Największe filmowe sukcesy lata 2017

Artykuł/Film 20.08.2017
Największe filmowe sukcesy lata 2017

Było już o filmowych wtopach wakacji 2017, teraz przyszedł czas, by przyjrzeć się bardziej pozytywnym przykładom. Oto filmy, które pozytywnie zaskoczyły widownię i producentów, stając się nieoczekiwanymi przebojami.

Wedle tradycji, umowne filmowe lato w kinach zaczyna się wraz z pierwszym weekendem maja. Tegoroczne wystartowało z wysokiego pułapu. Była nim premiera „Strażników Glaktyki vol 2.”. Seria Marvela wyrasta powoli na jedną z najlepszych w historii kina science-fiction. Sequel „Strażników Galaktyki” nie okazał się wprawdzie wyraźnie lepszy od jedynki, ale pod wieloma względami był podobnie udany, albo jedynie nieznacznie gorszy.

Seria ta na dobre zadomowiła się też w popkulturze. Wyraźnie pokazuje to wynik finansowy Vol.2, wynoszący ponad 860 milionów dolarów globalnie, czyli ok. 100 milionów dolarów lepszy od jedynki. Taka różnica to dość spora kwota, która dowodzi, że marka „Strażników Galaktyki” jest silna i ludzie chcą te filmy oglądać.

Trudno to samo powiedzieć o piątej odsłonie „Piratów z Karaibów”. „Zemsta Salazara” to fatalny i kompletnie nieudany film. Jednak magia Jacka Sparrowa nadal działa.

Film zarobił niecałe 800 milionów dolarów przy 230 milionowym budżecie. Kampania promocyjna była ogromna, ale mimo wszystko nadal jest to opłacalna seria, choć wynik w samej Ameryce (171 milionów dolarów) jest najgorszy w historii serii. Ewidentnie więc mamy tu do czynienia z tendencją spadkową.

Chyba największym sukcesem, nie tylko wakacji ale i całego 2017 roku, pod kątem finansowym i artystycznym w kinie rozrywkowym, pozostanie Wonder Woman.

Po serii nieudanych (dla wielu widzów i krytyków) filmach osadzonych w uniwersum DC, „Wonder Woman” miała być sprawdzianem tego, czy całe DCEU w ogóle ma sens.

W dodatku film ten był pierwszym w historii tak wielkim widowiskiem (z budżetem wynoszącym 150 milionów dolarów), który powierzono kobiecie. Patty Jenkins nie tylko dała radę, ale też pokazała, że jest w stanie nakręcić iście imponującą superprodukcję, z sercem, emocjami, ale też zachwycającą od strony formalnej (kapitalnie budowane napięcie oraz sceny walk wraz z pamiętną sekwencją na Ziemi Niczyjej).

Wynik finansowy „Wonder Woman” jest równie imponujący. W samej Ameryce film ten zarobił 400 milionów dolarów (co plasuje go na 8. pozycji najbardziej kasowych adaptacji komiksu na tamtejszym rynku).

Jest to też jak na razie najbardziej kasowy film DCEU w USA.

Globalnie „Wonder Woman” zarobiła prawie 800 milionów, co również jest wynikiem tyleż imponującym co totalnie niespodziewanym. Film ten tak spodobał się widowni, że bardzo wolno tracił wpływy każdego tygodnia, co pozwoliło mu dobić do tej sumy.

Świetnie poradził sobie również „Baby Driver”, choć oczywiście skala tego filmu, jego zarobków i sukcesu jest sporo mniejsza.

Film Edgara Wrighta zebrał znakomite opinie krytyków. To też wyjątkowy formalnie obraz, będący prawdopodobnie pierwszym w historii kina musicalem akcji. Rytm „Baby Drivera” podporządkowany jest muzyce i widać to zarówno w montażu, prowadzeniu kamery, ruchach aktorów, a nawet wystrzałach z broni palnej. Edgar Wright czuje poetykę opowiadania obrazem i zespolenia go z muzyką.

