George Clooney wini przemysł filmowy za seksizm i rasizm w branży. Ma wiele racji, ale…

Artykuł/Film 11.09.2017
George Clooney wini przemysł filmowy za seksizm i rasizm w branży. Ma wiele racji, ale…

W najnowszym wywiadzie, udzielonym dla Indiewire, aktor i reżyser George Clooney otwarcie stwierdza, gdzie jego zdaniem leży problem dyskryminacji w kinie.

Clooney, udzielający wywiadu promującego najnowszy film w swojej reżyserii, „Suburbicon”, nie mówi może nic zbytnio odkrywczego, ale pokazuje, że gdzieś tam w głębi, przynajmniej część branży, zdaje sobie sprawę z tego gdzie leży problem.

To bardziej kwestia całego przemysłu filmowego niż samej Akademii Filmowej – powiedział George Clooney.

Reżyser odniósł się do zeszłorocznej kampanii #OscarsSoWhite zwracającej uwagę na brak reprezentacji mniejszości rasowych i seksualnych pośród nominowanych do Oscarów filmów.

Kampania zadziałała o tyle, że w roku bieżącym Afroamerykanie nie mieli na co specjalnie narzekać. Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego odebrał Mahershala Ali , a za najlepszy film roku uznano, choć nie bez zgrzytu, „Moonlight”. Czy „Moonlight” rzeczywiście zasłużył na Oscara? Nie wiem. W minionym roku było sporo lepszych filmów, na których tle „Moonlight” wypada jedynie poprawnie.

Ale wybór tego filmu, nakręconego przez początkującego niezależnego filmowca, pod wieloma względami należy zrozumieć, bo może być on dobrym krokiem we właściwym kierunku.

Moim zdaniem powinniśmy promować interesujących młodych filmowców reprezentujących mniejszości społecznie i pokazywać szerzej ich filmy. Jestem niezmiernie szczęśliwy z tego jak poradził sobie ostatnio „Moonlight”. Potrzebujemy więcej takich przykładów – mówi Clooney w dalszej części wywiadu.

Widać wyraźnie, że skończyły się czasy gwiazd, kiedy to wystarczyło pokazać na plakacie znane nazwisko i każdy szedł zobaczyć dany film.

Ostatnio dostałem do przeczytania scenariusz filmu akcji, trochę w stylu „Parszywej dwunastki” i od razu przyszło mi do głowy pytanie – czemu nie zaproponowano tej roli Idrisowi Elbie? Czemu Idris nie jest poważnym kandydatem na następnego Bonda? Co jest nie tak z wyobraźnią wytwórni?

Można by co nieco polemizować z Clooneyem, którego niewiele razy można było zobaczyć na ekranie u boku czarnego aktora.

I choć poniekąd można by to wytłumaczyć faktem, że jako aktor nie ma może zbyt wielkiego wpływu na obsadę, to jego status gwiazdorski zapewne jakąś siłę sprawczą ma. Co więcej, w ostatnich latach Clooney coraz częściej udziela się także jako producent i oczywiście jako reżyser. Tak więc tutaj już niełatwo go usprawiedliwić.

Jego najnowszy film, „Suburbicon”, mierzy się wprawdzie z tematyką rasizmu, ale po raz kolejny podana jest ona z perspektywy białego człowieka (i głównie białej obsady).

Mimo wszystko fakt, że widzi on genezę problemu, jak również jego rozwiązanie i nie boi się o nim mówić otwarcie, daje jakąś nadzieję, na zmianę podejścia do tematyki różnorodności w ujęciu globalnym.

George Clooney podaje też przykład „inwazji” meksykańskich twórców na Hollywood na początku XXI wieku, przewodzonej przez Alfonso Cuarona, Alejandro Gonzaleza Innaritu i Guillermo del Toro.

To właśnie chcę oglądać. Poczuć coś nowego i świeżego w kinie. Oczekuję od filmowców ciągłego przekraczania granic. Obecnie istnienie mnóstwo możliwości kręcenia filmów za o wiele mniejsze pieniądze, co sprawia, że wiele głosów jest dziś o wiele bardziej słyszalnych niż kiedyś.

Clooney poruszył też kwestię dyskryminacji kobiet w filmie:

Zdaje się, że branża filmowa jakoś minęła się z tym co kiedyś robiła dobrze. W latach 30 XX wieku na 10 gwiazd, aż siedmioma były kobiety. Obecnie jest parę kobiecych gwiazd, ale większość pań ma nadal spore problemy by się przebić.

Tu też się trudno nie zgodzić z ikoną kina, ale również wcale nietrudno wskazać w ilu filmach przez niego reżyserowanych główne role powierzane były kobietom.

Dobrze, że jest o tym mowa, ale miejmy nadzieję, że prędzej czy później, ta zmiana przyjdzie i będzie przeprowadzana z rozwagą i choć w miarę naturalnie. Wciskanie na siłę ludziom kobiecych wersji „Ocean’s Eleven” czy „Pogromców duchów” albo posuwając się do blackwashingu, czyli obsadzaniu czarnych aktorów, w rolach, w których w pierwowzorach książkowych czy komiksowych byli biali, to nie jest do końca dobre rozwiązanie. Choć wydaje się dla wielu najłatwiejsze i najbardziej oczywiste.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (8)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...