Największe kinowe porażki lata 2017

Artykuł/Film 12.08.2017
Największe kinowe porażki lata 2017

Wakacje to najgorętszy okres w światowych kinach i to nie tylko ze względu na aurę pogodową. To właśnie na czas wakacji wytwórnie szykują swoje największe przeboje. Niestety wiele z nich odnosi sromotne porażki finansowe i artystyczne. Oto te największe z 2017 roku.

Obecne lato przyniosło stosunkowo sporo rozczarowań ze strony filmów, które były uważane za totalne pewniaki. Ewidentnie czuć powoli lekkie zmęczenie materiału u widowni, której nie wystarczą już tylko i wyłącznie efekciarskie hiciory. Wraz z premierą „Mrocznej wieży” oficjalnie kończy się sezon wakacyjny w kinach, dlatego pozwoliłem sobie na małe podsumowanie tego, co się nie udało.

Przynajmniej raz w roku w kinach pojawia się produkcja z kosmicznie dużym budżetem. Prawie zawsze jest to film, w którym trudno uzasadnić, czemu dana wytwórnia zgodziła się wydać na niego tak horrendalne sumy. W 2017 roku takim przypadkiem jest „Valerian i Miasto Tysiąca Planet”. Nie nastawiałem się na rozrywkowe arcydzieło, ale i tak produkcja Luca Bessona mocno mnie rozczarowała.

„Valerian” jeszcze bardziej rozczarowuje od strony finansowej. Wprawdzie film dopiero zaczyna swój podbój kin na świecie, ale jego zarobki są na tyle skromne, że wątpliwym jest, iż przyniesie on jakiekolwiek zyski.

Inną wielką wpadką finansową, artystyczną i prestiżową okazała się „Mumia”.

Produkcja z Tomem Cruise’em okazała się zwyczajnie przereklamowana. Nie dość, że wyszło z tego nudne i nieudane widowisko, które chwilami wypadło jak komedia, to jeszcze przyniosło studiu Universal duże straty. Na papierze nie wygląda, jakby „Mumia” była aż taką klapą. Poza słabymi opiniami widzów i krytyków, film ten, przy budżecie 125 milionów dolarów, zdołał zarobić na całym świecie trochę ponad 400 milionów (w tym niecałe 80 w USA). Na tę kwotę zapracował jednak olbrzymi budżet marketingowy całej produkcji, który sprawia, że w najlepszym wypadku zyski z „Mumii” są niewielkie, o ile w ogóle są.

Jest to o tyle duża wpadka, że „Mumia” reklamowana była jako produkcja, który miała zapoczątkować kolejne filmowe uniwersum, tym razem skupione na klasycznych potworach ze studia Universal.

Wytwórnia jednak nie wzięła pod uwagę faktu, że gwiazda Toma Cruise’a nie świeci już tak mocno. I tego, że widownia w XXI wieku nie jest zainteresowana postaciami Frankensteina i Doktora Jekylla.

Jedną z największych wpadek finansowych okazał się „Król Artur: Legenda Miecza”.

Kosztujący aż 175 milionów dolarów film Guya Ritchie’ego w Ameryce zarobił marne 39 milionów, a na całym świecie trochę ponad 140 milionów. Biorąc pod uwagę koszty produkcji oraz koszty marketingu i promocji, Warner Bros będzie odczuwał tę wtopę jeszcze przez długie lata. Choć sam film nie był wcale nieudany. Podobnie jak w przypadku „Mumii”, pojawia się pytanie, kto w 2017 roku ma ochotę po raz kolejny oglądać opowieść o królu Arturze?

Niestety w sezonie letnim 2017 roku poległ też Ridley Scott i to w dodatku z filmem o Obcym.

„Obcy: Przymierze” to potworne rozczarowanie w sensie artystycznym. Film jest pełen banałów, głupoty i ma naiwny, pretensjonalny scenariusz. Miał wprawdzie rozsądny budżet (97 milionów dolarów) i choć zarobił ponad dwa razy więcej na całym świecie (łącznie ponad 230 milionów), to doliczając do tego koszty marketingowe oraz fakt, że „Prometeusz” zarobił ponad 400 milionów, sprawia, że „Przymierze” ciężko uznać za jakikolwiek sukces. Zresztą sama wytwórnia dość mocno wyhamowała z planami względem kontynuacji, pomimo faktu, że Scott teoretycznie jest gotowy ze swoimi pomysłami.

