Miasteczko Twin Peaks – 8 powodów, które świadczą o wyjątkowości serialu Davida Lyncha

Artykuł/Seriale 20.05.2017
Miasteczko Twin Peaks – 8 powodów, które świadczą o wyjątkowości serialu Davida Lyncha

Przed nami chyba najgorętsza serialowa premiera ostatniej dekady, czyli trzeci sezon „Miasteczka Twin Peaks”. Zanim jednak zajmiemy się oglądaniem, warto przypomnieć sobie na czym tak naprawdę zbudowany jest unikalny fenomen tej serii.

Protoplasta binge-watching

Seriale od zawsze wciągały widza. Taka jest ich natura. Nigdy wcześniej jednak żadna produkcja telewizyjna nie fascynowała i trzymała w napięciu tak jak „Miasteczko Twin Peaks”. Oczywiście, w 1990 roku dystrybucja w telewizji wyglądała inaczej niż dziś, także netfliksowy model binge-watching jeszcze nie istniał, tym niemniej odpowiedź na pytanie „Kto zabił Laurę Palmer?” spędzała sen z powiem całemu światu i niemalże każdy z wypiekami na twarzy wyczekiwał kolejnego odcinka, by poznać mroczną tajemnicę amerykańskiego miasteczka.

Eksperymentalna forma i oryginalny styl wizualny

David Lynch był prawdopodobnie pierwszym twórcą, który zobaczył w telewizji potencjał na tworzenie prawdziwej sztuki przez wielkie „S”. „Twin Peaks”, podobnie jak kinowe dzieła tego reżysera, charakteryzowało się nie tylko wysmakowaną warstwą wizualną żywcem wyjętą z filmów artystycznych, ale też eksperymentami z samą warstwą formalną. Nakładanie na siebie obrazów, podróże pomiędzy sferą jawy i snów, przewijanie czasu, filmowanie aktorów „od tyłu”,  nietypowe kadrowanie… Sceny, które same w sobie potrafiły być wizualnym rebusem oraz chwilami dość mocno teatralne prowadzenie aktorów. To wszystko tworzyło jedyny w swoim rodzaju świat.

Ścieżka dźwiękowa

Artystyczne podejście Lyncha do telewizji przejawiało się na dosłownie każdym polu w przypadku „Twin Peaks”. Nie tylko warstwa wizualna została tu pieczołowicie przygotowana i dopieszczona, ale też położono bardzo istotny nacisk na ścieżkę dźwiękową. Lynch doskonale zdawał sobie sprawę jak wielką siłę niesie ze sobą odpowiednio dobrana muzyka, która potrafi kreować własne światy, interpretacje oglądanych scen oraz tworzyć wyjątkową atmosferę, które staje się główną tkanką ekosystemu.

Dziś nie da się po prostu na sam dźwięk słowa „Twin Peaks” nie skojarzyć jego wyjątkowego, budzącego ciarki na plecach utworu przewodniego autorstwa Angelo Badalamentiego. Mocno syntezatorowe motywy muzyczne, wprowadzające klimat mroku i niepokoju oraz smutku pojawiają się na przemian z lekkimi gitarowymi oraz jazzowymi aranżacjami. Wszystko to, jako całość brzmi dosłownie jak melodie z innego wymiaru bądź równoległego świata wyjątkowej wyobraźni Davida Lyncha.

