Czy rozrywkowe superprodukcje muszą być takie długie?

Felieton/Film 28.04.2017
Czy rozrywkowe superprodukcje muszą być takie długie?

Czy tylko mi się wydaje, czy filmowe widowiska stają się z roku na rok coraz dłuższe? 

Jestem niereformowalnym wyznawcą, że standardowym czasem trwania danego filmu jest 90-100 minut.

Jest to optymalny czas zarówno na zaangażowanie widza i utrzymanie jego uwagi jak i opowiedzenie skondensowanej historii z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Nie jestem za to fanem bardziej rozwlekłych form. Zresztą niewielu twórców posiada umiejętność sprawnego prowadzenia narracji przez ponad dwie godziny.

Ze znanych mi reżyserów wymieniłbym co najwyżej Martina Scorsese, Ingmara Bergmana i Stanleya Kubricka. Oni potrafili stworzyć nawet ponad 3-godzinne dzieło, które oglądało się jakby trwało co najwyżej godzinę.

Poza tym, jest jeszcze dość prozaiczna kwestia związana z naszym czasem wolnym. Kino to jednak dość czasochłonna rozrywka. Wyprawa do kina, nawet na około 2-godzinny film często zajmuje nam sporą część dnia (doliczmy sobie transport, stanie w kolejce po bilety, reklamy, powrót do domu itp.) A w przypadku filmu trwającego np. 3 godziny robi się nam z tego poważny logistyczne temat zabierający nam większość czasu.

Piszę o tym, gdyż od jakiegoś czasu zauważyłem dość spory wzrost czasu trwania filmów, i nie mówię tu o tzw. kinie ambitnym. Chodzi mi o rozrywkowe superprodukcje.

Z samej tylko definicji tych filmów wynika ich przeznaczenie – czyli rozrywka, zabawa, eskapizm. Mi osobiście trwające po 2,5 godziny filmy rozrywkowe coraz mniej kojarzą się z ową rozrywką, a często przez ten rozwlekły czas trwania zaczynają po prostu męczyć.

Wydaje mi się, że mamy jakieś progi tolerancji na siedzenie na fotelu w tej samej pozycji przez dłuższy czas, ale też i na hałas, oglądanie scen akcji oraz na utrzymanie uwagi i koncentracji. A jednak na filmy rozrywkowe chodzimy po to by się dobrze bawić. Tymczasem, nie dość że coraz więcej superprodukcji wręcz ugina się od barokowo-operowego ciężaru i dramatów głównych bohaterów, to jeszcze my, jako widzowie musimy wysiedzieć w tym ciężkostrawnym sosie grubo ponad 2 godziny.

Czasem tęsknię za beztroskimi sprzed kilku dekad, kiedy to filmy rozrywkowe nie musiały stawiać wielkich pytań o naturę człowieczeństwa i prezentować waśni pomiędzy bohaterami, jak to można było zaobserwować w zdecydowanie za długim i za ciężkim „Batman v Superman”. Nie jestem aż tak zajadłym krytykiem tego filmu, ale jednak nie wiem czy naprawdę musiał być on tak długi. Ostatnio media obiegła plotka, jakoby jego kontynuacja, czyli „Justice League” miało trwać 3 godziny. Na szczęście plotkę ten zdementował sam Zack Snyder. Co nie zmienia faktu, że zdziwiłbym się gdyby ten film trwał krócej niż BvS.

Podobnym czasem trwania odznaczają się również „Avengers” wraz z kontynuacją. W porządku, jak na tak bogatą galerię postaci, jestem w stanie zrozumieć argumentację tak długiej projekcji, choć, mimo wszystko te 20 minut mniej niekoniecznie by zaszkodziło tej produkcji.  Obawiam się jedynie tego, ile będzie trwać „Infinity War”, w której jak wiemy zobaczymy największą zbieraninę superbohaterów w jednym filmie.

Czy „Łotr 1” rzeczywiście musiał trwać 2 godziny i 13 minut? Polemizowałbym.

Transformers

Abstrahując od tego, że potwornie się na tym filmie wynudziłem i nie do końca widzę przekonujące uzasadnienie jego powstania (poza zarabianiem pieniędzy przez Disneya na recyklingu historii, którą znamy i wiemy jak się skończy). Gdybyśmy skrócili czas trwania do choćby 110 minut to film zyskałby na dynamice. Pozbyłby się paru niepotrzebnie rozciągniętych scen i może nawet główną bohaterkę dałoby się bardziej polubić.

A to i tak jeszcze nic w porównaniu z serią „Transformers”, którą nie wiadomo czemu Michael Bay uważa za swoje autorskie opus magnum i rozciąga ich czas trwania nawet do, uwaga, 160 minut! Ja wszystko rozumiem, ale film o mówiących robotach trwający prawie 3 godziny to już moim zdaniem przesada. Podobnie jak „Szybcy i wściekli 8”, którzy trwają 136 minut.

Spójrzmy jeszcze na nadchodzące superprodukcje:

„Strażnicy Galaktyki vol. 2” – czas trwania 2 godziny 17 minut

„Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara” – czas trwania 2 godziny i 15 minut

„Wonder Woman” – czas trwania 2 godziny 19 minut

Spodziewam się, że nowe odsłony „Transformers” czy „Gwiezdnych wojen” raczej nie zatrzymają się przed granicą 120 minut.

Oczywiście, z jednej strony mój wewnętrzny geek cieszy się, gdy widzi, że może tyle czasu spędzić ze swoimi bohaterami, jednak miłość czasem nas oślepia, i warto dać dojść do głosu naszemu rozsądkowi, tak by trzeźwym okiem stwierdzić, czy rzeczywiście więcej znaczy lepiej?

Raz na jakiś czas z miłą chęcią obejrzałbym jakieś bardziej ambitne rozrywkowe przedsięwzięcie. Nie wiem jednak czy zawsze mam nastrój i chęć wysiedzieć grubo ponad 2 godziny na filmie o superbohaterach czy pościgach samochodowych.

Teksty, które musisz przeczytać:

Największe filmowe sukcesy lata 2017

Było już o filmowych wtopach wakacji 2017, teraz przyszedł czas, by przyjrzeć się bardziej pozytywnym przykładom. Oto filmy, które pozytywnie zaskoczyły widownię i producentów, stając się nieoczekiwanymi przebojami.

Artykuł/Film 20.08.2017

Dołącz do dyskusji (27)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...