Sowy nie są tym, czym się wydają – najważniejsze motywy filmów Davida Lyncha

Artykuł/Film 18.05.2017
Sowy nie są tym, czym się wydają – najważniejsze motywy filmów Davida Lyncha

Z okazji zbliżającej się premiery nowego sezonu Twin Peaks udałem się w podróż do niezwykłego umysłu jego twórcy – przed wami David Lynch i jego niezwykły świat wyobraźni i snów.

Logika snów

Agent Dale Cooper i karzeł w czerwonym pokoju - kadr z serialu Twin Peaks

David Lynch nie był pierwszym, który operował oniryzmem w kinie, ale z pewnością jemu wyszło to najlepiej. Mało który twórca potrafił tak płynnie poruszać się w materii snów i w tak niezwykły sposób pokazać to na ekranie. Właściwie cała „Zagubiona autostrada” to filmowa projekcja snów, pozornie pozbawiona logiki, sensu i składni. Ale podobnie jak w przypadku snów, tak i w przypadku tego i innych jego filmów, gdy poświęcimy czas na analizę oraz interpretację licznych wizualnych metafor, to całość zacznie się nam logicznie wykluwać z tej enigmatycznej układanki.

W dodatku przejścia Lyncha od sfery jawy do sfery śnienia są czymś, co reżyser ten opanował do naturalnej perfekcji. Wystarczy wspomnieć o licznych, budzących dreszcze na karku scenach z czerwonego pokoju w „Twin Peaks” czy antropomorficznej rodzinie królików z „Inland Empire” (przyznam, że wcześniej nie sądziłem, że można ukazać króliki w tak niepokojący i przerażający sposób). Jest coś w samej choreografii tych scen czy też w kadrowaniu, coś odrealnionego, a jednocześnie w jakiś sposób organicznie naturalnego, co sprawia, że obrazy Lyncha dotykają naszej podświadomości i lęków.

Deformacje

Kadr z filmu Głowa do wycierania, debiutanckiego filmu Davida Lyncha z 1977 roku

David Lynch dużo uwagi w swoich filmach poświęca cielesności oraz jej deformacjom. Nie dziwi więc specjalnie fakt, że jednym z jego pierwszych filmów był „Człowiek słoń” opowiadający o Johnie Merricku (fantastyczny John Hurt) cierpiącym na rzadką i okrutną chorobę, która kompletnie wypaczyła jego wygląd fizyczny. Ale motyw zdeformowanej cielesności pojawia się i w „Twin Peaks” (chociażby pod postacią karła z czerwonego pokoju), w „Głowie do wycierania” (zwłoki dziecka-kosmity), a nawet „Blue Velvet” w formie ucha znalezionego na trawniku przez głównego bohatera.

Małe miasteczka i ich tajemnice

Ucho znalezione przez głównego bohatera na samym początku filmu Blue Velvet

David Lynch był jednym z pierwszych twórców, którzy (przynajmniej w telewizji) pokazali małe miasteczka z zupełnie innej, bardziej mrocznej strony. Zobrazowanie małych społeczności, poprzez pokazywanie ich dziwactw i tajemnic, których lepiej nie wywlekać na światło dzienne, szybko stało się jednym ze znaków rozpoznawczych Lyncha, by później stać się jednym z najbardziej interesujących motywów w całej popkulturze.

Zanim jednak zawitaliśmy do „Twin Peaks”, to wcześniej Lynch przedstawiał nam małe miasteczko w północnej Karolinie w „Blue Velvet”. Skąpanie w niedopowiedzeniach i mrocznych grzeszkach pozornie spokojne i sielskie społeczności portretowane są zazwyczaj poprzez pojawienie się osoby „z zewnątrz” (traf chciał, że zarówno w przypadku „Blue Velvet” jak i „Twin Peaks” ową osobę gra ten sam aktor – Kyle MacLachlan). W obu produkcjach owa postać jest z jednej strony zdystansowanym obserwatorem, a z drugiej komentatorem i uczestnikiem wydarzeń, które sam odkrywa, nomen omen, kawałek po kawałku (w „Blue Velvet” przyczynkiem do śledztwa jest znalezione przez głównego bohatera odcięte ucho).

Jednak to „Twin Peaks” i jego fenomen na początku lat 90., sprawił, że po dziś dzień oglądamy inkarnacje tego samego motywu, czyli zbrodni dokonanej w teoretycznie spokojnej, zamkniętej i znającej się nawzajem społeczności. „The Killing”, „Broadchurch” czy nawet nasz rodzimy „Belfer” zapewne w ogóle nie ujrzałyby światła dziennego, gdyby nie przełomowy serial o zabójstwie Laury Palmer.

Muzyka

Muzyka w filmach odgrywa olbrzymią rolę, czasem to głównie ona kreuje atmosferę danego obrazu. U Lyncha muzyka ma równie wielką siłę oddziaływania jak konkretne sceny powstałe w głowie reżysera. David Lynch zawsze dobiera do swoich filmów melodie pełne tajemnicy, nastroju oniryzmu, czasem psychodelii, często mocno ocierające się o jazz i muzykę eksperymentalną oraz ambient. Udaje mu się osiągnąć efekt surrealizmu oraz realizmu magicznego zarówno w łączącym mrok i smutek niezapomnianym motywie do serialu „Twin Peaks” jak i hipnotycznymi i zmysłowymi dźwiękami  z „Blue Velvet”, ale też w bardziej dynamicznym, szalonym i industrialnym soundtracku do „Zagubionej Autostrady”, na którym pojawiły się utwory Trenta Reznora, Marilyna Mansona czy Rammsteina.

Symbolizm

Kobieta z pieńkiem - kadr z serialu Twin Peaks

Filmy Lyncha są istną kopalnią złota jeśli chodzi o poukrywane w nich symbole. Część z nich spędza po dziś dzień sen z powiek fanom jego twórczości, którzy podjęli się analizy, a część znana jest tylko samemu autorowi. W jego filmach często można dostrzec dość uważne ujęcia na robactwo pośród pięknej przyrody, które według Lyncha symbolizuje zło tego świata, czyhające na nas w każdym zakamarku, gotowe ujawnić się wtedy, gdy jest najmniej spodziewane. Powiedzenie „sowy nie są tym czym się wydają” wykracza daleko poza samo „Twin Peaks” i rozpościera się praktycznie na wszystkie jego dzieła, stając się jednocześnie najlepszym podsumowaniem jego twórczości.

Najwięcej symbolicznych postaci wygenerował właśnie serial „Twin Peaks”. Od tajemniczej śmierci Laury Palmer (ponoć inspirowanej śmiercią Marilyn Monroe), po czerwony pokój (czy jest to piekło? czyściec? pomost pomiędzy wymiarami bądź światami snu i jawy?), kobietę z pieńkiem oraz postać Boba, jako wcielenie zła totalnego (do dziś jest to bodajże najbardziej przerażająca mnie postać jaką widziałem w kinie bądź telewizji). Otwarte ramy serialu, bardziej niż ramy kinowe, pozwoliły Lynchowi w pełni rozwinąć skrzydła i stworzyć fascynującą mitologię jego własnych symboli i znaczeń.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...