Cliffhanger

Kyle MacLachlan w końcowej scenie z ostatniego odcinka 2 sezonu Twin Peaks

Na dobrą sprawę, całe „Twin Peaks”, ze względu na liczne tajemnice i oniryczną formę, stanowiło jeden wielki cliffhanger, natomiast końcowa scena ostatniego odcinka 2 sezonu (jeszcze do niedawna uważanego za ostatni odcinek „Twin Peaks” w ogóle) to jeden z najsłynniejszych, najbardziej komentowanych i zarazem kontrowersyjnych cliffhangerów w historii popkultury. Jego wyjątkowość wynikała w dużej mierze z czynników zewnętrznych, na które twórcy nie do końca mieli wpływ. Po prostu stacja ABC, w obliczu malejącej oglądalności 2 sezonu, postanowiła nagle zakończyć serial, więc Lynch z Frostem stanęli przed faktem dokonanym i zmuszeni byli przedwcześnie zamknąć wszystkie wątki. A że styl Lyncha i tak zakładał wiele tajemnic i zagadek, to taki obrót zdarzeń sprawił, że autor mógł w pełni pofolgować swojej, w tym przypadku dość złośliwej, wyobraźni, która na przekór producentom, postanowiła pewne wątki uciąć w najmniej odpowiednim momencie. I przez ponad dwie dekady żyliśmy ze świadomością, że taki jest koniec „Twin Peaks”.

Zabawa z motywami opery mydlanej

Rodzina Laury Palmer

„Twin Peaks” to pierwszy w pełni post-modernistyczny serial w historii telewizji. Mało który serial po nim w tak kompleksowy sposób bawił się konwencjami i odnosił się do tak różnych, czasem skrajnych, gatunków. Jednym z nich jest motyw opery mydlanej. David Lynch i Mark Frost w mistrzowski sposób przenieśli całą specyfikę telenoweli w ramy mrocznej i dziwnej opowieści o morderstwie młodej kobiety. W dodatku umiejętnie huśtając się pomiędzy powagą a kiczem, soapową poetyką, a jej delikatnym pastiszem, często sprowadzając relacje między bohaterami na skraj melodramaturgii i przesadnej emocjonalności.

Komedia

Agent Dale Cooper i... lama. Kadr z 5 odcinka pierwszego sezonu Twin Peaks

„Twin Peaks” to serial, który na swój sposób stara się oddać pełne spectrum sytuacji, z jakimi stykamy się w życiu. Od dramatów, tragedii po… humor. I tak też Lynch i Frost zdołali, pomiędzy mrok i tajemnicę tragicznej zagadki śmierci Laury Palmer, zaimplementować też dużo motywów komediowych. Co ciekawe, pozornie wydawały się one nie pasować do konwencji smutnej i poważnej, a mimo to wypadały nadzwyczaj naturalnie. Pomimo faktu, że czasem, owe motywy humorystyczne prezentowały naprawdę szerokie ramy – od niemalże kreskówkowego slapsticku do komedii sytuacyjnej oraz dziwnych osobowości mieszkańców Twin Peaks.

Horror

Kim jest Bob?

Obok eksperymentów wizualnych, tajemnicy oraz elementów komediowych, Twin Peaks potrafiło też przerażać. I to nie tylko tajemniczą, senną atmosferą oraz nie zawsze jasnymi metaforami – często serial dość odważnie sięgał też po motywy bezpośrednio rodem z horrorów. Sama postać Boba potrafiła solidne przerażać – w połączeniu z niepokojącą formą oraz kreacją samej postaci, Lynchowi udało się w tej postaci przemycić esencję czystego zła, którego nie da się okiełznać i które czyha zawsze wokół nas, czekając tylko na odpowiedni moment by zaatakować. Do tego niemalże wszystkie sceny w czerwonym pokoju wyglądały jakby były rodem wyjęte z koszmarów sennych. Czegoś takiego nigdy wcześniej nie było w telewizji.

Tajemnice, tajemnice

Któż z nas nie kocha tajemnic? To one sprawiają, że z zapartym tchem śledzimy akcję filmu/serialu/książki; lubujemy się w rozwikłaniu zagadek i odkrywania ukrytych sensów. Twin Peaks było wyjątkowe, bo wychodziło o kilka kroków naprzód względem znanych wcześniej filmów i seriali z wątkiem kryminalnym. Tajemnica „Kto zabił Laurę Palmer?” dość szybko stała się tylko wierzchołkiem góry lodowej, gdyż barwna wyobraźnia Davida Lyncha utkała cały serial z licznych niedopowiedzeń, wizualnych metafor, projekcji sennych, które tylko mnożyły kolejne znaki zapytania.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...