Nie udała się też „Ostra noc”, czyli niewysokich lotów komedia, która siliła się na bycie babskim odpowiednikiem na „Kac Vegas”.

Film był oparty na dość kuriozalnym i szkodliwym założeniu: „chcemy pokazać, że kobiety też mogą być beznadziejnie głupie i potrafią się upijać”. Niestety nie sprzedał się nawet w 20% tak dobrze jak „Kac Vegas”. Budżet wprawdzie miał nieduży, bo raptem 20 milionów. A zarobił globalnie ok. 40 milionów, czyli powinien wyjść na swoje. Gdyby nie fakt, że trzeba doliczyć do tego jeszcze koszta promocji. Wynik „Ostrej nocy” jest o wiele skromniejszy, niż wszyscy zakładali, więc w tym kontekście rozczarowanie jest dość spore.

Od strony artystycznej kompletnie nie ma o czym mówić, tym bardziej, że „Ostra noc” niebezpiecznie przypominała fabularnie film „Gorzej być nie może”, który był oparty na niemal identycznym motywie.

W kategorii rozczarowań finansowych znajduje się też (niestety) „Wojna o Planetę Małp”.

Znakomite zwieńczenie trylogii Cezara, które zbiera w większości dobre recenzje widzów i krytyków, kosztowało 150 milionów dolarów. Niestety minął prawie miesiąc od premiery, a ono nie dokuśtykało jeszcze do kwoty 300 milionów. Jest to o tyle zastanawiające, że poprzednia część cyklu zarobiła globalnie ponad 700 milionów dolarów, czyli była jednym z najbardziej kasowych przebojów 2014 roku. Poziom artystyczny „Wojny…” jest mimo wszystko zbliżony do „Ewolucji…”. Czyżby widownia była zmęczona opowieścią o małpach? Czy nie było potrzeby na oglądanie dalszego ciągu? Wiele na to wskazuje, bowiem wygląda na to, że na „Wojnę…” wybrali się tylko najwięksi fani serii.

Poważne problemy spotkały też film „Transformers: Ostatni Rycerz”.

Nawet ze wsparciem rynku chińskiego, piąta odsłona serii Michaela Baya o wielkich robotach osiągnęła najgorszy wynik w całej jej historii (jak na razie trochę ponad 580 milionów dolarów). Widownia ewidentnie zmęczyła się już robionymi taśmowo, głośnymi, chaotycznymi i głupimi tworami, które coraz trudniej nazwać filmami.

Biorąc pod uwagę fakt, że „Ostatni Rycerz” kosztował ponad 200 milionów dolarów, a jego gigantyczna kampania promocyjna również zabrała fortunę, obecny wynik finansowy raczej ciężko zaliczyć do jakkolwiek rozumianego sukcesu. Tym bardziej, że poprzednie dwie części serii zarobiły ok. dwa razy więcej. No i należy przy tym nadmienić, że „Ostatni Rycerz” jest nie tylko najgorszym filmem całej franczyzy, ale też jednym z najgorszych filmów ostatniej dekady. Miejmy nadzieję, że tym razem Bay oraz producenci wyciągną z tego bałaganu odpowiednie wnioski.

Przy okazji, miejmy nadzieję, że obecne lato pozwoli włodarzom Fabryki Snów wyciągnąć właściwe wnioski. Widownia daje wyraźnie znać, że nie zadowoli się już tylko i wyłącznie kolejnym sequelem znanej franczyzy. Szczególnie, gdy mówimy o piątej czy szóstej odsłonie danego cyklu! Zwłaszcza, że oferta kanałów tv, szczególnie seriali, rozwija się w imponującym tempie.

Wiele wskazuje, że kino stoi obecnie u progu kryzysu, o ile oczywiście ktoś odpowiednio wcześnie nie zareaguje.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (37)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...