Joanna Krupa kocha zwierzęta, ale czy nadaje się do ich ratowania? – recenzja show Misja pies

Recenzje/TV 06.03.2017
Nasza ocena:
Joanna Krupa kocha zwierzęta, ale czy nadaje się do ich ratowania? – recenzja show Misja pies

Joanna Krupa to z całą pewnością bardzo sympatyczny i dobry człowiek. Jako osoba kochająca zwierzęta postanowiła zostać twarzą programu „Misja pies”. Czy słusznie?

Co innego kochać zwierzęta, a co innego pomagać ludziom w problemach związanych z ich wychowaniem. To są dwie kompletnie różne rzeczy.

Powiecie, że się wymądrzam i możliwe, że macie rację, ale moje kilkumiesięczne doświadczenie jako wolontariusza w schronisku, ukończenie kursu u doświadczonego behawiorysty i przeczytanie sporej liczby książek na temat zwierząt sprawia, że widzę w nowym programie Joanny Krupy kilka sporych błędów. Jakich?

Pies to nie jest taki mały człowieczek. Psy nie są takie jak my.

Empatyczna, ciepła, lekko i sympatycznie kalecząca język polski gwiazda przystąpiła do nowego projektu, który ma pomóc właścicielom psów nieposłusznych. Problem w tym, że – jak sama powiedziała – podchodzi do zwierząt jak do ludzi, a to jeden z podstawowych błędów.

Nie trzeba być psim behawiorystą by wiedzieć, że psy to nie ludzie. Mają ogon, sierść, inną budowę ciała, inne potrzeby i inne wymagania. Wystarczy zasięgnąć podstawowej wiedzy z książek, chociażby Patricii McConnell, by wiedzieć, że psy nie komunikują się ze sobą tak jak ludzie. W ich świecie nie istnieje pojęcie dotyku, nie znoszą przytulania, a postawa frontalna nie jest dla nich przyjacielska, oznacza bardziej znak do ataku.

Tymczasem Dżoana już przy pierwszym kontakcie z psem popełnia kardynalny błąd i na oczach telewidzów przytula psa, którego (oczywiście w teorii) widzi po raz pierwszy.

To nie powinno się wydarzyć, bo nawet jeżeli akurat ten pies nie był agresywny, to jeden z widzów mógłby podobne zachowanie przenieść na swój grunt i niemile się zaskoczyć.

Tutaj widzimy jak Pedigree jest głównym gwoździem programu

Powiększ zdjęcie
TVN, Misja pies

Kolejna sprawa – żywienie zwierząt domowych to odpowiedzialność.

Bohaterowie „Misja pies” mówią o tym, że dają swojemu psu to, co jest najlepsze i niestety nie jest to prawda. Dlaczego? To, co najlepsze, to na pewno nie jest karma Pedigree.

Jasne, rozumiem, że trzeba było pozyskać sponsorów i popularny producent karmy był pierwszym wyborem, ale wmawianie szerokiej publice tego, że karma Pedigree jest dobrej jakości, to jak wciskanie osobie z wysokim choresterolem kolejnego kebaba.

Wystarczy rzut oka na stronę producenta. Nie dowiemy się z niej, w jaki sposób karma została wytworzona. Dodatkowo, nie mamy gwarancji składu, a szybki rzut oka na etykietę też nie napawa optymizmem. Możemy tam przeczytać, że karma Pedigree zawiera mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (min. 4 proc. wołowiny w brązowej granulce, min. 4 proc. drobiu w beżowej granulce) – czy brzmi to jakkolwiek dobrze? Wróćmy jednak do programu.

Wizyta u weterynarza, który nie doradził nic godnego uwagi. Zdarza się.

Powiększ zdjęcie
TVN, Misja pies

Umawiamy wizytę u weterynarza.

Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, by brak posłuszeństwa u psa był powiązany z koniecznością odwiedzenia weterynarza. Zdarzają się przypadki, że to właśnie choroba negatywnie wpływa na zachowanie psa, ale…
Byłem u weterynarza niezliczoną ilość razy i nigdy nie spotkałem się z wizytą w takiej formie, jaka była przedstawiona w telewizji.

Promowanie higieny jamy ustnej psa jest zdecydowanie na plus, ale podczas wizyty u weterynarza wypadałoby poruszyć tematy związane ze szczepieniami, higieną ogólną, sterylizacją, poszczególnymi chorobami itd.
Niestety w programie wszystko zostało poruszone powierzchownie i tak naprawdę potencjalny właściciel psa nie dowie się z „Misji pies” niczego wartościowego.

Behawiorysta w swoim żywiole. Szkoda, że Aneta Awtoniuk dostała tak mało czasu antenowego

Powiększ zdjęcie
TVN, Misja pies

Kolejnym etapem programu była wizyta u behawiorysty.

W moim odczuciu wygląda ona absurdalnie i pozostawia złudne wrażenie, że jedno spotkanie może cokolwiek w życiu psa i naszym zmienić.

Tarzanie się po trawie i robienie z siebie idioty nie załatwi problemu związanego z tym, że pies nie wraca do swoich opiekunów na komendę. To wymaga zdecydowanie więcej pracy i taki przekaz powinien mieć ten program. Tymczasem na ekranie widzimy, że raptem kilka minut z psim behawiorystą wystarczy, by rozwiązać nasze problemy.

Widzowie, którzy odniosą takie wrażenie, udadzą się po poradę do specjalisty, następnie spróbują nauczyć czegoś swojego psa, a gdy pierwsza próba zawiedzie, odpuszczą temat i zamiast pomóc sobie i swojemu psu, zaczną akceptować jego niewłaściwe zachowania.

Wnioski po pierwszym odcinku?

Ten program to zamach na rzeczywistość. W praktyce wychowanie psa wygląda w 99 proc. inaczej niż to, co zobaczyliśmy na ekranie.

Wychowanie zwierząt to nie jest kwestia godzin czy dni. Często jest to kwestia kilku tygodni, nawet miesięcy.

Jako miłośnik psów i przyszły behawiorysta zwierząt odnoszę nieodparte wrażenie, że nowy program TVN-u uczyni więcej szkód, niż korzyści.

Fajnie, że Joanna Krupa ma kilka psów, znajomych behawiorystów i weterynarzy, ale nic z tego, co zobaczyliśmy w pierwszym odcinku serii, nie nastraja pozytywnie.

Oby w kolejnych odcinkach było lepiej.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (26)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...