Spider's Web

Wpisy z działu: symbian

Na co mi 7-milimetrowy smartfon, skoro mogę go używać tylko kilka godzin

SAMSUNG

Czytam na kolejnym serwisie plotkę o tym, że Samsung Galaxy SIII miałby mieć 7 milimetrów grubości. Po Motoroli RAZR, po coraz bardziej cienkich, większych, mocniejszych smartfonach, Samsung znów chce wyróżnić się smukłością. Zresztą nie tylko Samsung – większość producentów nowoczesnych smartfonów chwali się, że ich telefon jest najcieńszy. Niektórzy są w stanie nawet stoczyć o to bój przed sądem. To jest przykre. Dlaczego? Bo nie tylko ja pewnie wolałabym, żeby producenci wojowali nie na milimetry, a na dni. Na dni, przez które ich superhipermegawypasiony smartfon potrafi działać bez ładowania. Na co mi cieniutki niczym szesnastokartkowy zeszyt pierwszoklasisty smartfon, skoro cały czas muszę szukać sposobu na doładowywanie go?

Dziwnym sposobem smartfon stał się dobry, jeśli potrafi wytrzymać na jednym ładowaniu od rana do wieczora, czyli typowy dzień roboczy i to przy dosyć zachowawczym korzystaniu. To o tyle dziwne, że odbywa się mniej więcej tak: kupuję supersmartfona za 2000 złotych. Posiada on szybki modem internetowy, zaawansowaną przeglądarkę internetową, obsługę mnóstwa świetnych aplikacji, gier, muzyki, filmów, dobry aparat z kamerą HD i diodami doświetlającymi, ładnymi i rozbudowanymi grami, czasem nawet z NFC… A gdy wychodzę z domu rano nie mogę korzystać z tych dobrodziejstw na przykład w pociągu czy autobusie, jeśli chcę, by bez ładowania wytrzymał do wieczora. Nie mogę pograć sobie przez godzinę, bo wtedy naładowanie baterii spadnie tak, jak w kilka godzin “zwykłego” korzystania. Nie mogę poprzeglądać internetu na pełnym podświetleniu mojego SuperAMOLEDa czy Retiny, bo to ciągnie energię jak szalone. A słuchanie przy tym muzyki i pełna synchronizacja…

Nokia odchodzi od Symbiana

Najważniejszy niegdyś system mobilny fińskiego producenta telefonów komórkowych mocno traci na popularności, firma zmuszona jest do zmian swoich planów.

W zeszłym roku Nokia wydała dwa ważne oświadczenia dotyczące Symbiana. Na początku roku poinformowano, że powstanie jeszcze 150 milionów sztuk urządzeń z tym systemem, a w maju, że Symbian rozwijany i wspierany będzie do 2016 roku.

Zanim pojawił się iPhone, telefony były lepsze i ciekawsze – Motorola A925

Motorola-A925_pic_107

Zachwycamy się dziś nowymi smartfonami i zastanawiamy się jaka będzie ich przyszłość: czy ekrany będą jeszcze większe niż teraz, czy sterowanie dotykiem zostanie zastąpione głosem i gestami, w końcu czy czeka nas wkrótce kolejna rewolucja na miarę iPhone’a. Rzadko spoglądamy w przeszłość i historię telefonów. To błąd, bo kryje ona w sobie wiele odpowiedzi na pytania dokąd zmierza rozwój inteligentnych komórek. Dlatego pogrążony w nostalgii, zapragnąłem przypomnieć wcześniej posiadane przeze mnie telefony. Jeden z nich już 7 lat temu blisko przypominał to, co dziś nazywamy smartfonem. Jeden z nich – produkt Motoroli, dziś czekającej na akceptację przejęcia przez Google’a, nie był hitem, jednak jest idealnym przykładem na to, jak czasami produkty pojawiają się na rynku w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.

