TOP 7 filmów science-fiction, których scenarzyści czytali podręczniki do fizyki

Top/Film 27.04.2017
TOP 7 filmów science-fiction, których scenarzyści czytali podręczniki do fizyki

Kino to miejsce, które ma otwierać naszą fantazję i wyobraźnię. Dlatego też nie obruszamy się na filmowe absurdy, które nie przeszłyby w rzeczywistości. Jednak są też dzieła, przy których dobrze się bawią nawet naukowcy.

Czy to naprawdę takie złe, że w Gwiezdnych wojnach słychać wybuchy w kosmosie? Albo że John McLane jest w stanie zestrzelić helikopter, wykorzystując nowojorską taksówkę? Kino to miejsce na rozrywkę i dobrą zabawę. Wybuchy, kosmici, lasery, bajery – nie przeszkadza to nam, jeśli warstwa audiowizualna i fabularna trzymają się kupy. Ba, nawet kilka z moich ulubionych filmów zawiera w sobie naukowe absurdy.

Część z twórców stara się jednak, by ich dzieła były wierne rzeczywistości. W stu procentach udaje im się to rzadko lub wręcz wcale. Nie jesteśmy przecież w kinie rzeczywistością zainteresowani, wolimy zobaczyć czyjąś fantazję na dużym ekranie. Są jednak temu na tyle bliskie, że wychodzimy z sali kinowej poruszeni.

Czy istnieją więc filmy science-fiction, w której więcej jest science a mniej fiction? Tak, i to jest ich całkiem sporo. I są to świetne produkcje. Postanowiłem więc wam o nich przypomnieć, tworząc poniższe, w pełni subiektywne zestawienie. Kolejność absolutnie losowa. A obejrzenie ich absolutnie obowiązkowe.

2001: Odyseja kosmiczna

We wstępie kazałem wam obejrzeć wszystkie wymienione tu filmy, ale Odyseja może okazać się dla niektórych zbyt trudnym materiałem. To majestatyczne, poważne, psychodeliczne kino nie jest łatwe w odbiorze. Nikt nigdy jednak nie podszedł tak poważnie do tematu jak mistrz Stanley Kubrick. Każda jedna scena realizowana była tak, by żaden naukowiec nie mógł się do niczego przyczepić. Zresztą to ekranizacja książki Arthura C. Clarke’a, gościa któremu zawdzięczamy pomysł na łączność satelitarną.

Brak dźwięku w próżni, wykorzystanie siły odśrodkowej jako mechanizmu sztucznej grawitacji, projekt i funkcjonalność statku Discovery, żywność dla astronautów, każdy element tego dzieła był konsultowany ze światem nauki. Dzieło absolutnie wybitne.

Tajemnica Andromedy

Przerażający film. Głównie z uwagi na to, że zagrożenie jakie prezentuje, jest całkiem realne. Film opowiada o katastrofie sztucznego satelity, na pokładzie którego znalazł się zmutowany wirus. Wkrótce po kraksie wszyscy mieszkańcy okolicznego miasta giną paskudną śmiercią.

Wszystko w tym filmie, niestety, się zgadza. Świat nauki już udowodnił, że bakterie są w stanie przetrwać ekstremalne warunki kosmicznej próżni, a nawet że mogą zmieniać swoją strukturę, stając się bardziej niebezpiecznymi. Co jeszcze bardziej przerażające, tak jak w filmie, nie za bardzo wiemy co począć w razie takiej zarazy, przed którą nie za bardzo wiadomo jak się bronić.

Dzień zagłady

To bardziej film obyczajowy niż katastroficzny czy science-fiction, ale przecież widmo zagłady Ziemi ze strony komety to temat, który jak najbardziej pasuje do tego zestawienia. Co ciekawe, Dzień zagłady rywalizował w kinach z Armageddonem Michaela Baya. I choć to Armageddon był kręcony przy współpracy z NASA, to Dzień zagłady okazał się filmem, który szanuje naukę i prawa fizyki. Zresztą, no sami wiecie. Michael Bay.

