Trudno nie szanować Davida Lyncha za jego podejście do zwiastunów

Felieton/Film 16.05.2017
Trudno nie szanować Davida Lyncha za jego podejście do zwiastunów

Znacie to? Zajarani zwiastunami idziecie do kina lub siadacie przed telewizorem i… okazuje się, że całą fabułę już znacie. Skąd? Z tych głupich zwiastunów. Na szczęście istnieją jeszcze filmowcy, którzy wiedzą, że spoilery to marna reklama.

Za każdym razem, kiedy ekscytuję się jakąś telewizyjną lub kinową premierą, mam duże obawy przed oglądaniem kolejnych zwiastunów. Dlaczego? To bardzo proste: niektóre z nich zdradzają za dużo na temat samego filmu. Po co mam oglądać jakiś film, skoro wiem, jak się skończy? Dla samego podziwiania kadrów, pracy kamery czy gry aktorskiej?

No dobra, to są jakieś tam powody. Jednak największa przyjemność z oglądanego po raz pierwszy filmu pochodzi z ciekawości tego, co się wydarzy za chwilę. Z słuchania historii, jaką film ma do opowiedzenia. A że często najbardziej widowiskową, nadającą się do zwiastuna sceną jest ta ostatnia, to wytwórnie nie zważają na nic i zrobią wszystko, by nas wkręcić w kupno biletów na film. Nawet za cenę odebrania przyjemności z jego oglądania.

Tych zwiastunów nie wolno oglądać (uwaga, spoilery, nie znasz tych filmów, to przejdź do następnego paragrafu!).

Koronnym przykładem niech będzie powyższy Cast Away – poza światem. Całkiem sympatyczny film Roberta Zemeckisa, który próbuje opowiedzieć historię inspirowaną tą o Robinsonie Crusoe. Już pal licho, że w zwiastunie są pokazane prawie wszystkie fajne sceny i związane z nimi zwroty akcji. Reklamówka Cast Away pokazuje też… zakończenie filmu. A więc materiał reklamowy mówi o tym, że główny bohater trafił na bezludną wyspę, o tym jakie miał tam przygody i pokazuje, że na sam koniec zostaje uratowany. Po co mam to oglądać?

Podobnie było w przypadku filmu Władca Pierścieni: Dwie wieże. Co prawda znaczna część potencjalnej widowni tego filmu czytała książkę, ale jakże krzywdzące musiało być ujawnienie już w zwiastunach tego, że Gandalf przeżył pojedynek z Balrogiem w Drużynie pierścienia, żyje i ma się bardzo dobrze.

Zakończenie zdradził również zwiastun do filmu Speed: Niebezpieczna prędkość. Sam film, bardzo fajny. Proste kino akcji z bardzo fajnym pomysłem na historię. Na szczęście nie widziałem zwiastuna przed seansem i do samego końca byłem ciekaw, jak to się skończy. Ci, co widzieli materiał promocyjny, widzieli też, że film się kończy happy endem, autobus wybucha, ale już bez pasażerów. I cała intryga idzie w cholerę…

Im więcej wiesz, tym mniejsza przyjemność – twierdzi David Lynch, twórca Miasteczka Twin Peaks.

Zwiastuny i materiały promocyjne trzeciego sezonu Miasteczka Twin Peaks nie mówią o historii opowiadanej przez serial w zasadzie nic. Wiemy właściwie tylko, że wróci część głównych bohaterów, w tym agenci Dale Cooper i Albert Rosenfield. Na tym koniec. Na wyraźne życzenie Davida Lyncha.

W rozmowie z Hollywood Reporterem Lynch przyznaje, że nie cierpi wiedzieć czegokolwiek na temat filmu przed jego obejrzeniem. Chce być prowadzony przez reżysera od początku do końca, a nie tylko oglądać sceny, których zabrakło w materiale promocyjnym. Aż do samego końca emisji trzeciego sezonu ekipa odpowiedzialna za jego realizację ma absolutny zakaz publicznych rozmów na temat serialu. Reżyser nie chce sam też rozmawiać w mediach o produkcji, ignorując nawet pozornie niegroźne pytania na temat jego współpracy z aktorami.

Bardzo, bardzo szanuję takie podejście.

Nie cierpię tak zwanych „spoilerów”. Uwielbiam dobre opowieści i chcę się nimi delektować już od samego ich początku. Wygląda na to, że nowe Miasteczko Twin Peaks mi to zapewni. Bardzo bym chciał, by działy reklamowe innych wytwórni zrozumiały podejście Lyncha i zechciały zacząć je podzielać. Choć nadziei dużych na to nie mam…

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (6)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...