Motorola A925 światu została zaprezentowana w roku 2004 i dostępna była jedynie na wyłączność w sieci 3 (dostępnej m.in. w Wielkiej Brytanii), dlatego w Polsce królowała jedynie na Allegro. Co ważne, działała pod kontrolą Symbiana, którego dziś kojarzymy tylko z fińską Nokią. Tymczasem Symbian 7.0 z interfejsem UIQ  dostarczany był do telefonów różnych marek: Sony Ericsson, Motorolli, BenQ,Arima, czy Noki 6708.

Zwykłe telefony wciąż ważne dla Nokii

smarter

Trudno nie dostrzec o czym od dłuższego czasu mówi (i pisze) cały świat zainteresowany telefonami komórkowymi i na czym skupiają się producenci – smartfony, smartfony i jeszcze raz smartfony. Coraz szybsze procesory z coraz większą ilością rdzeni, większe ekrany z rozdzielczością, która w wielu przypadkach dawno przekroczyła już rozdzielczość naszych niedawnych komputerów czy gigantyczne zasoby pamięci RAM, ukryte w urządzeniach, które mieszczą się w naszej kieszeni. Być może właśnie to rozpala wyobraźnię klientów oraz w dużej mierze napełnia konta firm zajmujących się produkcją telefonów, ale nie można zapomnieć o jednym – rynek nieco już dziś pogardzanych „zwykłych” telefonów komórkowych jest w dalszym ciągu gigantyczny, a smartfony – cóż, w najbardziej rozwiniętych krajach ich udział wynosi maksymalnie około 50% (co i tak jest wynikiem wyjątkowym i rewelacyjnym), a w większości przypadków nie przekracza 20-30%.

Owszem, być może kiedyś doczekamy się dnia, kiedy przychodząc do operatora lub sklepu z elektroniką, nie będziemy mieć już w ogóle wyboru pomiędzy telefonem „smart” a „nie-smart” i wybierać będziemy wyłącznie pomiędzy smartfonami z wyżej lub niższej półki cenowej. Na razie jednak nic nie zapowiada, aby stało się to faktycznie w najbliższej przyszłości, o czym nie zapomina część producentów, w tym m.in. Nokia, która swoim najnowszym przejęciem stara się zapewnić swoim produktom skierowanym do mniej wymagających użytkowników, jak największą popularność i najwyższą pozycję na rynku.

Jak długo żyje smartfon? Zdecydowanie zbyt krótko

broken

Decydując się na zakup nowego telefonu najczęściej wybieramy opcję pozornie najbardziej opłacalną – zakup urządzenia u operatora, z wyraźnym rabatem, którego wysokość zależna jest od długości i wysokości naszego abonamentu. W ten sposób możemy zmniejszyć cenę naszego wymarzonego urządzenia z np. 2000zł do 199zł czy nawet 1zł, wierząc przy tym, że urządzenie posłuży nam przez (w większości przypadków) dwa kolejne lata. Jak długo jednak faktycznie jesteśmy w stanie wytrzymać ze smartfonem, zanim nie uznamy, że jest on już przestarzały?

Najnowsze badania wskazują na to, że średni wiek wymiany telefonu gwałtownie spada. Podczas gdy „normalne” telefony wymieniamy średnio co 2-2,5 roku, a średnia dla obydwu kategorii wynosi 17 miesięcy, rynkowe wyniki wskazują na to, że duża część klientów decyduje się na zmianę swojego wysłużonego „inteligentnego telefonu” po zaledwie 11 miesiącach. Wygląda więc na to, że postęp technologiczny jest w niektórych wypadkach na tyle intensywny, że podpisując standardową umowę nie jesteśmy w stanie przetrwać standardowego okresu umowy z jednym urządzeniem, aby nie naraził się on na opinie o byciu przestarzałym.

Jest już milion aplikacji mobilnych na świecie, czyli absurd mobilności

apps_v14

App Store wykreował niezwykłą modę na aplikacje mobilne. Ba, otworzył nawet coś, co wielu nazywa ‘ekonomią aplikacji mobilnych’ na wzór wcześniejszej ‘ekonomii dot com’. To skutkuje tym, że nagle w mgnieniu oka otworzył się gigantyczny rynek nowej pracy dla programistów technologii mobilnych, dla nowych start-upów marzących o niesamowitych szybkich karierach. Przez moment wydawało się nawet, że rzeczywiście jesteśmy u progu wielkiej przemiany rynku technologicznego, szczególnie że Apple rozpoczął wyścig na liczbę dostępnych w mobilnych sklepach aplikacji, czym nieco wypaczył rewolucję mobilną.

