Co sprawia, że Rick and Morty to wybitna animacja? Trudno zdecydować

Felieton/Seriale 30.07.2017
Co sprawia, że Rick and Morty to wybitna animacja? Trudno zdecydować

Nie myślałam, że jeszcze kiedyś będę czekać na kreskówkę, a nawet na serial czy film z taką niecierpliwością. Dzisiaj, w dniu światowej premiery trzeciego sezonu Rick and Morty, zastanawiam się, jak wytłumaczyć ludziom geniusz i relewantność tej produkcji.

Nie oglądam Gry o tron, bo szkoda mi czasu na kolejną serialową superprodukcję. Przestałam być na bieżąco z innymi wielkimi seriami. Złota era seriali sprawiła, że jest zbyt wiele świetnych produkcji, aby znaleźć na nie wszystkie czas. I mimo pozornie wysokiego ich poziomu nie jest trudno trafić na coś zwyczajnie wtórnego.

Lubię za to animacje, bo w nich twórcy mogą popuścić wodze fantazji. Oglądam Family Guy’a, Bob’s Burgers, Archera, BoJacka Horsemana – kreskówki mogą być świetną, pełną emocji i czasem po prostu odmóżdżającą rozrywką.

Rick and Morty deklasuje jednak wszystkie animacje, nawet BoJacka. Opowieść o genialnym dziadku i jego wnuczku doskonale oddaje ducha naszych czasów.

Rick and Morty to wariacja na temat genialnego naukowca i jego młodego, już nie tak bystrego jak on sam, towarzysza. Dziadek Rick zabiera Morty’ego na międzygalaktyczne i międzywymiarowe przygody. Ważnym wątkiem są też perypetie reszty rodziny – córki Ricka, Beth, jej nieudolnego męża, Jerry’ego, i ich nastoletniej córki, Summer.

Kreskówka pełna jest ordynarnych żartów, postacie kosmitów często przypominają penisy lub waginy, a widz nigdy nie wie, co czeka bohaterów w kolejnych odcinkach. Co jednak ważniejsze, twórcy – Justin Roiland i znany ze stworzenia Community, Dan Harmon – nie boją się rzucać nihilizmem, chaosem i obnażającym bezsens istnienia realizmem w twarze oglądających.

Rick jest alkoholikiem. Pije prawdopodobnie dlatego, by zapomnieć o bezsensie świata. Pije tak dużo, że nie potrafi nawet popełnić samobójstwa. Morty jest niezbyt inteligentny i daje sobą manipulować. Beth ma kompleks na punkcie ojca i szuka jego aprobaty. Jednocześnie męczy się w małżeństwie, które zawarła z powodu licealnej ciąży. Jerry jest głupkowaty, ale jednocześnie wyjątkowo naiwny i nieudolny. Summer przechodzi przez nastoletnie fazy buntu i nieustannie gapi się w ekran telefonu.

Wszyscy są nieszczęśliwi. Po części przez nieudane małżeństwo Beth i Jerry’ego, po części przez Ricka, który zdaje się mieć w nosie wszystko i wszystkich.

Serial prezentuje świat, w którym istnieje nieskończona liczba wymiarów. W każdym z nich może zdarzyć się dowolny możliwy scenariusz. Wyobraźcie to sobie – rzeczywistości, w których III Rzesza wygrała II wojnę światową, albo światy, w których nigdy nie zerwaliście z pierwszą miłością. Ziemia, na której wszystkie „co by było, gdyby…” są realne, w których my sami jesteśmy kompletnie innymi ludźmi.

Te równoległe rzeczywistości to klucz do zinterpretowania serialu, ale także sposób na zrozumienie bezsensu istnienia. To ogrom Wszechświata przełożony na język animacji. Rick podróżuje pomiędzy rzeczywistościami i widz nie wie, czy Morty jest jego oryginalnym wnukiem, czy może Rick przeskakiwał już z rzeczywistości do rzeczywistości i stracił połączenie ze swoją prawdziwą rodziną i z oryginalnym sobą. Można tylko przypuszczać dlaczego pije, dlaczego jest wiecznie przygnębiony i dlaczego na niczym mu nie zależy.

Rick and Morty to świetne żarty o kilku warstwach znaczeniowych (jak słynny już robot do podawania masła), to 20 minut rozrywki, ale też – dla bardziej wytrwałych – dodatkowe godziny spędzone na rozszyfrowywaniu wskazówek i sprawdzaniu teorii w internecie.

Nihilistyczny przekaz animacji konfrontuje widza z bezsensem istnienia. Wydaje się on idealny w czasach pełnych niepewności i chaosu.

Co chwilę słyszymy, że millenialsi coś popsuli – nie kupują domów, mieszkają z rodzicami, nie kupują harley-davidsonów, aut, są mniej religijni i zrywają z tradycjami, a od dóbr materialnych wolą przeżycia i samorozwój. To oczywiście uproszczenia uwielbiane przez media, jednak łączy je jeden wątek – millenialsi z kryzysem tożsamości i śmiertelnością radzą sobie inaczej niż wcześniejsze pokolenia. Nie mają pieniędzy, mają za to dostęp do internetu i jego nieograniczonej treści.

Rick and Morty jest odpowiedzą na te bolączki. Stanowi oswajanie bezcelowości istnienia, o której świetnie opowiedział Dan Harmon:

Rick and Morty porusza więcej ważnych i istotnych wątków niż dziesiątki poważnych produkcji. Egzystencjalizm jest mu nieobcy, a warstwa rozrywkowa jest świetna nawet wtedy, gdy odrzucimy głęboki przekaz.

Rick and Morty to produkcja, którą powinien znać każdy. Wywiera ona ogromny, choć niezbyt widoczny, wpływ na kulturę. Myślę, że będzie punktem referencyjnym dla mnóstwa twórców i kulturoznawców przez kolejne dekady. Nie, nie przesadzam – jestem tego pewna.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (17)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...