Dzień zagłady to prawie jak lekcja. Obejrzenie filmu, który byłby tak wierny fizyce ciał niebieskich to miła niespodzianka – twierdził Tom Jones, astronauta NASA. Jego słowa niech będą najlepszą rekomendacją. Czy pomysł na powstrzymanie komety, czy skutki jej uderzenia z naszą planetą, film jest zaskakująco przekonujący i wierny rzeczywistości.

Marsjanin

Trudno się dziwić obecności Marsjanina w tym zestawieniu. To nie tylko świetnie nakręcony film, ale również ekranizacja książki pewnego inżyniera, który napisał ją w formie pamiętnika z pobytu na Marsie, w zasadzie stuprocentowo wiernego ze światem nauki. Jasne, przygody jakie napotyka główny bohater są dość nieprawdopodobne, ale raczej z uwagi na niesamowite zbiegi okoliczności niż na same wydarzenia.

Właściwie każdy element filmu, czy to habitat, czy też sposób w jaki bohater uprawia ziemniaki, manewry statków kosmicznych… wszystko to zostało wzięte z przeprowadzonych już eksperymentów NASA. Chapeau bas!

Raport mniejszości

Czy wiecie, że już teraz władze Stanów Zjednoczonych, a także kilka prywatnych firm liczących na rządowy kontakt, prowadzą badania na temat przewidywania przyszłości celem zapobiegania zbrodniom? Czyli że być może kiedyś ktoś nas aresztuje za morderstwo, którego (jeszcze) nie popełniliśmy?

Ta ponura wizja przyszłości została poruszona już dawno temu przez Philipa Dicka, a także w znakomitej ekranizacji jego opowiadania. Raport Mniejszości Stevena Spielberga to jednak coś więcej niż tylko zabawa z myślą co by było, gdyby prawo dopuszczało aresztowania prewencyjne. Cyberpunkowe dzieło jest dopracowane pod względem merytorycznym w każdym calu, a interfejsy komputerowe przyszłości czy spersonalizowane reklamy… cóż, wystarczy dodać, że wizje z Raportu mniejszości są już testowane przez czołowe firmy marketingowe.

Kontakt

Kontakt to przede wszystkim moja ukochana książka Carla Sagana, ale i ekranizacja w wykonaniu Roberta Zemeckisa to dzieło, obok którego trudno przejść obojętnie. To bardzo romantyczna historia, chciałoby się wręcz rzec bajeczka, gdyby nie udział Sagana w realizacji filmu. Bo Sagan, oprócz bycia świetnym autorem, był też znanym i poważanym naukowcem. I pilnował, by film był równie zgodny z nauką, co książka.

Czy to sposób, w jaki główna bohaterka analizuje radiowy sygnał pozaziemski, czy też matematyczny język w którym został napisany, czy też zaprezentowanie tego jak właściwie funkcjonuje program SETI. Tak, Kontakt to bajeczka. Jednak ta jak najbardziej mogła wydarzyć się w rzeczywistości.

Interstellar

Do tej pory wymienialiśmy filmy, które próbowały być wierne nauce. Wybitny Interstellar poszedł jednak o krok dalej i pchnął naukę do przodu. Tak, serio. Pan Christopher Nolan wymagał od swojego dzieła tak wiele, że współtworzył je z Kipem Thornem, znanym profesorem fizyki teoretycznej z CalTech. Thorne podczas pracy nad Interstellar miał za zadanie, między innymi, dostarczyć dane matematyczne twórcom efektów specjalnych, by ci mogli jak najwierniej odtworzyć wygląd czarnej dziury. Nikt wcześniej tego nie dokonał, a widoczna na ekranie wizualizacja okazała się pomocna dla astrofizyków badających te tajemnicze ciała niebieskie.

A to tylko przykład. Interstellar to film absolutnie wybitny i z całą pewnością największe dzieło science-fiction wydane na rynek za mojego dorosłego życia. I tak, wybitni naukowcy wytknęli mu kilka nieścisłości, w tym niemożliwie szybkie tempo w jakim filmowa zaraza opanowuje naszą planetę. Ale skoro nad filmem pochylili się naukowcy i dopiero oni byli w stanie mu coś wytknąć, to mówi to w zasadzie wszystko.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (28)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...