Nowy sezon Halt and Catch Fire to świetna opowieść o początkach World Wide Web – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Seriale 19.08.2017
Nasza ocena:
Nowy sezon Halt and Catch Fire to świetna opowieść o początkach World Wide Web – recenzja Spider’s Web

Widzieliśmy już dwa epizody rozpoczynające 4. sezon Halt and Catch Fire. Fani serialu będą wniebowzięci, a AMC zaskakuje widzów już od pierwszych scen.

Halt and Catch Fire to jeden z ciekawszych seriali emitowanych obecnie w telewizji. Nie tylko jest świetnie nakręcony, ale wykreował postaci z krwi i kości, będące czymś więcej niż tylko kolażem stereotypów. Ze względu na niską oglądalność mało brakowało, a serial zostałby zdjęty z anteny, ale AMC zamówiło czwarty, finałowy sezon.

Zakończenie 3. sezonu Halt and Catch Fire mogło być klamrą spinającą cały serial, ale sporo byśmy stracili, nie poznając dalszych losów postaci.

Ostatnio pożegnaliśmy bohaterów, gdy planowali w piwnicy podbój raczkującego internetu. Nie było w tym przesadnego cliffhangera. Ot, Gordon, Joe i Cameron brali się wspólnie do pracy jak za dawnych lat. Nadeszła era online, a oni ustawili się w pierwszym rzędzie. Po seansie kolejnego epizodu już wiem, że szczęśliwe zakończenie nie było im pisane.

Ledwo rozpoczął się kolejny sezon i znów przenieśliśmy się kilka lat do przodu. Halt and Catch Fire znów każe nam się domyślać, co poszło nie tak – wiemy tyle, że Gordon i Joe zostali we dwóch na placu boju, a Cam, chociaż najpierw odsunęła od projektu Donnę, postanowiła mimo wszystko zostawić współpracowników na lodzie i wrócić do Tokio.

Joe przez bite trzy lata siedział w piwnicy i rozmyślał o tym, jak zaistnieć w internetowej rzeczywistości.

Odejście Cameron sprawiło, że bohaterowie przespali swoją szansę. Mieli świetny pomysł, ale inne zespoły ich wyprzedziły z realizacją wizji. Sercami geeków zawładnął Mosaic: protoplasta Netscape Navigatora i Internet Explorera. World Wide Web ruszyło z kopyta, ale nie było w tym większej zasługi bohaterów Halt and Catch Fire.

Po latach tylko Joe był nadal zachłyśnięty wizją internetu i możliwości, jakie daje. Cameron wróciła do swoich gier wideo, a Gordon zajął się zwykłym, nudnym biznesem. Donna odnalazła się z to w świecie finansów. Odbiera od asystentki owocowy koktajl w drodze do salki konferencyjnej, podczas gdy jej były mąż z przyjacielem kłócą się w obskurnej piwnicy.

Halt and Catch Fire w 4. serii gra kontrastami.

Bardzo wiele istotnych scen to lustrzane odbicie kadrów sprzed chwili. Chociaż bohaterowie przeszli podobną drogę, to ich codzienność nie mogłaby się bardziej różnić. Gordon, nawet jeśli do pracy chodzi pod krawatem, to jest tym samym roztrzepanym, niechlujnym nerdem. Pomimo rozpadu małżeństwa cieszy się ze zwykłych, prostych rzeczy, a jego dom nadal żyje – to u niego mieszkają córki.

Donna z kolei przeszła ogromną metamorfozę na przestrzeni lat. Zawsze nienagannie ubrana, wzbudza respekt, a czasem wręcz strach u podwładnych. Zasmakowała luksusu i władzy, napawa się pozycją. Smutno jednak patrzeć na jej pusty, przeszklony apartament pełen sterylnych pomieszczeń. Wygląda na ekskluzywnye trofeum kobiety sukcesu, ale brak mu duszy.

Joe, jak to Joe, nie przywiązuje zbytniej wagi do doczesności i zdrowo się zapuścił.

Życie mocno poturbowało MacMillana. Już kilka razy stracił wszystko, ale na przekór światu jest jeszcze w stanie wykrzesać entuzjazm. Widać po nim zmęczenie, a sam momentami nie wierzy w swoje wizje, ale cały czas je snuje, choćby na pokaz, byle tylko zarazić nimi bliskich. Wie, że nie jest twórcą, ale idealnie sprawdza się jako ludzki katalizator.

Problem w tym, że Joe nie ma już za bardzo kogo popychać do przodu. Donna poszła swoją drogą, a Gordon wyrwał się spod jego wpływu. Cameron też się zmieniła. Już pod koniec poprzedniej serii wyrosła z punkowego stylu – stała się dorosłą kobietą, która nosi się elegancko i nie wybucha tak często. Nadal jest fontanną emocji, ale częściej słucha, niż mówi (bądź krzyczy).

Niezmiernie spodobała mi się zmiana w relacjach pomiędzy postaciami.

