O ile na początku w ogóle nie byłem zainteresowany produkcją Kong: Skull Island, do filmu przekonały mnie właśnie ciekawe zwiastuny reklamowe. Tym bardziej nie mogę zrozumieć, dlaczego marketingowcy zgodzili się na tego potworka.

Kong: Skull Island zadebiutuje na całym świecie już 10 marca 2017 roku. To najlepszy moment, aby wypuścić do sieci ostateczny, finalny zwiastun reklamujący film. Nie rozumiem jednak, jak w Warner Bros. mogli zgodzić się na coś takiego:

Pierwsza część finalnego zwiastuna Kong: Skull Island wygląda jak spot reklamowy komedii.

Doskonale rozumiem, że w działaniach reklamowych takich molochów jak Warner nie ma przypadkowości. Nic nie dzieje się bez powodu. Być może badania rynku pokazały, że filmem jest zainteresowana zbyt mała grupa młodych osób. Być może na Kong: Skull Island ostrzą sobie zęby jedynie starsi fani kina. Może wielka małpa nie wypadła „seksi” w badaniach fokusowych. Coś musiało być na rzeczy.

Niezależnie od motywacji, sztab reklamowy postanowił zalać finalny zwiastun Konga masą, masą humoru. Wesoła melodia towarzyszy nam nawet wtedy, gdy dochodzi do konfrontacji z wielką małpką. W ogóle nie pasuje mi to do mojego (być może mylnego) wyobrażenia o filmie. No i te kiepskie dialogi, które w założeniu miały być zabawne…

Dlaczego tak marudzę?

Ponieważ Kong: Skull Island urzekł mnie pewną aurą niezbadanego. Wielką tajemniczością. Ogromną zagadką. Przez długi okres czasu wygląd małpy był pilnie strzeżony przez wytwórnię. Widzieliśmy jedynie jej zarys oraz efekty zniszczenia, jakie po sobie pozostawia.

Tajemnicza była również sama wyspa. Wypełniona dziwnymi kreaturami z zamierzchłych czasów, o istnieniu których współczesny człowiek nie ma pojęcia. A tutaj proszę – wielkie woły, ogromne pająki i hybrydy dinozaurów mamy podane jak na dłoni. Wszystko odarte z jakiejkolwiek tajemnicy. Trochę szkoda.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (10)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...