Spełniły się moje najgorsze obawy, ale na Spider-Man: Homecoming i tak świetnie się bawiłem

Recenzje/Film 05.07.2017
Nasza ocena:
Spełniły się moje najgorsze obawy, ale na Spider-Man: Homecoming i tak świetnie się bawiłem

Spider-Man: Homecoming to niezbity dowód na to, że współpraca Sony i Marvel Studios to był dobry pomysł. Tylko jedna rzecz nie daje mi spokoju. I nie, wcale nie chodzi mi tutaj o Iron Mana.

W tekście znajdą się delikatne spoilery ze Spider-Man: Homecoming, ale jeśli oglądaliście zwiastuny to raczej i tak nie macie się czego obawiać…

Jeśli tak jak ja baliście się, że trailery zdradziły za dużo fabuły Spider-Man: Homecoming, to nie mam dobrych wiadomości. Nie złośćcie się jednak na posłańca, bo od razu uspokajam: film, który pokazuje po raz pierwszy nowego Petera Parkera w pełnej krasie, ma do zaoferowania dużo więcej. Nawet świadomość tego, jak potoczy się historia, nie odbiera przyjemności z seansu.

Nowy kinowy Peter Parker to prawdziwy przyjazny Człowiek-Pająk z sąsiedztwa, a Spider-Man: Homecoming to bynajmniej nie jest Iron Man 3.5 – ani też kolejne typowe origin-story.

Trzeci w ciągu ostatnich piętnastu lat filmowy Spider-Man debiutował w 2016 roku w Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów. Jego solowy film to nie jest powtórka z rozrywki. Tym razem nad Manhattanem nie otworzył się portal do innego wymiaru, a żaden robot nie grozi anihilacją całej planecie. Podobnie jak w przypadku seriali Netfliksa, nowy film bierze na tapet bardziej przyziemne sprawy.

Widzowie po krótkim wstępie przenoszą się do Queens, a Avengersi są zbyt zajęci, by się zajmować dzielnicą, w której dorasta Peter. Właśnie tam obserwujemy pierwsze kroki (i salta) bohatera. Jego komiksowy pierwowzór to teraz dorosły szef globalnej korporacji, ale pamiętajmy, że Parker zaczął swoją przygodę ze wsadzaniem bandytów za kratki jeszcze jako uczeń szkoły średniej.

Właśnie takiego Spider-Mana dostaliśmy: o dobrym sercu, ale niedoświadczonego, bez pewności siebie, poszukującego swojego miejsca i akceptacji – zarówno od najbliższego otoczenia, jak i od dorosłych, których uznaje za autorytet. To nie dojrzały Spider-Man grany przez Tobeya Maguire’a ani niesamowity Spider-Man w interpretacji Andrew Garfielda.

Tom Holland portretuje bohatera, który jest nastolatkiem, a Jon Watts przyjął to z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Świat, w którym dorasta Peter Parker, tylko na pozór jest taki jak nasz. Nikogo w nim nie dziwią ataki kosmitów i złoczyńcy w przerażających pancerzach. Dorośli próbują w tak niepewnych warunkach zapewnić byt swoim rodzinom, a młodzi ludzie ciągle słyszą o kolejnych tragicznych wydarzeniach z udziałem superbohaterów i traktują ich niczym celebrytów.

Nie oznacza to jednak, że zwykłych ludzi nie dotyczą już te ich normalne, przyziemne rozterki. Peter Parker popołudniami próbuje łapać drobnych złodziejaszków, by zaimponować Tony’emu Starkowi, ale cierpi na tym jego życie prywatne. Okłamuje bliskich, co i rusz zawodzi przyjaciół. Rezygnuje z dodatkowych zajęć, wypisuje się z kółka naukowego i zwija się po angielsku z imprezy.

W tym aspekcie film jest akurat pełen klisz, ale nie przesadzono z portretowaniem trudnego procesu dorastania. Peter ma problemy jak każdy nastolatek, ale uniknięto tutaj pułapek stojących przed filmami młodzieżowymi. Do minimum ograniczono moralizatorstwo i zamiast tego wprowadzono sporo humoru jak chociażby wideo instruktażowe dla nauczycieli WF-u… z Kapitanem Ameryką.

Spider-Man: Homecoming - recenzja

Niezmiernie spodobało mi się to, że rówieśnicy Petera nie zostali potraktowani po macoszemu.

Cała grupa nastolatków wypadła przekonująco. Najlepszy przyjaciel Parkera imieniem Ned wprowadza sporo humoru, a wycofana i buntownicza Michelle ma świetne riposty. Młody Flash Thompson raz skanduje Penis Parker ku uciesze innych dzieciaków, a kilka scen później mało nie posika się w majtki ze szczęścia, gdy Spider-Man pożycza jego auto.