Przez trzy sezony poznaliśmy na wylot piątkę głównych bohaterów. Można było się obawiać, że ich interakcje będą już tylko echem tego, co znamy. Nic bardziej mylnego. Ta dysfunkcyjna rodzina, bo tak chyba można określić tę zgraję poturbowanych przez życie indywidualistów, nadal potrafi zaskoczyć – czy to Joe, Gordon, Cameron, Donna, czy Boz – każdy z nich ma jeszcze w sobie iskrę.

Owszem, słowne utarczki Joe i Gordona mają w sobie nieco wtórności, ale bohaterowie sami to widzą. Nawet jak się kłócą, to potrafią zgadnąć, jakich argumentów użyje zaraz druga strona. Podoba mi się ta zmiana i cieszy, że udało im się odbudować przyjaźń. Nie można tego powiedzieć o Donnie i Cameron – ich relacja popsuła się bardziej, niż Joego i Gordona kiedykolwiek.

Często smutne, bolesne historie skrywają tylko krótkie gesty i grymasy, a nie słowa.

Żałuję, że nie mogłem zobaczyć na własne oczy, jak bohaterowie odnoszą porażkę, ale ma to swoje plusy. Żyli swoim życiem z dala od wścibskiego wzroku widzów przez lata. Co konkretnie się wydarzyło po pamiętnej scenie w piwnicy, możemy tylko wnioskować na podstawie półsłówek. Obraz tego, co poszło nie tak, musimy budować sobie w wyobraźni z urwanych myśli i niewypowiedzianych słów.

Dzięki takiej formie narracji udało się doprowadzić bohaterów do sytuacji, w której twórcy od dawna chcieli ich pokazać. Jeśli Halt and Catch Fire miałoby lepszą oglądalność i dostałoby kilka kolejnych sezonów, to ten przeskok nie byłby potrzebny. Biorąc pod uwagę to, że zostało już tylko 10 odcinków, po których bohaterów pożegnamy na stałe, była to dobra decyzja.

Lata 90. to przy tym spore wyzwanie dla twórców serialu.

Bohaterowie przez dekadę życia więcej czasu spędzili sami, niż byli podglądani przez widzów. Ich świat zmienił się nie do poznania. W pierwszym sezonie widz w moim wieku – urodziłem się pod koniec lat 80. – obserwował obcy świat z zamierzchłej przeszłości. Teraz widzę na ekranie rzeczywistość, którą pamiętam jak przez mgłę.

Co prawda komputery i stałe łącza zawitały pod strzechy w Polsce nieco później, niż w Stanach Zjednoczonych, ale przeniesienie akcji serialu o dekadę do przodu diametralnie zmienia moją optykę. Wreszcie bez problemu rozpoznaję piosenki z soundtracku, bo słuchałem ich za małolata. Tak samo jak pamiętam z dzieciństwa witryny internetowe, programy i… gry wideo.

Scena, w której Cameron i Gordon znów po latach siadają razem do konsoli kolejnej generacji to jeden z najlepszych momentów w serialu.

Uwielbiam oglądać spotkania tej dwójki bohaterów. Na przestrzeni lat wielokrotnie na siebie fukali, ale też nawiązała się pomiędzy nimi nić porozumienia, z której wykiełkowała przyjaźń. Wystarczy ich zostawić w pokoju z telewizorem, a zaraz zaczną zachowywać się jak małe dzieciaki, zawstydzając obie córki wychowywane przez Gordona.

Warto odnotować, że Halt and Catch Fire w 4. sezonie sporo czasu poświęca dzieciom Clarków. Z początku były wyłącznie sposobem na pokazanie trudów młodego małżeństwa, ale teraz dziewczyny to pełnoprawne bohaterki. Nastolatki z rozbitej rodziny mają swoje zdanie, swoje ambicje, swoje potrzeby. Powoli wchodzą w świat dorosłych.

Nie sposób nie wspomnieć też o Bozie. Kradnie on każdą scenę, w której się pojawi.

Handlowiec z powołania, który zostawił wszystkie swoje byłe w Teksasie, nieco się zestarzał, ale nie stracił nic ze swojej charyzmy i serdeczności. Co prawda świat wielkiego biznesu w Kalifornii nieco go przytłacza, tak samo jak odnosząca ogromne sukcesy partnerka, ale nie daje za wygraną. Cały czas pozostaje w grze.

Ta gra zresztą dopiero się rozkręca. Bohaterowie może i przegapili moment rozkwitu pierwszych przeglądarek, ale nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. World Wide Web się rozwija, a wygra ten, kto pierwszy w sensowny sposób skataloguje sieć. Przed nami kolejny wyścig z czasem, w którym weźmie udział kilka drużyn.

Nie mogę się doczekać, aż zobaczę, w jaki sposób bohaterowie Halt and Catch Fire ten wyścig przegrają – bo że muszą go przegrać, to jest pewne; to nie oni zbudują Google’a. To wcale nie przeszkadza w emocjonowaniu się ich perypetiami, a serial jest dowodem na to, że nie zawsze trzeba króliczka złapać. Gonienie go też może być cholernie satysfakcjonujące.

Ostatnia seria Halt and Catch Fire jest już emitowana w Stanach Zjednoczonych, a w Polsce 4. sezon zadebiutuje na kanale AMC 28 września o godz. 21:00.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...