Spider's Web

Wpisy z działu: prasa

Rewolucja prasowa? Nie w wykonaniu Murdocha i The Daily

The-Daily-iPad

The Daily, pierwsza “gazeta na iPada”, pojawiło się rok temu ze sporym hukiem. Projekt Ruperta Murdocha tak, jak mocno ruszył, tak szybko przestał być gorący. Oficjalne dane od samego The Daily mówią, że gazeta ma 100 tysięcy płacących subskrybentów, z czego połowa wykupiła roczny abonament za 39,99 dolara, a reszta płaci za tygodniowy dostęp 99 centów. The Daily jednak niedawno wyszło z ekosystemu Apple’a i pojawiło się na tablety Samsung Galaxy Tab 10.1, a niedługo ma też wkroczyć na smartfony, zarówno iPhone’y i te z Androidem. Te 100 tysięcy płacących osób to sukces? Nie bardzo. Rewolucji w prasie na razie nie widać.

Ile dotychczas zarobilo The Daliy z opłat za dostęp? Przyjmując korzystne dla gazety, ale nie do końca prawdziwe założenia, że te 100 tysięcy subskrybentów płaciło za The Daily przez cały rok i że tygodniowe subskrypcje są stałe (czyli kupujący z tygodnia na tydzień płacą te 99 centów nie anulując zamówień) łatwo policzyć, że łączne przychody to dwa miliony czterdzieści dziewięć tysięcy dolarów. Po odliczeniu trzydziestoprocentowej marży Apple dla The Daily pozostaje milion czterysta trzydzieści cztery tysiące trzysta dolarów. Dużo?

Padnie 100 włoskich gazet? No i co z tego?

_54020907_54020906

Grecy, Hiszpanie, Włosi – ci członkowie Unii Europejskiej o prawdziwie południowej naturze (kto kiedyś zasmakował współpracy z przedstawicielami tych nacji, to dobrze wie o co chodzi…) mają najwięcej ekonomicznych problemów związanych z najnowszą falą światowego kryzysu gospodarczego. Odciska on swoje piętno na bez wątpienia wszystkich aspektach życia, także tego medialnego. Włosi, którzy od lat szczycą się bardzo silnymi mediami drukowanymi, najprawdopodobniej stracą blisko 100 gazet i czasopism. To dlatego, że rząd włoski zdecydował się na wycofanie subsydiów dla większości z nich.

To decyzja byłego kontrowersyjnego premiera Włoch, Silvio Berlusconiego, który notabene sam jest wielkim magnatem medialnym kontrolującym największe media telewizyjne w swoim kraju (ale nie posiadającym udziałów w wydawnictwach prasowych), która podtrzymana została przez jego następcę, Mario Montiego. Chodzi o zmniejszenie finansowego wsparcia dla gazet ze 170 mln euro rocznie do zaledwie 53 mln. Dla większości gazet, które do tej pory otrzymywały subsydia oznacza to zagładę. Szykują się więc do strajku, jak chociażby przedstawiciele lewicowego dziennika „Liberazione”, w proteście przeciwko cięciom.

Gwyneth Paltrow wie, że papierowe magazyny to już przeszłość

goop

Gwyenth Paltrow wypuściła własną aplikację na iPada i iPhone’a. Goop, bo tak nazywa się aplikacja, jest rozszerzeniem jej własnej lifestyle’owej strony i cotygodniowego newslettera. Goop to kosztujący 4 dolary przewodnik po Nowym Jorku dla śmietanki towarzyskiej lub fanów. Nie ma w tym nic złego, jednak przy okazji okazuje się, że model aplikacji uaktualnianej raz na tydzień lub newslettera zastępuje z powodzeniem magazyny. Kilka lat temu pierwszą myślą Paltrow byłoby wydanie tygodnika lub miesięcznika z takimi treściami, dziś wydaje się to bezsensowne. Po co, skoro aplikacja sprawdzi się lepiej i zaoferuje większe możliwości?

