Z kamerą wśród zwierząt. „Safari” – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Film 09.09.2017
Nasza ocena:
Z kamerą wśród zwierząt. „Safari” – recenzja Spider’s Web

Czołowy mizantrop pośród filmowców powraca ze swoim najnowszym obrazem, dokumentem „Safari”, który pokazuje jedną z najbardziej obrzydliwych rozrywek „cywilizowanych ludzi” – polowanie na zwierzęta.

W „Safari” Ulrich Seidl powraca do Afryki. Wcześniej nakręcił tam swój znakomity film „Raj: Miłość” opowiadający o dojrzałych Europejkach, które szukają uciech, korzystając z dobrodziejstw tamtejszej seksturystyki.

Tym razem Seidl zgłębia kulisy innego biznesu związanego z turystyką, a mianowicie polowaniom na zwierzęta.

Podczas seansu towarzyszymy grupce turystów z Europy (różnej płci i w różnym wieku), którzy wybrali się na wakacje mającymi na celu… zabijanie.

Reżyser przygląda się bohaterom z uwagą i ciekawością. Jak i również z dystansem – nie komentując ich poczynań, jedynie obserwując i oddając głos im samym. Wyłania się z tego fascynujący obraz psychologiczny i społeczny ludzi biorących udział w polowaniach.

To, w jaki sposób przygotowują się oni do swoich mordów, jak przeżywają i celebrują cały proceder, potrafi zmrozić krew w żyłach.

W dodatku oni sami nie tylko nie widzą niczego złego w zabijaniu zwierząt, a wręcz mają poczucie misji, robienia czegoś ważnego i pożytecznego! Nie czują też potrzeby tłumaczenia się z tego.

Śmierć uważają za wybawienie, szczególnie w przypadku starszej zwierzyny, która mogłaby być ciężarem dla stada. Zresztą, oni nawet nie używają słów takich jak „zabić”, „śmierć” itp. Zamiast zabijania, mówią, że po prostu „położyli” zwierzę. To interesujący mechanizm psychologiczny, wypierający i usprawiedliwiający ich działania.

Jedna z myśliwych twierdzi np., że są pewne zwierzęta, których by nie położyła, jak np. pantera, która żyje i poluje samotnie. Nie ma natomiast problemu z antylopami, lwami, czy żyrafami, przy okazji zachwycając się, wręcz fetyszyzując, ich piękne poroża, skory, kopyta itp.

Same sceny polowania pokazane są z surowym realizmem. Seidl od zawsze lubuje się w symetrycznych kadrach, wyglądających niczym obrazy, które można powiesić na ścianie czy w galerii. Komponuje on przestrzeń niczym mistrz malarstwa, wydobywając dynamikę nawet z długich, statycznych ujęć.

Pokazując momenty, w których myśliwi przeżywają ze łzami w oczach upolowaną zwierzynę, konającą na ich oczach, Seidl nie musi nic mówić.

Takie obrazy mówią same za siebie – ukazują one pozornie cywilizowanych rzeźników, morderców wyjętych ze swojego „naturalnego” wielkomiejskiego środowiska, którzy podczas polowań pokazują swoje prawdziwe twarze.

Ulrich Seidl nigdy nie był fanem ludzkości. Dla niego jesteśmy zbędnym, często żałosnym tworem, który niepotrzebnie zajmuje miejsce na Ziemi, w dodatku często jej szkodząc. W Safari jego ironiczne spojrzenie jest jeszcze bardziej gorzkie i dosadne.

To nie jest łatwy i przyjemny w odbiorze film. Sceny zabójstw zwierząt, a później ich obdzierania ze skóry i patroszenia, to absolutnie mocna jazda, która rozdziera serce i emocje.

Jest w tym filmie scena konania ustrzelonej żyrafy, którą ogląda się z przerażeniem pomieszanym z obrzydzeniem jakiego nie doznałem nawet na najbardziej chorych i brutalnych horrorach. A widziałem już niejedno.

Miejmy nadzieję, że „Safari” Ulricha Seidla otworzy oczy tym, którzy nadal nie widzą nic barbarzyńskiego i niewłaściwego w mordowaniu zwierząt. Czysto filmowo jest to znakomity dokument, który łączy w sobie elementy surowych thrillerów i czarnych komedii. Jeśli nie znacie jeszcze kina Seidla to „Safari” będzie dobrym wstępem do nadrobienia całej jego filmografii, która tworzy specyficzny obraz przyglądający się ludzkości nieprzychylnym okiem.

Po „Safari” wasze zdanie o naszym gatunku, jakiekolwiek jest obecnie, tylko się pogorszy.

Dołącz do dyskusji (17)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...