Film miał bardzo skromny, jak na tego typu produkcję, budżet (34 miliony dolarów), a nie dość, że otwierająca go scena pościgu przebiła wszystkie sekwencje samochodowe z „Szybkich i wściekłych 8”, to w samej Ameryce „Baby Driver” zarobił prawie 100 milionów dolarów. Globalnie jego wynik wynosi ponad 150 milionów. Pięciokrotne przebicie budżetu to nie lada sukces, który pokazuje, że wcale nie trzeba wydawać setek milionów, by zrobić naprawdę dobry i świetnie wyglądający film.

Trudno się dziwić, że Sony dość mocno zaczyna upraszać Wrighta o sequel.

Czy „Spider-Man: Homecoming” można uznać za sukces? Poniekąd tak, choć chyba nie takiej skali spodziewali się ludzie w Sony i Marvel Studios

Film spotkał się z ciepłym przyjęciem widzów i krytyki. Jednak, jak na razie, zarobił mniej pieniędzy niż „Niesamowity Spider-Man 2”, który uznawany jest za rozczarowanie. To całkiem ciekawe jak czasem percepcja sukcesu zmienia się od punktu widzenia. Magia MCU i Spider-Mana, który dołączył do uniwersum Marvela, zadziałała na tyle, że mimo wszystko „Spider-Man: Homecoming” okrzyknięty został triumfem. Prawdą jest, że przed nim jeszcze premiera w Chinach, ale mimo wszystko, aż tak diametralnej różnicy pomiędzy „Homecoming” a filmami Webba nie ma. Co więcej, „Spider-Many” Sama Raimiego są raczej poza zasięgiem najnowszych przygód Pająka.

Ostatnim dużym sukcesem tegorocznych wakacji jest oczywiście „Dunkierka„.

Christopher Nolan po raz kolejny udowodnił, że jest nie tylko jednym z najlepszych obecnie reżyserów w Hollywood i okolic, ale też, że jest kasowym pewniakiem. Praktycznie każdy jego film przyniósł mniejsze bądź większe zyski i jak na razie (pomimo trwającej prawie 20 lat kariery) nie dorobił się żadnej wpadki finansowej (i artystycznej). A to rzadkość, właściwie niespotykana obecnie w przemyśle filmowym.

Budżet „Dunkierki”, biorąc pod uwagę rozmach filmu (tysiące statystów, praktycznie brak CGI na rzecz prawdziwych modeli samolotów i statków), jest idealnie skrojony. Do tego „Dunkierka” ma przed sobą premiery w kilku krajach Europy oraz w Chinach i Japonii, gdzie może nie będzie mieć astronomicznych sum, ale powinna spokojnie przekroczyć granicę ponad 400 milionów dolarów globalnie.

W ramach post scriptum nie da się nie wspomnieć o najświeższym sukcesie filmu „Annabelle: Narodziny zła.”

Horror będący spin-offem kapitalnej serii Obecność jest wręcz skazany na powodzenie. Pierwsza część „Annabelle” z 2014 roku przy budżecie 6 mln dolarów, zarobiła na całym świecie ponad 250 milionów. Sequel ma budżet większy (15 milionów), ale już zbiera lepsze recenzje, a do tego, po pierwszym weekendzie od premiery ma już na koncie ponad 70 mln dolarów. A to dopiero początek.

Powyższe zestawienie pokazuje, poza paroma wyjątkami, że na szczęście w cenie jest tworzenie oryginalnych produkcji i wcale nie w każdym przypadku potrzebne są wielkie budżety i mnóstwo CGI. Czasem wystarczy po prostu dobry pomysł. Choć franczyzy takie jak „Spider-Man” czy „Piraci z Karaibów” nadal radzą sobie dobrze, to wyraźnie czuć powolne zmęczenie materiału (w końcu mówimy tu o którejś z kolei odsłonie serii).

W obecnym roku dość poważnie rozczarowały wszelkiej maści sequele i rebooty, co zwiastuje, miejmy nadzieję, więcej tańszych i bardziej oryginalnych produkcji, które również w kinie rozrywkowym są potrzebne.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (10)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...