Twin Peaks to serial dla masochistów, ale i tak oglądam go z wypiekami na twarzy

Recenzje/Seriale 31.07.2017
Nasza ocena:
Twin Peaks to serial dla masochistów, ale i tak oglądam go z wypiekami na twarzy

David Lynch okrutnie pogrywa sobie z fanami. Dopiero w 12. odcinku Twin Peaks powróciła jedna z kluczowych postaci, ale moja ciekawość i tak nie została zaspokojona. Chciałem krzyczeć w stronę ekranu. Z bezsilności.

W tekście znajdują się spoilery z 12. odcinka nowego Twin Peaks.

Gdy oglądam Twin Peaks, to widzę siebie w kolejnych postaciach. Bywam, podobnie jak one, sfrustrowany. Gotuje się we mnie wściekłość, którą wyrażam w myślach w niezbyt parlamentarnych słowach. Do szewskiej pasji doprowadza mnie opieszałość i ślamazarność. Oj, twórcy Twin Peaks doskonale przewidzieli reakcję widzów.

twin peaks 2017 part 12 recenzja audrey horne

Bohaterowie Twin Peaks i widzowie nie mają w sobie za grosz cierpliwości, a po 12 epizodach nadal nie poznali odpowiedzi na dręczące ich pytania.

Twin Peaks to bez dwóch zdań serial wyjątkowy. Akcja rozwija się w nim niespiesznie. Często pomiędzy kolejnymi scenami i wątkami brakuje związku przyczynowo-skutkowego. Lynch ochoczo odrzuca wszystkie zasady, którymi kierują się telewizyjni twórcy i do granic możliwości wykorzystuje wolność, którą dostał od Showtime.

Już tydzień temu pisałem, że nauczyłem się oglądać Twin Peaks. Całe szczęście, że zrezygnowałem z przewidywania, jak dalej potoczy się akcja i postanowiłem serial konsumować bez żadnych oczekiwań. Jeśli nadal bym oglądał dzieło Lyncha jak zwykłą produkcję telewizyjną, to dzisiaj poczułbym strzał w pysk.

Debiut Audrey Horne w nowym Twin Peaks jest niczym środkowy palec wystawiony w stronę widza, ale fani Lyncha będą tym manewrem zachwyceni.

Na pojawienie się na ekranie Sherilyn Fenn czekaliśmy 12 odcinków. Krótka scena z jej udziałem nie zaspokoiła naszej ciekawości. Co to, to nie. Rzucono zaledwie ochłapy. Widzowie, tak jak Audrey krzycząca na męża, domagają się odpowiedzi. David Lynch nie byłby jednak sobą, gdyby ich już teraz udzielił.

twin peaks 2017 part 12 recenzja audrey horne

Jestem pewien, że Lynch kręcąc nowe Twin Peaks, dokładnie przewidział, jak publika odbierze serial i rechocze obserwując reakcje widzów. Scena prezentująca po raz pierwszy dorosłą Audrey wygląda niczym przekorna odpowiedź na błagania fanów z ostatnich tygodni, by bohaterka pojawiła się jak najszybciej.

Audrey pojawiła się tylko na chwilę i, dokładnie tak jak widzowie, pozostała bez odpowiedzi na dręczące ją pytanie.

Pojawienie się Audrey było niespodziewane. Horne’owie są ważnymi bohaterami Twin Peaks, ale i tak Lynch wziął mnie z zaskoczenia. Zupełnie nie zdziwił mnie natomiast fakt, że zamiast dowiedzieć się, co bohaterka porabiała przez ostatnie ćwierć wieku, dostaliśmy tylko jedną scenkę rodzajową z jej udziałem.

W 12. odcinku padło wiele imion i nazwisk, które mówią nam tyle, co nic. Jesteśmy paradoksalnie w jeszcze gorszej sytuacji niż Audrey, która bezskutecznie próbuje wyciągnąć ze swojego męża informację nad temat losów tajemniczego Billy’ego. Dla nas nawet to pytanie, które zadaje sobie bohaterka, jest enigmą.

twin peaks 2017 part 12 recenzja audrey horne

Cieszy w tym wszystkim to, że chociaż Audrey nie jest już podlotkiem, to nadal cechują ją niecierpliwość i impertynencja.

Jedna z głównych bohaterek oryginalnego Twin Peaks z lat 90. była wielką nieobecną w nowym serialu. Wiedzieliśmy, że wcielająca się w nią Sherilyn Fenn brała udział w kontynuacji, ale przez kilka miesięcy wypatrywaliśmy jej bezskutecznie. Jej debiut sprawił, że zadajemy sobie coraz więcej pytań.

Nadal nie znalazła potwierdzenia teoria, jakoby Richard Horne był jej synem. Tak naprawdę nic nie wiemy o jej mężu i nie wiemy, kim jest poszukiwany przez nią Billy. Pytania się mnożą, a Lynch uciął wątek Audrey w momencie, w którym mogliśmy się czegoś wreszcie dowiedzieć.

Na innych frontach Twin Peaks też niewiele się dzieje.

Powrót Audrey zdominował 12. epizod. Wiedząc, jak ważne będzie to wydarzenie, Lynch postanowił nie rzucać w widza w tym tygodniu żadną inną fabularną bomba. Owszem, dowiedzieliśmy się nieco o Archiwum X tajemniczej Niebieskiej Róży, ale Lynch Albert postanowił wstrzymać się z dokładnymi wyjaśnieniami.

twin peaks 2017 part 12 recenzja audrey horne

Coraz mniej wierzę Kyle’owi MacLahanowi, który obiecywał, że nowe Twin Peaks jeszcze się rozkręci. W tym tygodniu Cooper pojawił się na ekranie tylko na kilka sekund i znowu zaobserwowaliśmy w nim regres. Lista bohaterów serialu wydłużyła się o kolejne nieznane nazwiska.

Nic jednak nie poradzę na to, że chociaż Twin Peaks stroi sobie z widzów żarty, to serial wciągnął mnie jak bagno i już nie mogę doczekać się kolejnego epizodu.

Wyemitowany w nocy 12. odcinek Twin Peaks był w swojej strukturze bardzo podobny do epizodu z poprzedniego tygodnia. Obserwowaliśmy, jak niespiesznie rozwija się fabuła. Wbrew zapewnieniom Diane, że pora wreszcie ruszyć z impetem ze śledztwem (słowami „Let’s rock”, które padły już w Czarnej Chacie), serial zdaje się stać w miejscu.

Jestem już kilka godzin po seansie i nadal biję się z myślami. Nie wiem, czy jestem bardziej zafascynowany beztroskim łamaniem konwenansów przez Lyncha, czy bardziej wściekły na niego za pogrywanie sobie ze mną. Twin Peaks raz za razem wystawia moją cierpliwość na próbę i zostało już tylko 6 odcinków, by wynagrodzić te katusze.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...