Sztab Paltrow wie, co robi – według różnych badań przeciętny amerykański odbiorca więcej czasu spędza “czytając” urządzenia mobilne, niż drukowane gazety i czasopisma. W ciągu 3 lat czas spędzony z urządzeniami mobilnymi podwoił się, a w najbliższej przyszłości będzie rósł coraz szybciej. 47% dorosłych Amerykanów przyznaje, że część z informacji i newsów czyta właśnie za pomocą smartfonów lub tabletów.

Ambitne plany Tomasza Lisa – relacja z Forum IAB

W ubiegłym tygodniu polski internet obiegła informacja o planach podboju sieci przez Tomasa Lisa znanego dziennikarza i redaktora naczelnego Wprost. Dziś na konferencji Forum IAB Tomasz Lis zdradził szczegóły na temat tworzonego przez niego serwisu określanego mianem polskiej wersji Huffington Post.

Tomasz Lis podczas swojego wystąpienia nie skupiał uwagi głównie na swoim nowym projekcie. Starał się za to wskazać wady i zalety świata online. Dawał dosadnymi określeniami do zrozumienia, że sam jest dziennikarzem starych mediów. Jednak ten „technolgoiczny debil”, jak siebie określił, bardzo chce odmienić przyszłość publicystyki.

Grzegorz Hajdarowicz jest konsekwentny – zamknie darmowy dostęp do treści „Rzeczpospolitej” w internecie

Trzeba przyznać, ze Grzegorz Hajdarowicz jest bardzo konsekwentny w swoich działaniach, mimo – co tu dużo mówić – braku oszałamiającego sukcesu na polu płatnej prasy w internecie do tej pory. Wszystko wskazuje na to, że od nowego roku nowy właściciel „Rzeczpospolitej” zamknie swobodny dostęp do treści gazety w internecie. To decyzja o dużo większym gabarycie znaczeniowym niż zamknięcie niszowego „Przekroju”. W niektórych dziedzinach, jak choćby w dziale ekonomicznym, „Rzeczpospolita” jest uważana za najbardziej wiarygodne źródło informacji w naszym kraju. 

Kiedy rozmawiałem z Grzegorzem Hajdarowiczem przed tym jak decydował się na zamknięcie darmowego dostępu do „Przekroju” w sieci wydawał mi się bardzo pewny tego, co chce zrobić.  - W ciągu pięciu lat papier będzie schodzącym produktem – mówił. – Będzie jak dorożka – każdy lubi nią jeździć będąc na wakacjach w górach, ale to drogi komfort. I już wtedy sugerował, że chce coś dużego kupić do swojego małego medialnego imperium. Coś z prasy. I to właśnie po to, żeby zamknąć darmowy dostęp do treści. – Ludzie muszą się nauczyć, że informacja jest takim samym produktem jak chleb, buty, czy filiżanka kawy.

Co z tą e-prasą? Murdoch nie daje rady, może kto inny da

Pamiętacie taki głośny projekt Ruperta Murdocha, nazwywał się bodajże The Daily? Gdy startował, to większość branży zachwycała się nim i twierdziła, że oto, w końcu, nareszcie nadszedł moment, który odmieni los płatnych treści cyfrowych? Pewnie sobie przypominacie, to ja tylko przypomnę, że “The Daily” cały czas istnieje. Tylko, że nic nie zmienił, a raczej udowodnił, że rozmach to nie wszystko. A wiecie, kto ma większe od Murdocha szanse na sukces? O dziwo Paul Carr. Ten zadymiarz, kobieciarz i cynik. Jego The New Gambit w zarysach zapowiada się o wiele lepiej niż zapowiadał się kiedykolwiek The Daily.

Każdy projekt aspirujący do odmienienia rynku cyfrowych treści zasługuje na szacunek. Jednak ciężko wierzyć w taki, który choć wykorzystuje nowe drogi dystrybucji, to tak naprawdę nie zrywa z tradycyjami prasy drukowanej o tworzy jakąś dziwną hybrydę ni to gazety, ni to czasopisma, ni serwisu internetowego, na dodatek mocno ograniczoną do jednej platformy. Murdoch potrafi stworzyć projekty z rozmachem, ale nie do końca łapie o co chodzi w internetowej grze o skłonienie czytelników do płacenia za treści i stworzenia nowego szkieletu medialnego.

