Znakomita nowa płyta Voo Voo. Znakomita!

Recenzje/Muzyka 09.03.2017
Znakomita nowa płyta Voo Voo. Znakomita!

Wojciech Waglewski ma wiele muzycznych wcieleń, a ja najbardziej lubię to jazz-rockowe. I właśnie w takim stylu jego zespół Voo Voo nagrał nową płytę 7”.

Nagle, zupełnie niepostrzeżenie, na początku marca, mam już zupełnie poważnego kandydata do mojej płyty roku.

Wiecie jak poznać wybitnych muzyków?

Po tym, że posiedli umiejętności grania na instrumentach w taki sposób, że wiedzą kiedy grać, a kiedy milczeć. Wielu świetnych muzyków potrafi to pierwsze, niewielu potrafi to drugie. Umiejętność dochowania wierności pauzie, oddania taktowej przestrzeni innym muzykom, to oznaka wielkiego muzycznego kunsztu.

Nowa płyta Voo Voo jest pełna takich pauz, skromnego, oszczędnego grania, które celebruje wybitny kunszt poszczególnych muzyków. Dzięki temu każda solówka, każda minimalistyczna przygrywka, każda wręcz nuta wybrzmiewa z sensem i znaczeniem.

To, co szybko wzlata, ulata – śpiewa Waglewski w kompozycji Czwartek i jakże celnie oddaje to charakter tej płyty. Niespieszna, medytacyjna, cierpliwa, a jednocześnie celebrująca wybitnych muzyków. To, co na tej płycie grają saksofonista Mateusz Pospieszalski, czy Karim Martusewicz na kontrabasie, to jest istna maestria. Oszczędnie, z poskromieniem solowych ambicji, a jednocześnie dodając smaczku każdej kompozycji z osobna, oddając przy okazji hołd szefowi i twórcy projektu Waglewskiemu.

Nie jestem przesadny fanem śpiewu Waglewskiego…

…ale na „7” jego maniera pasuje idealnie. Także do warstwy lirycznej, która czerpiąc z paraleli siedmiodniowego cyklu tygodnia opisuje życie pana w… hmm… późnym średnim wieku – jego rozważań, rozmyślań, niespiesznej celebracji codziennego życia.

Ktoś może powiedzieć, że Waglewski ma jedną i tę samą linię melodyczną w większości swoich piosenek. Na „7” zupełnie nie można tego rozpatrywać w kategoriach zarzutu. Jest to bowiem dzieło skończone, które trzeba traktować całościowo. Niech nikt nie próbuje tej płyty słuchać wyrywkowo – kawałek tu, kawałek tam. „7” trzeba chłonąć longiem, w jednym podejściu, inaczej nie ma sensu.

Jestem za to wielkim fanem Waglewskiego jako gitarzysty…

…i Waglewski na „7” dostarcza kapitalnych wrażeń z używania swojego głównego instrumentu. W kilku fragmentach jego gitara przypomina mi to, co wybitny mistrz Robert Fripp robi ze swoimi soundscapami, czy takim języczkowym przygrywaniem do mocno lirycznych fraz (jak na przykład w Walking on Air), choć oczywiście obraźliwym byłoby stwierdzenie, że Waglewski kogokolwiek imituje. To wybitny gitarzysta, który posiadł umiejętność grania różnych styli, a na „7” jest i jazzowo, i rockowo, i folkowo, i etnicznie, i w każdym z tych styli Waglewski daje mistrzowski pokaz.

Piękna to płyta, wspaniały album.

Punktami kulminacyjnymi są znakomite Środa, Sobota oraz kończący płytę Wtorek. Powtórzę jednak – tej płyty należy słuchać w całości. Dopiero wtedy dostrzeżemy jak wspaniałe jest to dzieło i jak wielkie spustoszenie w duszy robi, gdy się kończy.

U mnie skutkuje to tym, że od razu ponownie chcę wcisnąć play.

Voo Voo „7” do odsłuchania w dobrych serwisach streamingowych.

Dołącz do dyskusji (12)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...