Film Maria Skłodowska-Curie zarobi na siebie, ale tylko dzięki szkołom – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Film 06.03.2017
Nasza ocena:
Film Maria Skłodowska-Curie zarobi na siebie, ale tylko dzięki szkołom – recenzja Spider’s Web

Świetna główna aktorka. Bardzo dobre podejście do tematu, które nie próbuje nic kreować, nic na siłę zohydzić ani upiększyć. Szkoda tylko, że można usnąć z nudów.

Fajnie, że ktoś wpadł na pomysł nakręcenia filmu o jednej z naszych najwybitniejszych uczonych. Maria Skłodowska-Curie, patronka mojej podstawówki, zmieniła cały świat. Zasługuje na niejedno dzieło historyczne czy nawet popkulturowe.

Dlatego też z przyjemnością udałem się na seans kinowy na temat naszej noblistki. Zwłaszcza, że Karolina Gruszka, która w filmie gra główną bohaterkę, to utalentowana kobieta i ciekaw byłem jej interpretacji postaci.

Aktorka nie zawiodła. Niestety, jako jedna z nielicznych.

Film Maria Skłodowska-Curie jak lektura szkolna.

Nigdy nie zrozumiem, co robiły niektóre pozycje na liście moich obowiązkowych lektur w szkole. Niektóre omawiane przez facetkę od polskiego polonistkę dzieła powinny być rekomendowane w branży medycznej jako cudowny lek na bezsenność. Poruszają ciekawe zagadnienia, używają wspaniałych narzędzi, a i tak w jakiś sposób udaje się im być absurdalnie wręcz nudnymi.

Nie inaczej jest z Marią Skłodowską-Curie. Jak już zachłyśniemy się przepięknymi zdjęciami (brawo! światowy poziom!) i zaakceptujemy naprawdę świetną kreację pani Gruszki, to zaczniemy skupiać się na samym filmie. I czekać, aż opowieść nas porwie. Tylko musicie być bardzo cierpliwi, bo oczekiwanie to jest całkiem długie i trwa, mniej więcej, tyle co film.

Maria Skłodowska-Curie recenzja

Film kładzie duży nacisk na feminizm i słusznie. Przecież pani Skłodowska-Curie była pierwszą kobietą w Europie, którą w ogóle dopuszczono do doktoratu. Ciekawy jest też wybór wątku romansu uczonej z żonatym mężczyzną, co mogło ją kosztować Nobla, dając widzowi pogląd jak nauka była tłamszona przez pruderyjność i bogobojność.

Niestety, zawodzi cała reszta. Reżyserka przeciąga wątki jak tylko potrafi, nawet najciekawszy fragment opowieści czyniąc męczącą dłużyzną. Nie umie ich składać w spójną całość, przez co udaje jej się osiągnąć rzadką sztukę uczynienia ciągnącego się filmu chaotycznym. Jest ciężko i nudno. A to, przy przecież tak dobrym przygotowaniu do tematu, jest nie lada osiągnięciem.

Szkoły pójdą.

Więc producent filmu może spać spokojnie. Na dodatek film ten, pod żadnym względem, fatalny nie jest. Nie tylko warto go wyróżnić za bardzo dobrą rolę Gruszki i za świetne zdjęcia Englerta, ale cieszy też prowadzenie filmu tak, by nie czynić z niego tuby propagandowej na dowolny temat. Pani Skłodowska-Curie w filmie nie jest ani adorowana, ani „uczłowieczana” przez przesadne eksponowanie jakichś jej wad lub złych zachowań.

Niestety, wszystko położył montaż i reżyseria. Z potencjalnie bardzo dobrego filmu stworzono dzieło, podczas oglądania którego najbardziej emocjonujące zmagania to te z opadającymi powiekami. Czyli coś jak lektura szkolna. Szkoły ten film więc pokochają.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dokąd zmierza polskie kino?

Przyznane w miniony weekend Złote Lwy na 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni stanowią całkiem dobry przyczynek do zastanowienia się nad tym, w jakim kierunku zmierza polski film.

Felieton/Film 26.09.2017

Dołącz do dyskusji (13)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...