Mieszane odczucia przed premierą biografii Steve’a Jobsa

W poniedziałek debiutuje autoryzowana biografia Steve’a Jobsa autorstwa Waltera Isaacsona, a w mediach na całym świecie trwa PRowa gorączka związana z jej promocją – co chwila wyciekają coraz bardziej pikantne szczegóły z przepastnej ponad sześćset stronicowej książki, które mają na celu podgrzanie atmosfery przed jej premierą. Nie jest to chyba konieczne, bo dzieło Isaacsona jest skazane na sukces i wcale nie zdziwiłbym się gdyby „Steve Jobs” został najlepiej sprzedającą się książką w 2011 r. mimo późno październikowego terminu wydania.  

W dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” (tej drukowanej, co to ją w kioskach sprzedają) można przeczytać całkiem spory fragment z polskiego wydania „Steve’a Jobsa”, które pojawi się na rynku 21 listopada drukiem Wydawnictwa Insignis Media. Wyborcza walnęła Steve’a na jedynce w sposób, jaki nie pamiętam żeby robiła w przypadku jakiegokolwiek wydarzenia od dawna – zajmuje z 75% powierzchni pierwszej strony dzisiejszego wydania i w zasadzie jest jedynym tytułem, który przyciąga uwagę. Musi być to więc wiekopomne wydarzenie. Czy tak jest? Po lekturze fragmentu w Wyborczej mam mieszane odczucia.

Liczą się wysokojakościowe treści! – rozmowa o prasie z Markiem Millerem

Mieliśmy przyjemność porozmawiać z Markiem Millerem, specjalistą od rynku prasy. Rozmawialiśmy o teraźniejszości i przyszłości prasy w obliczu tabletów i social media. Jak tradycyjne media radzą sobie w dzisiejszym świecie? Jakie strategie pozwolą im przetrwać? I jak to jest z tym płatnym dostępem? O tym i o wielu innych sprawach mówi Spider’s Web Marek Miller.

Paweł Okopień, Spider’s Web: Byłeś ostatnio na Światowym Forum Edytorów w Wiedniu. Na co zwróciłeś szczególną uwagę ?

Jaka piękna katastrofa Ruperta Murdocha z projektem „The Daily”. A co z „Przekrojem”?

Kiedy Rupert Murdoch ogłaszał powstanie pierwszej gazety codziennej wydawanej tylko i wyłącznie na tablecie plany miał wielkie, bo i projekt był duży – przygotowanie projektu od zera kosztowało 30 mln dol., a każdy tydzień działalności operacyjnej wydawnictwa przynosi kolejne 500 tys. dol. kosztów. Oznaczało to więc, że „The Daily” musiałoby mieć co najmniej 520 tys. subskrybentów tygodniowo, aby wyjść na zero. Po 7 miesiącach od startu wiadomo, że projekt jest deficytowy, bo subskrybentów „The Daily” ma zaledwie 80 tys.

Nie 120 tys., jak media podawały wcześniej, lecz właśnie zaledwie 80 tys. – tylu użytkowników zdecydowało się dotychczas opłacać abonament za dostęp do gazety Murdocha wydawanej na iPadzie. Te 40 tys. różnicy wynika z tego, że są to klienci, którzy mają darmowy dwutygodniowy dostęp do „The Daily”, a statystyki pokazują, że tylko ok 15% z nich zdecyduje się wykupić subskrypcję. Co więcej, z tych 80 tys., którzy to zrobili zdecydowana większość wybrała opcję rocznej prenumeraty, która jest oczywiście tańsza (39,99 dol.) w ujęciu rocznym niż subskrypcja tygodniowa (0,99 dol.). To wszystko dane od samego źródła, podane serwisowi AdAge przez jednego z menedżerów projektu.

Guardian: płać na iPhonie, korzystaj za darmo na Androidzie

Guardian – angielska gazeta, która jest jednym z pionierów przestawiania biznesu prasowego na online, będąc zarazem niedoścignionym wzorem pod kątem dizajnu portalu – przyjął ciekawą strategię na rynku mobilnym, której powodzenie bądź też jego brak może dać odpowiedź na to, jaki model w internecie mobilnym będzie obowiązujący na lata.

