Powrót Gorillaz nie rozczarowuje – „Humanz” recenzja Spider’s Web

Recenzje/Muzyka 27.04.2017
Nasza ocena:
Powrót Gorillaz nie rozczarowuje – „Humanz” recenzja Spider’s Web

Niby wiadomo, że w muzyce (jak i w życiu) nic nie jest pewne i na zawsze, jednak zawsze jestem szczerze zaskoczony i podekscytowany, kiedy jeden z moich ulubionych zespołów powraca do „życia”.  I choć Gorillaz nie są może w mojej ścisłej czołówce najlepszych, to jednak nie sposób polemizować z faktem, że mamy do czynienia z jedną z najważniejszych grup muzycznych XXI wieku.

Projekt, który zrodził się jako platforma do muzycznego eksperymentowania lidera Blur, Damona Albarna, z ciekawostki, pop-artowego performance’u oraz świetnego żartu z popkultury i jej mechanizmów, dość nieoczekiwanie przerodził się w fenomen dekady, z miejsca stając się kultowym. I trudno się dziwić.

Gorillaz to idealny przykład na to, że najciekawsza muzyka powstaje wtedy, gdy nie wiążą jej łańcuchy ograniczeń i przyjętych konwencji.

A dodatkowo, gdy emanacją zespołu stają się animowane postaci, dla których nie ma rzeczy niemożliwych, to praktycznie ów projekt ma nieograniczone pole do popisu.

I to pole Gorillaz w pełni wykorzystali, przede wszystkim na swoich dwóch pierwszych płytach, z czego „Demon Days” jest absolutną muzyczną perłą – jedną z najlepszych wydanych w nowym millenium. „Plastic Beach” również była świetna, choć już nie tak równa jeśli chodzi o poziom. „The Fall” miała swoje momenty, plus już sam fakt, że powstała na iPadzie, podczas amerykańskiej trasy koncertowej Gorillaz w 2010 roku robił wrażenie, aczkolwiek ja czułem już powoli zmęczenie materiału. I nastała cisza. Długa. Po jakimś czasie przestałem śledzić doniesienia o grupie i założyłem, że Gorillaz zawiesili/zakończyli działalność.

I, nieoczekiwanie, pod koniec zeszłego roku dowiedziałem się, jak i cały świat, że grupa powraca. A reszta jest już historią, która dzieje się na naszych oczach i uszach.

Jak prezentuje się nowa płyta Gorillaz?

Na pewno warto było na nią czekać. „Humanz” traktuję jak duchową i muzyczną kontynuację „Plastic Beach”, bo z tym krążkiem widzę najwięcej korelacji. Albarn znowu swobodnie podróżuje sobie po gatunkach muzycznych, wprawdzie nie eksperymentuje już tak jak na pierwszych albumach, ale nadal słychać, że jego pasja i wyobraźnia w tworzeniu małych muzycznych wszechświatów mają się dobrze.

Okładka płyty "Humanz" grupy Gorillaz

Po krótkim intro, „Humanz” wita nas solidnym tranoswo-rave’owym Ascension z raperem Vince’em Staplesem na wokalu. Nie jest to nic wielkiego, ale świetnie nastraja na dalsze słuchanie, a później jest tylko lepiej. Już następny kawałek, Strobelite (w którym gościnnie śpiewa Peven Everett) to klubowo-funkowa rewelacja, z mocnymi syntezatorami i kapitalnym rytmem – ewidentny hicior.

Trip-hopowy Momentz zachwyca genialnym w swojej prostocie syntezatorowym beatem. Popowo-soulowy Submission ze znakomitym wokalem Saleli powinien bez problemu zawojować stacje radiowe na długie lata, bo to kolejny hicior, który mi osobiście przypomina wakacyjne przeboje z początku lat 2000 (i nie jest to w żadnym razie obelga).

Tym sposobem Damon Albarn wyrasta nam na jednego z najlepszych producentów popowych hitów w branży.

Jeśli miałbym mieć jakieś zastrzeżenia do „Humanz” to na pewno wymieniłbym nadmierne skupienie się Albarna na kolaboracjach. Nie jestem fanem składanek muzycznych, a „Humanz” chwilami sprawia wrażenie jakby był zbieraniną przeróżnych (w większości świetnych) kawałków śpiewanych przez różnych wykonawców.

I jasne, Gorillaz zawsze opierali się na muzycznych kolaboracjach, ale jeszcze nigdy nie stanowiły one trzonu całej płyty. A taki synthpopowy Andromeda, czyli jeden z nielicznych kawałków na których możemy posłuchać praktycznie tylko wokalu Damona, jest bodajże najlepszym na całej płycie.

Całość zamyka, krótki acz imponujący We Got the Power, w którym obok Albarna na wokalu udziela się m.in. Noel Gallagher z Oasis, co jest o tyle istotnym faktem dla fanów britpopowej sceny muzycznej, że ci dwaj panowie jeszcze całkiem niedawno publicznie odnosili się do siebie ze sporą niechęcią. Ale po raz kolejny muzyka zwalczyła niepotrzebne waśnie i przyniosła nam wiele dobrego.

„Humanz” to nie jest krok naprzód w rozwoju Albarna jak i całego projektu Gorillaz. To tylko i aż świetna klubowo-taneczna płyta, która ma szansę stać się hitem zbliżającego się lata. Z jednej strony spodziewałem się czegoś więcej, ale z drugiej, to co dostałem jest na tyle dobre, że jestem w pełni usatysfakcjonowany i czekam teraz tylko na ich czerwcowy koncert w Polsce, jednocześnie korzystając z aplikacji, którą przygotowali oraz oglądając wywiady z animowanymi członkami grupy. Jeden z nich przeprowadziła nasza redakcyjna koleżanka, Asia.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...