Mobilewalla, firma zajmująca się analityką rynku mobilnego, poinformowała niedawno, że łącznie na najpopularniejszych platformach mobilnych (iOS, Android, BlackBerry oraz Windows Phone 7) jest już 991,5 tys. aplikacji dostępnych w oficjalnych sklepach. To oznacza, że z całą pewnością tych aplikacji jest już ponad milion, bo część już napisanych aplikacji czeka na akceptację zarządców sklepów mobilnych. Lista nie uwzględnia również platform: Symbian oraz Windows Mobile, a wiadomo, że ta pierwsza ciągle jest aktywna i powstają na nią nowe aplikacje. Bariera miliona aplikacji mobilnych na pewno więc została już osiągnięta.

Dlaczego Microsoft zignorował miliony potencjalnych klientów Windows Phone?

Wszyscy doskonale wiedzą jaka jest obecna sytuacja mobilnej wersji systemu przygotowanego przez Microsoft. W dobie dominacji iOS i Androida oraz (mimo wszystko) wciąż silnych Symbiana i BlackBerry OS, nowemu Windowsowi ciężko jest trafić do liczącej się grupy klientów, w rankingach popularności wciąż realnie rywalizującemu raczej z bada OS niż innymi wielkimi firmami. Gigant z Redmond musi więc zrobić wszystko, aby w jakikolwiek sposób zainteresować użytkowników smartfonów, zarówno tych obecnych jak i przyszłych, swoją wersją OS. Pomysłów na to było już mnóstwo – od intensywnej promocji medialnej, po rozdawanie urządzeń z tym systemem programistom, studentom czy nawet… niezadowolonym użytkownikom konkurencji. Wczoraj jednak MS zrobił coś, czego nie podjął się do tej pory żaden inny producent – umożliwił (teoretycznie) wszystkim przetestowanie swojego rozwiązania bez konieczności instalacji czy pobierania czegokolwiek – bezpośrednio z telefonu.

Wystarczy z poziomu naszego obecnego smartfona wejść na adres http://aka.ms/wpdemo, aby w przeglądarce naszego urządzenia zapoznać się z podstawowymi funkcjami Windows Phone. Proste i jednocześnie genialne w swojej prostocie – żadnego instalowania symulatorów, emulatorów, oglądania nudnych recenzji, gdzie nie mamy wpływu na to co zrobi recenzent, czy – w skrajnych przypadkach – biegania od sklepu do sklepu w poszukiwaniu placówki, która ma obecnie działający model Windows Phone, którym można się pobawić dowoli. Oczywiście cały „internetowy Windows Phone” jest dość mocno ograniczony i jego głównym zadaniem jest zapoznanie nas z ogólnym interfejsem i podstawowymi operacjami (dostępna jest chociażby przykładowa lista kontaktów czy kalendarz), ale mimo wszystko jest to pomysł niezwykle interesujący i mogący trafić do klienta. Problem jedynie w tym, że grupa docelowa nie została wybrana chyba ze szczególnym namysłem.

Lenovo wie, gdzie szukać rynku na smartfony – w Chinach

Jaki jest największy rynek zbytu na smartfony na świecie? Do niedawna były to Stany Zjednoczone, jednak w momencie, kiedy do posiadania smartfona przyznaje się tam już niemal połowa wszystkich użytkowników telefonów komórkowych, łatwy do przewidzenia był przynajmniej delikatny spadek popytu na tego typu urządzenia. Skorzystać na tym postanowiły Chiny, które w tym kwartale, z wynikiem 23,9 miliona „przyjętych” smartfonów, po raz pierwszy objęło prowadzenie w tej klasyfikacji. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę jeden z największych do tej pory producentów komputerów osobistych – „lokalne” Lenovo, które właśnie tam planuje rozpocząć walkę o popularność swojej nowej (lub po prostu „rozbudowanej”) linii produktów – LePad i LePhone.

