Gdyby Breaking Bad mi się podobało, to nazywałoby się Ozark – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Seriale 21.07.2017
Nasza ocena:
Gdyby Breaking Bad mi się podobało, to nazywałoby się Ozark – recenzja Spider’s Web

W świecie seriali co kilka lat pojawia się wielkie tąpnięcie. Dawno temu przyniosła je Rodzina Soprano, a później Gra o tron i Breaking Bad. Te serie nieprzerwanie motywują twórców do przekraczania pewnych granic i ryzykowania z formą i fabułą. Są też przypadki, gdy pomysłodawca serii stara się na nowo opowiedzieć uniwersalny motyw, który przyniósł popularność wielkim poprzednikom.

Ozark to znana historia. Motyw zwykłego Amerykanina, który wplątuje się w świat przestępczy, jest bardzo prostym zabiegiem, aby pokazać, jak zmienia się zwykłe życie w ekstremalnych warunkach. W takiej właśnie sytuacji zostaje postawiony doradca podatkowy Marty Byrde (Jason Bateman). Twórcy nie starają się jednak skontrastować amerykańskiej sielanki z podłym światem zorganizowanej przestępczości. Życie głównego bohatera od dawna jest w rozsypce. Małżeństwo Marty’ego to fikcja, jego legalna praca jest nudna, a po godzinach współpracuje on z narkotykowym kartelem.

To złe i smutne życie zostaje przerwane, bo na księgowych mafii spada podejrzenie, że zdefraudowali pieniądze ze sprzedaży narkotyków.

Rodzina musi przenieść się do Ozark, malutkiej turystycznej mieściny w stanie Missouri, bo szef przestępczego świata dał głównemu bohaterowi drugą szansę. To właśnie tam, pośród pięknej przyrody, Marty ma prać pieniądze i kłaść podwaliny pod nową centralę dla kartelu.

Fabuła płynie tu niespiesznie, ale nie rozleniwia widza. Długie rozmowy o pieniądzach i księgowości przecinają mocne i niespodziewane wydarzenia, na które trudno odpowiedzieć inaczej niż niedowierzaniem i manualnym zamknięciem bezwiednie otwartych ust. Nie potrafię przypomnieć sobie serialowej historii, która tak bezceremonialnie zrzuca na głowy widzów drastyczne wydarzenia.

Rodzina i amerykańska sielanka

Dramat, który rozgrywa się w rodzinie ma wiele oblicz, ale tylko część z nich jest interesująca. Relacje rodziców z dziećmi nie wnoszą nic odkrywczego do świadomości widza. Córka (w tej roli wspaniale wypada Sofia Hublitz) i syn (Skylar Gaertner) pozostają w strefie oddziaływania stanów emocjonalnych ojca. Żona (Laura Linney) wybiła się na niezależność i podejmuje próby oderwania się od niesatysfakcjonującej relacji z mężem.

Cała czwórka jest raczej nieszczęśliwa i nie przypomina wyidealizowanego obrazu amerykańskiej rodziny.

Najlepiej obrazują to fantazje Marty’ego, który marzy o spotkaniu kogoś, kto doceni jego starania i potwierdzi, że wiele w życiu osiągnął, a przy okazji dostarczy mu seksualnego spełnienia. Ten aspekt jest wyjątkowo mocnym punktem serialu i sprawia, że bohaterowie nabierają niesamowitej głębi. Trochę boli fakt, że bardzo słabo zarysowane są perspektywy innych członków rodziny. Ozark nie pozostawia wątpliwości, kto jest najważniejszym bohaterem tego dramatu.

Zimne jeziora i gigantyczne lasy

W Ozark wszystko jest wysmakowane. Kolory pozostają w wyjątkowo zimnej tonacji, a groźna i tajemnicza przyroda wylewa się z wielu kadrów. Nie brakuje tu rewelacyjnych ujęć, które mają na celu przytłoczyć bohaterów swoim ogromem. Niesamowite widoki mają potęgować zagubienie postaci w przestrzeni i nadać serialowi niepowtarzalnego klimatu.

Dzięki wizualnej stronie serialu odkrywamy, że miasteczko Ozark jest pełnoprawnym, chociaż niestety potraktowanym po macoszemu, bohaterem.

Brakuje tu trochę mocnych akcentów, które uwydatniłyby wyjątkowość tego miejsca. Niestety bohaterowie tworzący społeczność są raczej banalni i ich historie są tylko punktem odniesienia do losów głównych bohaterów.

Breaking Bad 2

Celowo nie piszę o fabule serialu i nie streszczam jej nawet pobieżnie, bo schemat jest mocno oczywisty. Narkotyki, kartel, tajniacy i służby, mężczyzna, który próbuje się w tym odnaleźć, ocalić minimum niewinności rodziny i utrzymać kontrolę. Wszystko to jest znajome i bardzo przypomina opowieść o pewnym nauczycielu produkującym narkotyki.

Różnice wynikają raczej z tempa opowieści i tego, że punkt wyjścia seriali jest zupełnie inny. W Breaking Bad mieliśmy pokazany początek drogi zmiażdżonego przez życie bohatera. W Ozark poznajemy protagonistę znacznie silniejszego i będącego w połowie drogi Waltera White’a. Nie ma tu też tak ogromnego skupienia się na psychologii postaci. Bohaterowie rozwijają swoje cechy charakteru w akcji. Breaking Bad pozwalało spędzić wiele czasu z postaciami sam na sam. Ozark, mimo małego tempa, cały czas stawia bohaterów w nietypowych okolicznościach i nie pozwala im na chwilę oddechu.

Wspominałem o wysmakowanych ujęciach i skupieniu się na otaczającym świecie. Breaking Bad też pozwalało się nasycić krajobrazem i dobrze przyjrzeć miejscom, w których dzieje się akcja. Mam wrażenie, że estetycznie te seriale się sobie przeciwstawiają. Z jednej strony zimna, bogata natura, a z drugiej uboga i skwarna preria.

Ocena

Trudno mi wyrazić swoją opinię bez narażania się na lincz w komentarzach. Serial jest mocno wsteczny. Nie opowiada nowej historii, a jedynie ją modyfikuje. Bierze utarte schematy i estetykę z popularnego wzorca i przedstawia to na nowo. Byłbym tym znudzony i narzekałbym, że Breaking Bad lepsze, ale… no właśnie – ja nie lubię Breaking Bad.

Lubię natomiast Ozark.

Podoba mi się sposób i tempo opowiedzenia tej historii. Rozumiem bohaterów i ich motywacje. Wiem, że ich życie jest paskudne i rozumiem dlaczego. Mam poczucie, że akcja została zawiązana w taki sposób, że od pierwszych sekund czuć kipiące napięcie i strach. Wszystko to sprawia, że seans jest wyjątkowo angażujący. Zachowano proporcję między psychologią i akcją. Stworzono mieszankę satysfakcjonującą i budzącą niesamowite emocje.

Ozark to serial dobry. Brakuje mu własnego pomysłu i nowatorskiej historii, ale ciągle jest jedną lepszych propozycji dla osób, które szukają przyzwoicie opowiedzianej fabuły.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (11)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...