Kazimierz Wielki przewraca się w grobie. „Korona Królów” jednak będzie telenowelą…

Felieton/Seriale 05.08.2017
Kazimierz Wielki przewraca się w grobie. „Korona Królów” jednak będzie telenowelą…

A jednak naiwną była wiara, że są szanse na solidną historyczną produkcję w polskiej telewizji. Okazuje się, że nawet mając materiał na ciekawy serial, TVP woli zrobić z tego kolejną inkarnację „M jak Miłość”.

Już sam fakt, że opiekę literacką nad „Koroną Królów” sprawuje „królowa polskich tasiemców”, czyli Ilona Łepkowska, nie napawał optymizmem, a raczej rodził wiele obaw. Ale ja, jak widać naiwnie, wierzyłem, że może włodarze telewizji polskiej po tych kilku latach dostrzegą potencjał w oryginalnych tworach telewizyjnych, z sukcesem „Gry o tron” na czele.

I nie chodzi mi znowu o to, by powstał polski odpowiednik „Gry o tron”. To w sumie nawet niemożliwe, jako że nie dysponujemy w naszym kraju takimi budżetami i możliwościami jak HBO. Nie mamy też, niestety, tak bujnej historii tworzenia przełomowych i wybitnych seriali.

Tym niemniej, w „Koronie Królów” widziałem jakąś iskierkę nadziei, potencjał na wykonanie kroku w dobrym kierunku. Twierdziłem nawet ostatnio, że polska telewizja w końcu odchodzi od seriali o gotowaniu zupy.

Niestety, po raz kolejny boleśnie zderzyłem się z rzeczywistością. W najnowszym wywiadzie, udzielonym portalowi Wirtualne media, Ilona Łepkowska bez owijania w bawełnę oznajmia, że „Korona Królów” to w żadnym razie polska „Gra o tron”, a zwykła telenowela, tyle że w scenografii średniowiecza i zamków królewskich.

Opowiadamy o miłości, nienawiści, romansach i intrygach. O emocjach starych jak świat i jak człowiek. „Korona królów” jest telenowelą historyczną (…) – mówi w wywiadzie Łepkowska.

Zgodnie z założeniem typowego formatu telenoweli, „Korona królów” będzie emitowana cztery razy w tygodniu w odcinkach 25-minutowych. Serial rządzi się innymi prawami, jeśli chodzi o koszty, częstotliwość emisji, a przede wszystkim – poziom dramaturgii i inscenizacji.

Co to oznacza? A no tyle, że przygotujmy się na odgłos dźwięku styropianu, bo „Korona Królów” nie będzie nawet realizowana w prawdziwych pomieszczeniach (o scenach zbiorowych czy plenerach możemy zapomnieć), tylko w tradycyjnych studiach, w których kręcone były odcinki „M jak Miłość” czy innych „Barw szczęścia”.

Najpierw TVN zmarnował potencjał na fajny serial z „Belle Epoque”, a teraz „Korona Królów” zapowiada się co najwyżej na siedlisko memów i kpin internautów.

Ech… zmarnować taki potencjał. Idealnie pokazuje to asekuranctwo polskiej sztuki masowej, tak w kinie jak i w telewizji. Smutne to, bo nie zapowiada wielkich zmian, jeśli chodzi o jakość rodzimych tworów popkultury.

Na Zachodzie jakoś ludzie nie boją się podjąć ryzyka, co jakiś czas osiągając wielki sukces. U nas z kolei wszyscy narzekają, że na Zachodzie jest fajniej, ale sami nic w tym kierunku zrobić nie potrafimy.

W Polsce nawet życie królow jest (tele) nowelą…

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (14)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...