Okazuje się, że Kingsman to nie jedyna sekretna organizacja dbająca o pokój na świecie. Bohaterowie łączą siły z amerykańskim Statesman i wspólnie ratują planetę przed kolejnym zagrożeniem.

Kingsman: The Golden Circle zrywa z Wielką Brytanią, co może być największą zaletą, jak również największą wadą nadchodzącego filmu akcji. Główna kwatera brytyjskich szpiegów ulega zniszczeniu, a niedobitki sekretnej organizacji łączą siły z amerykańskimi kolegami po fachu – członkami Statesman. Kuzyni z Nowego Kontynentu znacząco różnią się od dżentelmenów w garniturach, preferują jeansy, kowbojskie kapelusze oraz lassa.

Kingsman: The Golden Circle będzie grało na relacjach brytyjsko-amerykańskich.

To oczywisty, banalny zabieg obliczony na zwiększenie przychodów w USA. Mam jednak wrażenie, że ukłon w kierunku amerykańskich widzów odbywa się nieco kosztem klimatu znanego z pierwszej części. Sekretni szpiedzy pod muszką w stylu starego Jamesa Bonda mają w sobie coś z melancholijnego uroku dawnego Hollywood. Plujący i przeżuwający Channing Tatum tego uroku już nie ma.

Oczywiście zwiastunowi nie mogę odmówić efektowności. Choreografia scen walk wygląda niesamowicie, a efekty specjalne nie odznaczają się na tle prawdziwych planów i aktorów. Kingsman: The Golden Circle na pewno będzie intensywnym filmem akcji. Produkcja zapewne przyniesie większe zyski niż pierwsza odsłona. Mimo wszystko wciąż nie jestem przekonany, czy wprowadzenie Statesman do uniwersum, jest najlepszym pomysłem.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...