Nie są to pierwsze próby wejścia Lenovo w ten segment rynku, choć trzeba przyznać, że wcześniejsze próby nie były ani aż tak odważne ani nie posiadały aż tak konkretnej „grupy docelowej” (choć w tym przypadku zdefiniowanej regionalnie). Pierwszym smartfonem którego zadaniem było wysondowanie rynku, był debiutujący jeszcze w kwietniu zeszłego LePhone, pracujący pod kontrolą Androida w wersji 2.0 i wyposażony w ekran AMOLED o wysokiej rozdzielczości, procesor o taktowaniu 1GHz oraz moduł radiowy umożliwiający poprawne funkcjonowanie w sieciach chińskich operatorów. Wbrew początkowym domysłom, urządzenia nie zdecydowano się oferować poza granicami państwa, w związku z czym niezwykle ciekawy produkt (z oryginalnie doczepianą „laptopową” klawiaturą) nie miał najmniejszych szans na odniesienie spektakularnego sukcesu, przynajmniej takiego, o którym moglibyśmy usłyszeć (w raportach Lenovo również było raczej cicho na jego temat).

Nic nie trwa wiecznie – Android i iOS też w końcu znikną

Przygotowany przez Google Android i dzieło Apple – iOS – to właśnie o tych mobilnych systemach operacyjnych mówi się teraz najczęściej i to właśnie je określa się mianem „systemów wiodących”. Mniej mówi się o dwóch wciąż niezwykle istotnych – Symbianie i BlackBerry OS, a poza nimi nie ma już prawie nic. Windows Phone, którego udziały „z litości” łączone są w większości analiz z mimo wszystko wciąż obecnym na rynku Windowsem Mobile oraz stworzony przez Samsunga badaOS w dalszym ciągu nie są w stanie stworzyć jakiegokolwiek realnego zagrożenia dla pozostałych molochów. Biorąc pod uwagę dynamikę rozwoju Androida i systematyczną popularyzację iOS, można łatwo założyć, że jeszcze przez wiele, wiele lat (a może nawet na zawsze) to właśnie Google będzie niekwestionowanym liderem na rynku oprogramowania mobilnego, a Apple będzie zajmował bezpieczne drugie miejsce. Tak jednak mówiono już wielokrotnie w przypadku innych producentów i jak się okazało, żadna z tych prognoz nie była trafna. Dlaczego? Bo żaden system nie był, nie jest i nie będzie wieczny, a jeszcze nikt w historii nie potrafił przejść na „coś nowego” bez popadnięcia w gigantyczny kryzys.

Początki smartfonów (wtedy jeszcze nawet nie zawsze określanych w ten sposób) są na tyle odległe, że praktycznie nie sposób jest dokładnie oszacować dokładne udziały poszczególnych systemów operacyjnych przed rokiem 2003. Pomimo tego, urządzenia określane jako „mobilne komputery z funkcją telefonu” dostępne były o wiele wcześniej. 1996 (15 lat temu!) był bez wątpienia rokiem Nokii 9000, a niedługo później na rynek trafiły pierwsze urządzenia z Windowsem CE (np. HP 300LX, pozbawione jeszcze możliwości wykonywania połączeń telefonicznych), które lata później wyewoluowały w Windows Mobile.

Telefon biznesowy, czyli… właściwie jaki?

Ekran dotykowy (oczywiście oporowy) obsługiwany rysikiem albo pełna klawiatura QWERTY. Skomplikowane, mało intuicyjne menu, ale za to kryjące niemal nieograniczone możliwości. Najnowsze zdobycze technologii zamknięte w niewielkiej obudowie, prestiżowy wygląd i w końcu „prestiżowa” cena. Taki właśnie obraz „telefonu biznesowego” funkcjonował do niedawna w masowej świadomości, kiedy to podział pomiędzy „telefonami dla ludu” a „telefonami dla kadry kierowniczej” był oczywisty, wyraźny i niósł ze sobą jakąkolwiek informację na temat urządzenia. Czasy jednak zmieniły się na tyle, że zdecydowanie warto zastanowić się co najmniej kilka razy, zanim użyjemy tego sformułowania w odniesieniu do jakiegokolwiek telefonu, smartfonu czy nawet tabletu.

