Premiera The Defenders już jutro. Nie mam wątpliwości, że to będzie ważny serial

Felieton/Seriale 17.08.2017
Premiera The Defenders już jutro. Nie mam wątpliwości, że to będzie ważny serial

Superbohaterowie Marvela łączą swoje siły w serialu The Defenders, który już jutro będzie dostępny w Netfliksie. 

Czytaj także:  The Defenders to najlepszy serial Netfliksa o herosach od czasu Daredevila – recenzja bez spoilerów

The Defenders to jedna z najgłośniejszych propozycji serialowych tego roku. Jest zwieńczeniem historii, które zostały otwarte w czterech różnych seriach o nowojorskich superbohaterach. Daredevil, Jessica Jones, Iron Fist i Luke Cage spotkają się, aby wspólnie pokonać wroga, który zagraża miastu.

Miałem w stosunku do tego serialu niemałe obawy. Każdy kolejny serial od tandemu Marvel/Netflix podobał mi się coraz mniej. Początkowo myślałem, że może się starzeję. Dopiero później zrozumiałem, że pierwszy sezon Daredevila miał w sobie nutkę świeżości, a kolejne seriale powielały sprawdzone schematy.

Trzeba przyznać, że Jessica Jones, Luke Cage i Iron Fist bez najmniejszych skrupułów eksploatowały formułę pierwszego sezonu Daredevila.

Jeśli nagniemy kilka wydarzeń, to bez najmniejszej trudności możemy napisać uniwersalne streszczenie do wszystkich seriali superbohaterskich od Netfliksa.

Brzmiałoby ono mniej więcej tak: Początkowo bohater nie radzi sobie z supermocami. Następnie odkrywa, że za pospolitymi przestępstwami kryje się potężny przeciwnik. W połowie sezonu pokonuje antagonistę, który ostatecznie ucieka, aby superheros mógł pokonać go jeszcze raz w finale. Ewentualnie może okazać się, że przeciwnik, którego pobił, był tylko wysłannikiem kogoś znacznie groźniejszego. W międzyczasie dwoje (zazwyczaj) przyjaciół bohatera poznaje jego sekretną tożsamość, a sam heros nie radzi sobie z odpowiedzialnością i licznymi ranami. Potrzebuje wsparcia, którego udziela mu Claire Temple. Na koniec jeszcze ginie kochany przez bohatera mędrzec, odbywa się finałowa walka i pojawiają się napisy.

Przesadzam? Pewnie trochę tak, bo przecież każdy z tych seriali ma inny klimat, porusza odmienny problem i ostatecznie dotyczy zupełnie wyjątkowego bohatera. Kłopot polega na tym, że podobną tendencję możemy zobaczyć w kinowych opowieściach Marvela. Tam też dobrze sprzedający się schemat fabularny jest eksploatowany do granic możliwości – zwłaszcza widoczne jest to, w filmach typu origin story.

Nową jakością był film Avengers, który połączył ze sobą różnych bohaterów i odmienne charaktery. Stworzył wybuchową, zabawną i wciągającą mieszankę.

Miałem przyjemność widzieć już cztery pierwsze odcinki The Defenders i mogę z całą stanowczością powiedzieć, że serial nie przypomina filmu Avengers, ale też nie powtarza schematów, które leżały u podstawy Daredevila i spółki. Historia jest znacznie bardziej złożona, a fabuła ma odrobinę większy rozmach. Z solowych serii wyciągnięto najciekawsze i najbardziej charakterystyczne wątki.

Odrobinę problematyczne jest, że aby w pełni cieszyć się fabułą, to dobrze jest znać przynajmniej zarys wydarzeń wcześniejszych seriali.

Nie zmienia to jednak faktu, że The Defenders zmieni sposób postrzegania seriali o supebohaterach i zawyży nasze oczekiwania w stosunku do przyszłych produkcji. W podobny sposób zadziałał pierwszy sezon Daredevila. Zobaczyliśmy, że można zrobić przyzwoity, brutalny i poważny serial na podstawie komiksu i oczekiwaliśmy, że dobra passa będzie trwać. Iron Fist brutalnie rozwiał te nadzieje.

Trzymam kciuki, aby The Defenders, które tak świetnie się zaczyna, dalej trzymało poziom i nie bało się eksperymentować. Nieudane próby można wybaczyć. Ale powtarzalności już nie.

Premiera The Defenders już jutro, 18 sierpnia, w serwisie Netflix o 9:01. Oglądajcie koniecznie.

Czytaj także:

Dorwaliśmy akta, które przygotowała Jessica Jones. Opisała bohaterów The Defenders

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (16)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...