Legion się rozkręca. David Haller jest coraz pewniejszy siebie i to pycha może go zgubić

Recenzje/Seriale 03.03.2017
Nasza ocena:
Legion się rozkręca. David Haller jest coraz pewniejszy siebie i to pycha może go zgubić

Z odcinka na odcinek Legion od stacji Fox staje się coraz bardziej angażujący. David Haller po raz pierwszy staje się pewny siebie i zaczyna brać sprawy w swoje ręce. To oczywiście nie może się skończyć dobrze, ale nie uprzedzajmy faktów.

Legion okazał się niespodziwanym hitem, a kolejne odcinki utwierdzają mnie w przekonaniu, że mamy do czynienia z serialem nietuzinkowym. Czwarty rozdział zamykający pierwszą połowę sezonu to po raz kolejny kawał świetnej telewizji. Trzyma w napięciu, zaskakuje i pokazuje zwariowany umysł głównego bohatera z zupełnie innej perspektywy.

legion chapter 4 recenzja s01e04

Główny bohater staje się przy pyszny i znika powoli jego skromność, którą Legion kupił sobie początkową sympatię.

David – jak na dobrze rozpisanego bohatera przystało – ewoluuje z odcinka na odcinek i to w niewymuszony, naturalny sposób. Poznaliśmy go jako pogodzonego ze swoją chorobą pacjenta zakładu dla osób psychicznie chorych. Szybko okazało się, że tak naprawdę jest mutantem i wylądował w Summerland wśród grupy chętnej pomóc okiełznać jego moc.

David po przybyciu do ośrodka doktor Bird był nieufny i wycofany. Związek z Syd pomógł mu zaadoptować się w nowej rzeczywistości i rozpocząć mozolne odkrywanie siebie przez analizę wspomnień. W pewnym momencie tytułowy Legion się w nich zatracił, ale teraz wrócił – silniejszy i pewniejszy siebie niż kiedykolwiek.

Legion zyskał też kolejną moc.

Po trzecim rozdziale David został uwięziony w swoich wspomnieniach, ale udało mu się uciec. Nie wrócił jednak do prawdziwego świata, a trafił do zupełnie nowej przestrzeni – wymiaru świadomości, który sam stworzył. Dzięki temu mógł odnaleźć osobę, która jest bardzo ważna dla doktor Bird.

legion chapter 4 recenzja s01e04

Pozostałe postaci próbują dojść do tego, co w historii Davida obserwowanych w jego wspomnieniach było prawdą i szukają sposobu, by go uratować. Okazuje się, że na sceny z jego przeszłości nałożony został dość ciekawy filtr związany z jego przyjaciółką Lenny.

Legion zmusza nas do kwestionowania wszystkiego, co zobaczyliśmy do tej pory.

Po spędzeniu tysięcy godzin na oglądaniu seriali jestem w stanie wyłapać pewne schematy, którymi kierują się scenarzyści. Staje się to nużące, bo kolejne produkcje – co tyczy się zwłaszcza tzw. procedurali – są niezmiernie przewidywalne i wtórne. Twórcy Legionu robią wszystko, żeby ich serial pozostał świeży.

Kolejne rozdziały stale wymykają się ramom klasycznej telewizji. Legion zgrabnie wprowadza nowe wątki i zmusza nas do kwestionowania tego co widzieliśmy wcześniej, ale nie ucieka się do tanich sztuczek. Legion: Chapter 4 wprowadza kolejne elementy łamigłówki, która jeszcze nie nabrała wyraźnego kształtu.

legion chapter 4 recenzja s01e04

Nie mogę się doczekać dalszego ciągu tej historii.

Scenarzyści bardzo powoli tłumaczą nam wydarzenia na ekranie, ale nie są zbyt enigmatyczni. Legion: Chapter 4 wyjaśnia w końcu nieco szerzej relację pomiędzy Kerry i Cary’m. Nie zabrakło tutaj też emocjonującej sceny akcji, a na ekranie pojawił się też powodujący ciarki złoczyńca Eye.

Siłą Legionu prócz niebanalnej historii, fenomenalnej realizacji są szalenie wyraziści bohaterowie. Cała obsada wykonuje świetną robotę. Davida i Syd łączy niesamowita chemia, a pozostałe postaci, choć nierzadko przerysowane, wzbudzają sympatię i zależy mi na ich losie.

Sam David odkrył w sobie moc i zaczął wierzyć w to, że nie jest to jedynie wytwór jego wyobraźni. W końcu bierze sprawy w swoje ręce i jest gotów wykorzystać zdolności by ratować swoich bliskich. Nie zastanawia się jednak nad kosztem swoich działań i zaczyna przyjmować arogancką postawę.

Serial telewizji Fox po raz kolejny zmienił swój wydźwięk.

Drugi odcinek ukazał nam nieco świata, w którym żyje David. Trzeci był bardzo horrorowy, a teraz zostaliśmy wprowadzeni we wręcz melancholijny nastrój zmuszający do rozmyślań na temat tego, na ile my – jako widzowie – możemy ufać swoim wspomnieniom. Legion zdecydował się nawet na złamanie czwartej ściany.

Z początku nie byłem pewny, czy to było potrzebne, ale po seansie zrozumiałem ten zabieg. Niezmiernie mnie cieszy, że serial Noah Fawleya trzyma wysoki poziom i nie wypalił się po zaskakującym pilocie. Daje to nadzieję na fenomenalny finał i aż żałuję, że nastąpi on już w ósmym odcinku.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...