Oczywiście, mogą istnieć pewne przesłanki, nakazujące nam określić telefon jako „biznesowy”. Jeśli jednak przyjrzymy się im bliżej, ostatecznie praktycznie każdy z oferowanych obecnie na rynku smartfonów doskonale nadaje się do wykonywania powierzonych mu zdań, niezależnie od wielkości firmy, w której ma zostać zastosowany.

Czy Samsung wyprzedził Nokię? I tak i nie

W tym roku mobilny dział Samsunga świętuje praktycznie same sukcesy – najpierw wyprzedził Nokię pod względem ilości sprzedanych smartfonów, a niedawno opublikowane dane sugerują, że przynajmniej pod względem liczby dostarczonych na rynek „inteligentnych telefonów” wyprzedził także Apple. Niezależnie więc od tego, czy faktycznie sprzedał ich o milion więcej czy o milion mniej od producenta iPhone, wiedzie mu się świetnie i w teorii zdobył już wszystko co było do zdobycia. Z wyjątkiem jednego – korony rynku wszystkich telefonów komórkowych na świecie, którą od wielu lat z dumą nosi Nokia i wygląda na to, że w cale nie zamierza jej oddać bez walki.

Raport IDC z zeszłego kwartału jasno wskazywał na to, że zamiana miejsc na szczycie tej kategorii jest bardzo prawdopodobna. Nokia dostarczyła w tym czasie o ponad 20 milionów urządzeń mniej niż w analogicznym kwartale poprzedniego roku, podczas gdy Samsung, zajmujący już wtedy drugą pozycję zanotował wzrost o prawie 10%, poprawiając zeszłoroczny wynik o 7 milionów dostarczonych telefonów. W tym tempie i przy zachowaniu tej tendencji, może jeszcze nie w trzecim kwartale, ale również w niezbyt odległej przyszłości, Samsung mógłby zająć miejsce na samym szczycie listy.

Spóźniona Nokia wraca do gry. W Polsce w styczniu 2012 r.

W lutym 2011 r. nowy CEO Nokii, Stephen Elop, zapowiedział przejście firmy na nową mobilną platformę Microsoftu – Windows Phone. 25 października 2011 r. ogłosił z kolei dwa pierwsze urządzenia Nokii z Windows Phone – Lumia 800 oraz Lumia 710, które na sześć pierwszych rynków trafią w listopadzie, a na kolejnych pięć do końca roku. Na rynek amerykański Nokie z Windows Phone mają trafić w pierwszej połowie 2012 r. W Polsce – jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć – nowy flagship Nokii, Lumia 800 zadebiutuje pod koniec stycznia 2012 r. w cenie nie przekraczającej 2,2 tys. zł.

Elop nazwał dzisiejsze nowości Nokii „pierwszymi prawdziwymi smartfonami z Windows Phone”, z czym patrząc na to, co ze sobą niosą, można się nawet zgodzić, tyle że konkurencyjny świat nie będzie czekał. Rynek mobilny jest dziś trudny jak chyba nigdy wcześniej, a Nokia – mimo iż wciąż sprzedaje najwięcej telefonów na świecie – nie jest już jego liderem. I trudno oczekiwać, żeby szybko się ten stan zmienił patrząc na to, że wdrożenie nowej strategii fińskiej firmy potrwa jeszcze przynajmniej do pierwszego kwartału kolejnego roku. To brzmi jak wieczność i można z dużą dozą pewności założyć, że w marcu 2012 r. rynek będzie bardziej żył nowymi urządzeniami i oprogramowaniem konkurencji niż debiutem pierwszej Nokii z Windows Phone na kolejnych rynkach. Pewnie dlatego przy okazji zapowiedzi Nokii Lumia z WP7, Nokia ogłosiła też trzy nowe budżetowe smartfony, którymi zechce powalczyć głównie na wschodzących rynkach do czasu pełnego wdrożenia nowej platformy.

