzenia klawiszy oraz sporą ilością miejsca pomiędzy poszczególnymi przyciskami.

Nawigacja na klawiaturze Maka to jej wielka przewaga nad konkurencją pecetową. Szczególnie przydatna jest możliwość zwiększenia lub zmniejszenia natężenia podświetlenia klawiatury (przyciski F5 oraz F6), jak również dostęp do widgetów (F4).


Bateria

Przypominam, że mój model MacBooka Air to nie jest jego najnowsza odsłona, którą Apple zapowiedziało podczas ostatniego keynote na konferencji WWDC. W modelu, który mam Apple sugeruje pięciogodzinny czas pracy. W ciągu dwóch tygodni pracy kompletnie rozładowałem baterię Aira dwukrotnie pracując na nim w mój standardowy, aczkolwiek aktywny i dynamiczny sposób. Raz zajęło mi to 3 h i 24 minuty, a drugi raz 3h i 8 minut, czyli grubo poniżej tego, co proponuje producent, ale też nie na tyle mało, żeby czuć kolosalny zawód. Generalnie cieszę się wtedy, kiedy mogę odbyć nieco ponad trzygodzinną podróż z Katowic, bądź też Krakowa pociągiem do Warszawy na jednym cyklu baterii. Niestety, gdy zapomnimy kabla sieciowego wziąć do pracy, MacBook Air wystarczy nam jedynie na około 40% dnia roboczego. Ciekawi mnie na ile wydłuża pracę nowa bateria w Air 2009, gdzie Apple mówi o siedmiogodzinnym cyklu jej żywotności.

Problemy

Wszystkie ewentualne problemy z użytkowaniem MacBooka na poziomie, który jest bliski mojemu modelowi pracy opisałem powyżej, ale powtórzę je i tutaj:

– wolny procesor 1,6GHz powoduje długi czas oczekiwania na pełną kontrolę nad systemem;
– zawiasy przy ekranie nie są zbyt łaskawe dla szerokokątnego rozwarcia pomiędzy ekranem a klawiaturą, co może być uciążliwe przy pracy np. w pociągu;
– bateria na pewno nie wytrzymuje deklarowanych przez Apple 5 godzin pracy.

Czy warto?

Jeśli przebrnęliście przez pierwszą część recenzji MacBooka Air i zaakceptowaliście ograniczenia wynikające z jego konstrukcji, to z czystym sumieniem mogę Wam polecić na nim pracę. W stopniu wykorzystania podobnym do mojego MacBook Air będzie się sprawował doskonale, bez kompromisów związanych z ewentualnymi brakami procesora czy pamięci RAM.

Jeśli jesteście użytkownikami PC i Windows, i zastanawiacie się nad przesiadką na Mac OS X i wyborem odpowiedniego Maka, to dla Was szykuję ostatnią część mojej recenzji MacBooka Air, w którym skupię się na pełnej migracji z Windows.

Dołącz do dyskusji

Advertisement