Tylko Liz, czyli szefowa kółka naukowego, w której Peter się skrycie podkochuje, wypada nieco gorzej, aczkolwiek nie przekracza granicy żenady. Jestem to jednak w stanie wybaczyć, bo Sony wykreowało świetną ciocię May. To nie jest starowinka znana z kreskówki o Spider-Manie z lat 90., tylko pewna siebie i zadziorna kobieta.

Nie ma jednak wątpliwości, że w Spider-Man: Homecoming znalazło się miejsce tylko na jedną gwiazdę o dwóch obliczach. Postaci poboczne zostały odpowiednio zarysowane, ale poświęcono im minimum czasu. To była świetna decyzja, bo w filmie nie czuć niedosytu ani Petera Parkera, ani Spideya i skupiono się na jego perypetiach.

Spider-Man Homecoming - recenzja

Młody chłopak zdaje sobie sprawę, że musi znosić upokorzenia i poświęcić swoje inne pasje, bo ciąży na nim wielka odpowiedzialność.

Jak tylko na początku filmu pojawiła się scena retrospekcji, bałem się, że Sony i Marvel pójdą oczywistą drogą. Jon Watts na całe szczęście nie zdecydował się na kliszę i nie zanudzał nas po raz trzeci genezą tej postaci. Wszyscy wiemy, że to śmierć wujka Bena wpłynęła na Petera i oszczędzono, wydawałoby się obowiązkowego, kazania o tym, co idzie za wielką mocą.

Bynajmniej nie oznacza to, że Spider-Man jest członkiem formacji Avengers. Tony Stark wykorzystał jego zdolności w walce z Kapitanem Ameryką, ale potem Spidey trafił na ławkę rezerwowych. „Zajmij się przyziemnymi sprawami, a sprzedawców broni zostaw dużym chłopcom” słyszy od swojego mentora, który w nowej roli czuje się równie mało pewnie, co Peter jako superbohater.

Spider-Man grany przez Toma Hollanda jest w równym stopniu zabawny i zadziorny, co niezdarny i pocieszny. Stał się gwiazdą YouTube’a i powoli mieszkańcy Queens się do niego przekonują, ale to dopiero początek jego drogi. Peter Parker jest w dodatku przekonany, jak każdy nastolatek, że jest już gotowy stanąć na równi z pierwszoligowymi herosami.

Spider-Man: Homecoming

Oczywiście boleśnie przekonuje się o tym, że na to jest zbyt wcześnie.

Można mieć wrażenie, że Spider-Man nieco za szybko dostał gadżeciarski strój od swojego mentora. Sony udało się jednak ładnie z tego wybrnąć i sprowadzić pełzającego po ścianach bohatera na ziemię. Bardzo dobrze wypadł też jego pierwszy prawdziwy wróg. Michael Keaton jako Vulture sprawdził się lepiej niż wielu innych antagonistów w filmach Marvela.

Nie była to może wybitna kreacja na kształt Lokiego, ale zapada w pamięć bardziej niż przeciwnicy wielu innych bohaterów. Sony postanowiło nieco zmodyfikować jego historię względem tej znanej z komiksów i to akurat spory plus. Pominięto naukowe mumbo jumbo i… by nie zdradzać zbyt wiele, napiszę tylko, że zgrabnie wpisano jego historię w Marvel Cinematic Universe.

Vulture to godny przeciwnik dla Spider-Mana. Jest na tyle zły, że nie sposób mu kibicować, ale na tyle bliski normalnym ludziom, że można zrozumieć jego motywację. Nie pokuszę się o stwierdzenie, że to wielowymiarowa postać, która mówi nam coś nowego i ważnego o człowieczeństwie, ale jako przeciwnik bohatera w komediowym blockbusterze wypada po prostu dobrze.

Spider-Man Homecoming - recenzja

Tom Holland obronił się jako aktor i nie został przytłoczony przez znacznie bardziej doświadczonych aktorów.

Obawiałem się nieco, że młody odtwórca głównej roli wypadnie blado i pozostanie w cieniu znacznie bardziej doświadczonych aktorów. Tak się jednak nie stało. Spider-Man walczy z Vulture’em jak równy z równym, a Robert Downey Jr. co prawda był obecny w materiałach promocyjnych, ale w samym filmie pojawił się zaledwie jako tło.

Oczywiście od dawna wiedzieliśmy, że Iron Man pojawi się w filmie i odegra w nim istotną rolę. W tym jednym aspekcie trailery dały nieco mylne wrażenie. Nie kradnie on czasu ekranowemu Peterowi Parkerowi i pojawia się tylko epizodycznie. Każda jego scena była zresztą potrzebna, by fabuła filmu trzymała się kupy.