Ostatni kwartał Nokii przed Windows Phone głęboko na minusie

Ciężko było oczekiwać, aby ogłoszone dziś wyniki finansowe Nokii za trzeci kwartał tego roku były inne. Przedłużające się przejście z Symbiana na Windows Phone oraz wielka porażka poniesiona z MeeGo sprawiły, że firma przyniosła ogromne straty (choć mniejsze niż w poprzednim kwartale) w wysokości pond 70 mln euro, sprzedając przy tym prawie 5 mln urządzeń mniej niż udało jej się sprzedać w analogicznym kwartale zeszłego roku. Jedynym segmentem, na który można patrzeć z jakimkolwiek optymizmem jest dział klasycznych telefonów komórkowch, które nieco poprawiły ogólny wynik i spodobały się inwestorom na tyle, że jeszcze przed otwarciem giełdy akcje Nokii „urosły” od 8% do 10%.

W skali rocznej fiński producent traci jednak udziały na praktycznie wszystkich wiodących rynkach i nie są to spadki, które można by przemilczeć. Europa, uchodząca do niedawna za główny rynek zbytu dla telefonów z logo Nokii, tym razem zapomniała o swojej wierności, czego dowodem była sprzedaż mniejsza o prawie 10 mln (-29%). O urządzeniach tego producenta praktycznie zapomnieli też mieszkańcy USA (sprzedaż poniżej 1mln w tym kwartale), a w Chinach zainteresowanie wyraźnie spadło (-21%). Rok do roku Finowie tracą więc grunt pod nogami i to grunt, na którym jeszcze kilka lat temu czuli się niesamowicie pewnie.

Telefon jest tak „smart” jak jego użytkownik

Walki o to, który system operacyjny jest lepszy i która firma produkuje lepsze smartfony trwała, trwa i prawdopodobnie trwać będzie do końca istnienia tego typu urządzeń (a pewnie nawet i dzień dłużej). Dziennikarze i blogerzy będą publicznie prezentować swoje opinie w formie krótkich notek czy dłuższych artykułów, pod którymi lawinowo pojawiać zaczną się niemal od momentu publikacji komentarze wszystkich stron „konfliktu”. Każdy będzie starał przekonać się pozostałych, że to właśnie on ma rację i jego system ma (lub wręcz od dawna) miał wszystko co mają pozostałe systemu, które są tylko nędzną imitacją. Posiadacze „zwykłych” komórek jak zwykle pozostaną w cieniu, jako Ci, którzy na technologii w ogóle się nie znają, w związku z czym nie powinno udzielać się im prawa głosu. Zapominamy tylko często o jednym – możliwości naszego urządzenia mobilnego nie są w całości definiowane przez producenta, ale w znakomitym stopniu przez nas.

Nie da się zaprzeczyć temu, że smartfonów sprzedaje się coraz więcej. Do tego widać je na najlepszych miejscach na każdym stoisku operatora, w ulotkach reklamowych, na stronach internetowych i w telewizji. O nich się mówi i właśnie takie urządzenie powinno się wybrać zamiast „zwykłego” telefonu. Mamy smartfona – też jesteśmy „smart”. Fakty „z drugiej strony” mówią jednak co innego – znakomita większość przychodów (80% i więcej) operatorów w dalszym ciągu pochodzi z połączeń głosowych, pomimo utrzymywania teorii, że we współczesnych telefonach jest to jedynie „jedna z aplikacji” i korzystamy z nich w ten sposób coraz rzadziej. Nawet to, co wydawałoby się oczywistością – proporcjonalny wzrost przychodów z transferu danych wraz z lawinowym wzrostem ilości smartfonów na rynku, nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. Dlaczego więc to, co w rzeczywistości wyróżnia smartfona, czyli stałe połączenie z internetem stanowi niewielką część tego całości? Odpowiedź jest dość prosta: nie ma sensu kupować już zwykłych telefonów, niezależnie od tego, do czego planujemy go wykorzystać.

Przełącz do wersji mobilnej