Guardian wydał właśnie darmową aplikację na Androida z pełnym dostępem do swoich online’owych treści, które w samej Wielkiej Brytanii są niezwykle popularne (Guardian zbiera 10% całego ruchu). Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że taka sama aplikacja na iOS jest płatna. I to w modelu abonentowym.

Wycofanie subskrypcji Financial Times z AppStore to mądra, ale i ryzykowna decyzja

Financial Times wycofał z App Store’a swoją aplikację. Między dziennikiem a Apple’em nie doszło do porozumienia w sprawie subskrypcji i i zarządzania danymi użytkowników, w związku z czym Financial Times postanowił zniknąć ze sklepu i postawić na wersję w HTML5 dostępną przez przeglądarki. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale w końcu chociaż jeden prasowy duży gracz postanowił pójść inną drogą i nie przystawać na warunki Apple. Wszyscy mówią, że przyszłość prasy tkwi właśnie w aplikacjach zwłaszcza na iPada, a to przecież nieprawda – to multiplatformowe, nieobciążone marżą aplikacje są ważniejsze. I choć dla Financial Times wycofanie się z App Store jest trochę przedwczesne, to jednak to mądra decyzja.

Dla przypomnienia – oprócz tego, że Apple pobiera 30% przychodów od każdej subskrypcji, to dodatkowo zapewnia sobie dostęp do danych subskrybentów. Oba te zapisy w umowie spowodowały niechęć Financial Times do takiego kanału dystrybucji.

Rzeczpospolita.pl oraz Newsweek.pl z nowymi layoutami. Który lepszy?

Ciekawe czy równoczesny debiut nowych layoutów dwóch serwisów internetowych wiodących mediów prasowych w Polsce był planowany, czy był to ciekawy zbieg okoliczności? Zarówno Rzeczpospolita, jak i Newsweek zmieniły wygląd swojego serwisu i w obu przypadkach są to kroki in plus. Nie jest to może mistrzostwo na miarę wyglądu serwisu Guardian, który w oczach wielu – także i moim – jest zarówno najpiękniej, jak i najbardziej funkcjonalnie zbudowanym portalem prasowym na świecie, ale zdecydowanie jest na czym oko zawiesić i w co klikać. Przyjrzałem się co nieco konstrukcji nowych stron głównych obu serwisów, oceniając ich poszczególne elementy.

Na początek trochę oficjalnego PR. Najpierw „Rzeczpospolita”: Rp.pl to serwis o zupełnie nowym wyglądzie. U góry nowej strony znajduje się logotyp „Rzeczypospolitej”, a nie jak wcześniej – logo portalu. Obok znajduje się wyszukiwarka, a poniżej umieszczono duże rotujące grafiki z wiadomościami dnia oraz linki do informacji najnowszych, najczęściej czytanych i najlepiej ocenianych. Dla ułatwienia nawigacji po serwisie, podzielono go na siedem głównych kategorii: wiadomości, prawo, ekonomia, firma, pieniądze, praca i nieruchomości. Na stronie głównej znajdują się najważniejsze wiadomości dnia, informacje „z ostatniej chwili” oraz cytaty z blogów publicystów „Rzeczypospolitej”.

Nie zadzieraj z Google bo cię wytnie

Rzecz dzieje się w Belgii, małym ale krzykliwym kraju od dawna rozdartym wewnętrznie odnośnie tego, czy dalej chce być jednym małym krajem, czy może jednak dwoma jeszcze mniejszymi krajami, gdzie w 2006 r. konsorcjum gazet oskarżyło Google’a o bezprawne linkowanie do ich tekstów w Google News żądając za to zapłaty i/lub oficjalnej ich zgody na to. Tak – dobrze czytacie – oskarżyli Google’a o to, że linkował do ich stron zamieszczając zajawki. Google sprawę przegrał i wyciął rzeczone gazety belgijskie nie tylko z Google News, ale również z wyników wyszukiwania. I zaczął się lament.*

