Reżyser Epizodu IX wydaje się doskonale rozumieć, o co chodzi w Gwiezdnych wojnach

News/Film 13.06.2017
Reżyser Epizodu IX wydaje się doskonale rozumieć, o co chodzi w Gwiezdnych wojnach

Darth Vader, Han Solo, księżniczka Leia, R2-D2 i C-3PO… to świetnie wymyślone postacie były kluczowe dla sukcesu pierwszej trylogii Gwiezdnych wojen. Cieszę się, że Colin Trevorrow o tym nie zapomniał.

Gwiezdne wojny zmieniły na zawsze świat filmu i popkultury. Są nieustającym fenomenem porywającym setki milionów fanów na całym świecie. W tym moją skromną osobę. Dokonały tego na wiele sposobów, tym jak zostały nakręcone, o czym opowiadały, w jaki sposób i w jakiej estetyce. Nie zapomniały jednak o uniwersalnych cechach dobrych filmów.

Tu oczywiście piję do wspomnianych wyżej postaci. Łotrzyk Han Solo, młody i żądny przygód Luke Skywalker, silna ale niezmiennie kobieca Leia, przerażający Vader, no i Yoda, Imperator, Obi-wan… mógłbym zanudzać was wymienianiem każdej jednej postaci, ale na pewno wiecie co mam na myśli.

I na pewno też wiecie, że „druga trylogia” przedstawiająca wydarzenia poprzedzające pierwszą, miała z tymi bohaterami problem. Czy to źle rozpisane postacie, czy też pogubienie się aktorów na cyfrowym planie filmowym, w zasadzie tylko Ewan McGregor wyszedł z tych trzech kolejnych fimów zwycięsko.

Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy zadbało o fajnych bohaterów. Epizod 9 również o tym nie zapomni.

Colin Trevorrow, reżyser nienazwanego jeszcze Epizodu IX Gwiezdnych wojen udzielił fajnego wywiadu magazynowi Fandango. Chwalił w nim Przebudzenie Mocy właśnie z uwagi na zaprezentowanie nowych i ciekawych bohaterów. Takich jak Rey, z którą bez trudu i ochoczo identyfikuje się znaczna część żeńskich fanek serii.

Reżyser odnosi się do Luke’a Skywalkera, Hana Solo i księżniczki Lei i przypomina, ile dzieciaków marzyło i fantazjowało, by być takimi jak oni. Zapewnił, że postara się, by w przypadku nowych postaci oddziaływanie było równie potężne.

Dodał też, że bez wątpienia zakończenie pierwszej trylogii, a więc Powrotu Jedi, było niesłychanie satysfakcjonujące. Faktycznie, to jeden z najlepszych – jeżeli nie najlepszy – finałów w całej historii Hollywood. A skoro Trevorrow zdaje sobie z tego sprawę i ma ambicję zadbać o podobne w swoim filmie, to z całą pewnością ma moją uwagę.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (10)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...