Opowiedziana w Spider-Man: Homecoming historia dobrze się rozwija i kolejne akty nie są wyłącznie pretekstem, by pokazać Spider-Mana w akcji przy wykorzystaniu innej scenografii. Chociaż dokładnie takiego rozwoju wydarzeń się spodziewałem i obyło się bez większych zaskoczeń podczas seansu, to przebieg akcji był satysfakcjonujący – jak i zakończenie.

Spider-Man Homecoming - recenzja

Jeśli chodzi o warstwę wizualną, to nie mam Spider-Man: Homecoming nic do zarzucenia.

Pod względem widowiskowości scen walki nie wyznacza on nowych standardów, ale nie tego oczekiwałem po tym filmie. Zamiast pojedynku z setkami robotów zdecydowanie wolę oglądać, jak Spider-Man walczy wręcz z normalnymi bandziorami. Sceny akcji są znacznie bardziej kameralne i pełne humorystycznych dialogów, które są znakiem rozpoznawczym gadatliwego Spideya.

Film ma wiele humorystycznych scen, o które aż się prosiło, biorąc pod uwagę miejsce akcji oraz wiek i charakter bohatera znany z komiksów. Spider-Man nie walczy ze zbirami na Manhatannie, więc zamiast śmigać na sieciach pomiędzy wieżowcami, musi przebiec przez kilka posesji na przedmieściach, by dogonić samochód dostawczy. Te lekkie sceny przypominają, że główny bohater to ciągle nastolatek.

Fani MCU będą też bardzo zadowoleni, bo Jon Watts w Spider-Man: Homecoming zawarł mnóstwo easter-eggów, które dają nam pewne pojęcie o tym, jak zmienił się status quo we współdzielonym uniwersum po wydarzeniach z Civil War. Cieszy jednak, że chociaż nowy film będąc częścią Marvel Cinematic Universe, to spycha Avengersów na drugi plan i broni się jako samodzielna opowieść.

spider-man homecoming trailer zwiastun

Dzięki zgrabnie poprowadzonej akcji i kameralnej atmosferze Spider-Man: Homecoming ogląda się świetnie, nawet gdy widz trafnie przewidzi, jak akcja potoczy się dalej.

Jeszcze wczoraj czytałem o obietnicach Jona Wattsa, które okazały się nie mieć pokrycia w rzeczywistości. Reżyser przekonywał, że jego Spider-Man: Homecoming ma asa w rękawie i nas czymś zaskoczy. Niestety to guzik prawda, a obawy fanów się potwierdziły: tak, trailery dość mocno zdradziły fabułę.

Nie jestem z tego zadowolony i to w sumie mój największy zarzut wobec twórców. Mam jednak wrażenie, że w zwiastunach widziałem ujęcia, które zapowiadały mocno stereotypowe rozwinięcie wątków takich jak licealny romans. Najwidoczniej nie trafiły one do finalnej wersji filmu.

Nie mogę się doczekać wydania Blu-ray, bo zobaczyć co zostało na stole montażowym, ale w tym przypadku jestem przekonany, że podjęto dobre decyzje. Relacje między bohaterami nie wyglądały na spłycone i mam wrażenie, że mogły wręcz zyskać na pozbyciu się pewnych ujęć.

spider-man homecoming trailer zwiastun

Położono też nacisk na to, że chociaż młody Spider-Man dostał swój strój od Iron Mana to nie ubiór uczynił z niego superbohatera.

Niepotrzebnie obawiałem się tego, że uczynienie z Petera Parkera protegowanego samego Tony’ego Starka negatywnie wpłynie na tę postać. Nie tak rozpoczęła się jego przygoda w komiksach, ale filmowcom udało się nieźle poprowadzić scenariusz, a przerysowane pod względem możliwości gadżety nie przysłoniły tego, co czyni Spider-Mana bohaterem.

Spider-Man: Homecoming to kawał niezłego kina. Chociaż Jon Watts nie omieszkał korzystać ze schematów tam, gdzie było to uzasadnione, to nie przesadził. Oparł się pokusie zbyt szybkiego wysłania Petera Parkera na głęboką wodę, ale przy tym nie zanudza nas scenami, w których bohater dopiero poznaje swoje moce.

Sony dało nam naprawdę solidny film i przekonała mnie do siebie ta nowa kreacja Petera Parkera. Z ogromną chęcią obejrzę jego kolejne przygody w ramach Marvel Cinematic Universe. Po seansie Spider-Man: Homecoming jestem przekonany, że Tom Holland zostanie z nami na dłużej i już rozumiem, dlaczego to ten bohater będzie twarzą czwartej fazy MCU.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...