Drukowana prasa tonie – o tym nie trzeba nikogo przekonywać, bo to widać gołym okiem: sprzedaż spada z kwartału na kwartał, z miesiąca na miesiąc, a rozpaczliwe próby zamknięcia treści prasowych w internecie za tzw. paywallem są na razie domeną szalenie bogatych ludzi (vide Rupert Murdoch i polski Rupert Murdoch). Ale przy okazji strzela sobie straszne samobóje tam, gdzie powinna szukać pomysłów na rewitalizację swojego biznesu, czyli w sieci. No bo jak inaczej nazwać skarżenie Google’a o to, że linkuje do źródeł prasowych.

Subsydiowane tablety – sposób na ocalenie wydawców i gazet?

W dobie wszechobecnego internetu i darmowego dostępu do zawartej w nim treści, coraz więcej tradycyjnych wydawców zaczyna mieć problemy z malejącym nakładem tytułów. Moda na małe przenośne urządzenia stale podłączone do internetu sprawia, że wiele osób coraz częściej czerpie codzienne informacje za pomocą tego środka przekazu wiadomości. Sytuacja odbija się niekorzystnie na wydawcach i tradycyjnych dziennikarzach, którzy pomimo swojej specjalizacji i rozbudowanego warsztatu skutecznie wypierani są przez specjalistyczne serwisy i blogi internetowe. Nic więc dziwnego, że ci pierwsi coraz intensywniej poszukują sposobu na utrzymanie swojej pozycji i wpływów z tytułu sprzedanych gazet oraz magazynów.

Pionierem płatnych treści w internecie jest Rupert Murdoch, właściciel News Corp, firmy do której należą takie tytuły jak między innymi: The Sun, New York Post, The Times, Daily News czy wydawany jedynie na iPadzie – the Daily. Mimo płatnego dostępu do pełnych artykułów i wywiadów publikowanych na łamach wyżej wymienionych dzienników, dedykowanych aplikacji dostępnych w Android Market i Apple App Store wyniki raczej rozczarowują niż napawają optymizmem. Wydaje się, że na chwilę obecną nikt i nic nie jest w stanie zmienić przyzwyczajeń osób, które na co dzień korzystają z internetu i mają go za główne źródło informacji. Na rynku wydawców pojawił się jednak nowy gracz, który planuje wprowadzić w życie na prawdę dobrze zapowiadający się projekt.

Polski Murdoch nie rzuca słów na wiatr – tworzy polskie imperium prasowe

Kiedy w moim wywiadzie Grzegorz Hajdarowicz dość górnolotnie stwierdził, że chce być polskim Murdochem, to czytając to wielu puszczało przysłowiowe oczko. Kiedy z rynku zeszły pierwsze dane na temat sprzedaży subskrypcji rocznych zamkniętego za szczelnym paywallem „Przekroju” – przypomnijmy: 500 abonentów rocznych w pierwszym miesiącu – wielu postawiło krzyżyk na krakowskim przedsiębiorcy. Tymczasem Grzegorz Hajdarowicz idzie w zaparte: kupił… Presspublikę, wydawcę: „Rzeczpospolitej”, „Uważam Rze”, „Parkietu” i „Życia Warszawy”. I zapowiada, że jego nowe tytuły pójdą śladem „Przekroju”.*, **

O tym, że Presspublika była na sprzedaż, rynek wiedział od dawna. O tym, że chce ‘coś jeszcze kupić na rynku medialnym’, Grzegorz Hajdarowicz opowiadał wszem i wobec (także mnie podczas wspomnianego wywiadu). Jednak to, że to ‘coś’, to właśnie m.in. „Rzeczpospolita” i to, że to właśnie Hajdarowicz ją kupił, to jednak zaskoczenie sporej maści. Po pierwsze dlatego, że wydawało się, że Rzepa, to jednak nieco inna liga niż „Przekrój”, a po drugie, że sam Hajdarowicz nie był do tej pory traktowany jako naprawdę poważny inwestor; raczej taki wolny strzelec-pasjonat, który bardziej niż biznesy, realizuje swoje hobby.

Przełącz do wersji mobilnej